A co jeśli moje dziecko nie pójdzie do Komunii?


Postanowiłam napisać ten wpis, bo pamiętam, że sama niejednokrotnie zastanawiałam się jak to będzie jeśli moje dzieci nie pójdą do Komunii. Wewnętrznie wiedziałam, że to niczego nie zmienia, że nic złego im się nie stanie. Jednak głosy z zewnątrz były takie, że będzie im przykro, że mogą być zazdrośni o prezenty rówieśników, że będą się czuli gorsi, inni…

To wszystko jest jednak w głowie dorosłych, a nie dzieci. Decyzję o niechodzeniu na religię moje dzieci podjęły samodzielnie. Zapytałam czy chcą uczestniczyć w takich zajęciach, wyjaśniłam, że nie muszą. Nie namawiałam ani w jedną ani w drugą stronę. Owszem, nie jestem praktykująca więc można powiedzieć, że nie wpajałam im, że muszą, bo ja tak chcę. Nie jestem też skrajnym przeciwnikiem- szczerze mówiąc jestem gdzieś tak po środku. Nie przemawia do mnie to, co reprezentuje sobą Kościół, nie chcę należeć do tego “kręgu” ale nie neguję wiary w Boga. Tak więc dzieci miały wybór. Po tym jednak jak zrazili się do lekcji religii w przedszkolu, w szkole nawet nie było mowy, żeby mieli być zapisani. W przedszkolu chcieli zobaczyć co to za lekcje, zostali więc zapisani. Jeden z synów błagał po 3 lekcjach, żebym go wypisała, bo zwyczajnie bał się tego co przekazywała im Katechetka. Cały czas wracali i mówili, że było o śmierci, cierpieniu, grzechach. Dzieci w krótkim czasie dowiedziały się, że rodzice umrą, Święty Mikołaj nie żyje, Jezus umarł w cierpieniu… I jasne, jest to prawda ale myślę, że religia i wiara w Boga ma dużo więcej treści do zaoferowania, dużo bardziej przystępnych dla małych dzieci. Być może jakieś inne treści też między wierszami były im przekazywane ale dominował kult cierpienia. Na to moje dzieci zdecydowanie nie były gotowe. Szybko więc skończyła się ich kariera uczniów religii.

Gdy rozpoczęli edukację szkolną co jakiś czas pytałam czy nie chcą wrócić na religię. Czy odpowiada im chodzenie na świetlicę w tym czasie? Nadal byli pewni swojej decyzji. Rozmawialiśmy o tym, że ich klasa przygotowuje się do Komunii, że będą mieli taką uroczystość. Moje dzieci skwitowały to tak: “wiemy, mają przechlapane, ciągle muszą się uczyć i zaliczać modlitwy, bo jak nie to będę mieli egzamin przed Księdzem” (religię mają z Katechetką).

Ani przez moment nie zaobserwowałam, żeby czuli się gorsi, inni. Powiedziałabym wręcz, że w ogóle nie interesowali się tym tematem i nie zaprzątali sobie tym głowy. Rozmowy na temat prezentów komunijnych mieliśmy dwie. Jedna była na kilka dni przed:
Brat 1: Wiesz, że jakbyśmy szli do Komunii to dostalibyśmy jakieś prezenty?
Brat 2: Tak? I co byś sobie zażyczył? Konsolę masz u taty, rower masz i nawet nie lubisz na nim jeździć, telefon masz fajny, komputer też mamy.
Brat 1: Masz rację, niczego nie potrzebujemy.

To mnie dodatkowo uspokoiło, bo miałam kiedyś myśl, że jakby bardzo czuli się pokrzywdzeni to byłam gotowa ich zabrać na jakąś wycieczkę w tym czasie, albo zorganizować obiad rodzinny i wymyśleć jakiś prezent. Okazało się, że to jedynie było w mojej głowie. Dzieci takich problemów nie mają.

Druga rozmowa była już po Komunii:
Syn 1: Mamo, wiesz że Kasia (imię zmyślone) dostała na Komunię telefon? Fajnie, bo miała taki stary i jej się zacinał, a teraz ma taki jak ja i możemy do siebie nagrywać wiadomości.

Czy mój Syn cierpiał, że ktoś dostał telefon, a on nie? Nie! Być może dlatego, ze faktycznie staram się tak organizować życie, by moje dzieci miały jasność poglądów, mogły w jakimś stopniu decydować o swoim życiu, wiedziały że mogą zmieniać zdanie i przede wszystkim mieć własne zdanie. Być może było im łatwiej, bo faktycznie niczego im nie brakuje- nie czekały na taką okazję, by np. dostać telefon. A może po prostu dlatego, że dobra materialne nigdy nie były dla nich jakoś szczególnie ważne, a ja im cały czas mówiłam, że Komunia to wydarzenie duchowe, związane z głęboką wiarą i chęcią bycia częścią Kościoła.

W każdym razie dzisiaj mogę wam powiedzieć, że to od was zależy czy zdecydujecie się na udział waszych dzieci na lekcjach religii i czy zdecydujecie się by szły do Komunii. Owszem, presja społeczna istnieje ale to nie jest obowiązek. Biorąc pod uwagę ilość obcokrajowców w szkołach- coraz łatwiej podejmować takie decyzje, bo to już nie jest jedyne dziecko w klasie, a jedno z przynajmniej kilku. Od was też zależy jak wasze dziecko będzie się z tym czuło.

A na koniec jeszcze dodam, że byliśmy gośćmi u naszych przyjaciół na Komunii. Chłopców koleżanka, z którą trzymają się blisko od przedszkola miała to święto. Byliśmy, wspieraliśmy obecnością, wręczyliśmy prezent i świetnie bawiliśmy się na przyjęciu. Niczego to jednak nie zmieniło w opinii moich dzieci. Często podziwiam ich za tą dojrzałość, świadomość swoich wyborów i konsekwentne trwanie w nich (bez ulegania różnym presjom). Jeśli jednak kiedyś zmienią zdanie i będą chcieli być ochrzczeni, przyjąć Komunię, wziąć ślub kościelny- to będzie tylko i wyłącznie ich decyzja. Ja nie uważam, żebym miała prawo im dzisiaj ją narzucać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *