35.


Już nie trzydzieści, jeszcze nie czterdzieści. Środek. Czas kiedy jeszcze czuję się bardzo młoda, a już zbyt dojrzała, by szaleć jak nastolatka. Dotarłam do czasu, kiedy zaczynam się zastanawiać- czy aby na pewno jeszcze mi to wypada robić. A może należałoby już być bardziej “poważnym”?

Kiedyś naprawdę sądziłam, że ludzie w tym wieku to już się jakoś poważniej ubierają i są tacy bardziej… stonowani. A ja nadal w trampkach, krótkich kieckach i z kucykiem na środku głowy. Całe szczęście czasy się zmieniły i dzisiaj już nikt nie oczekuje, że panie po 30-tce będą się pojawiały publicznie tylko w garsonkach i sztywnych bucikach. Uff…

Ale jednak 35 lat zobowiązuje. Zobowiązuje do podsumowań.
To dla mnie szczególny rok. Wiele w nim zmian. Właściwie ogromnych zmian. Bo jak inaczej nazwać fakt, że zmieniam całe swoje życie. Chociaż może nie całe… zmieniam tylko obowiązujący model rodziny i modyfikuję swoje życie zawodowe. Cała reszta stabilnie bez zmian. Na pewno jednak dotarłam do momentu, w którym wyobrażenie o moim życiu zderzyło się ze stanem faktycznym. I nie było w tym miękkiego lądowania. Nie powiem, żebym się nie poobijała przy tym zderzeniu. Jednak zgodnie z moim mottem “nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej”, uważam, że trzeba doceniać to, co się dostaje, bo zawsze mogłoby być gorzej.  A wcale nie jest tak źle.

Okazuje się, że zupełnie nieświadomie sama sobie wyznaczyłam ten moment na dokonanie przemian. Jakieś 4-5 lat temu rozmawiałam z moją przyjaciółką o różnych moich problemach życiowych. Ona zadawała mi pytania, na które wtedy nie chciałam znać odpowiedzi, trochę drążyła temat. Ja jej wtedy na odczepnego powiedziałam, że daję sobie czas do 35 roku życia. Jeśli nadal będzie w moim życiu tyle wątpliwości, niedopowiedzeń i niekoniecznie odpowiednich rozwiązań to podejmę kroki ku zmianom. Uznałam, że to idealny czas, bo będę wystarczająco młoda, żeby jeszcze mieć na to siłę, a jednocześnie odpowiednio stara, by wystarczyło mi doświadczenia i mądrości podejmowania dobrych decyzji. Oczywiście nie planowałam rozwodu i tak drastycznych zmian. Chodziło wtedy o moje życie zawodowe, kwestie związane z dziećmi, rodziną. Taki ogólny całokształt. Wtedy tak sobie rzuciłam tym terminem. Dzisiaj wydaje mi się to nawet zabawne jak się to wszystko zupełnie niespodziewanie i nieświadomie zgrało w czasie.

Wobec tego czas na zaplanowanie drugiej połowy życia. Hmm… Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że to taka symboliczna połowa. Być może pożyję więcej niż 70 lat ale nie oszukujmy się… w tym wieku to już poza obejrzeniem kolejnego odcinka serialu nie będę osiągała zbyt wiele.

Okej więc… może najpierw spełnię swoje wieloletnie, odkładane na później plany i pójdę na jeszcze jedne studia. Być może. Kto wie.
Może też w końcu dokończę genialny projekt, który to odkładam z niewyjaśnionych powodów, a który to będzie idealnym drogowskazem dla wielu rodziców. Trzymajcie kciuki, a nawet kopcie mnie w tyłek.
Może powinnam skończyć pisać pewną historię, którą to moja przyjaciółka mi każe opublikować i twierdzi, że będzie z tego hit. Wszak jej życiowe perypetie plus moje życiowe perypetie to materiał na cały serial, a co dopiero na kilka artykułów.
Na pewno planuję być w kolejnej połowie mojego życia szczęśliwa, spokojna i nadal poukładana. Nie jest to łatwe przy moim trybie życia i obowiązkach. Ale nie jest też niemożliwe.

Także trzymajcie kciuki, żebym znalazła czas na to wszystko co chciałabym zrobić i żebym miała wokół siebie ludzi, którzy mnie będą wspierać i motywować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *