Awaria małżeńska 3


13046276_10209426751975652_1712335715_n

Wiecie kiedy w potencjalnym związku następuje awaria? Gdy kobieta zaniemoże! A wiecie co wtedy robi przeciętny mężczyzna? Rozpacza, bo zawalił mu się świat. Na szczęście większość z nich, kierowana zadaniowym podejściem do życia, szybko odnajduje rozwiązanie. Chyba że należą do tych szczęśliwców, którzy nie zdążą jeszcze się zastanowić od czego zacząć, a już zjawia się mamusia/teściowa/przyjaciółka albo siostra z odsieczą! Dla takich nie ma ratunku. Oni nigdy się nie nawrócą, nie docenią i nie będą w stanie podjąć próby zastąpienia kobiety. Bo ktoś zrobi to za nich.

CZAS APOKALIPSY

Wyobraźcie sobie, że macie wypadek. Nic groźnego. Drobne stłuczenie, złamanie- niestety z koniecznością dłuższego pobytu w szpitalu. Rodzina daleko, na nikogo nie można liczyć. Całość domowego życia spada na mężczyznę. Jeśli w tym momencie wzruszyłaś ramionami i powiedziałaś “spoko, żadna filozofia, ogarnie bez problemu”, to możesz uznać, że dalsze czytanie tego tekstu nie jest ci potrzebne! Jeśli jednak poczułaś niepokój, to rozsiądź się wygodnie i czytaj dalej!

No więc zostałaś unieruchomiona. Pół biedy jak jesteś przytomna i możesz przynajmniej przez telefon mówić mu co i jak. Ale jeśli nie?! Nadal czujesz się tak spokojnie?! No właśnie…
Sebastian i Mateusz, bohaterowie książki Nataszy Sochy i Magdaleny Witkiewicz, zostali sami. Żony wylądowały w szpitalu. A oni z dnia na dzień musieli przejąć wszystkie ich obowiązki. WSZYSTKIE! Ponieważ relacje obu par nie były najlepsze, panom było ciężko przyznać się do porażek i pytać swoje kobiety o takie “drobnostki” jak adres przedszkola.
Wyobrażacie sobie? Ojciec nie ma pojęcia gdzie jego dzieci chodzą do placówek! Teraz wszystkie potrząsamy głowami, mrucząc “niemożliwe”. A jednak… Nie wiem czy przeprowadzano jakieś badana na ten temat, ale jestem przekonana, że w wielu rodzinach jest tak, że mąż robi zawrotną karierę i w domu bywa późnym wieczorem. Nie ma więc pojęcia jak się uczą jego dzieci, czym się interesują, co jedzą, o której chodzą spać ani jak ciężko je rano obudzić.
Oczywiście o takich przyziemnych sprawach jak pranie, prasowanie i robienie zakupów też nie słyszeli, bo ich wielofunkcyjny robot domowy, zwany żoną, robi to za nich!
Być może bohaterowie książki są trochę przerysowani. Ale tylko trochę, bo w ciemno strzelam, że jakieś 70-80% moich czytelniczek po cichu przyzna, że ich mąż/partner też nie ma pojęcia jak włączyć zmywarkę albo nie wie, które parówki/jogurt najbardziej lubi ich dziecko.

Do tego oczywiście nasz bohater do tej pory sądził, że jego żona NICZEGO w domu nie robi i nie rozumiał jak to możliwe, że ona ma tyle wolnego czasu, a ciągle się nie wyrabia! Zrozumiał dopiero jak sam musiał to NIC codziennie wykonywać.

Nie będę wam opowiadała o przezabawnych sytuacjach opisanych w książce ” Awaria małżeńska”. Przeczytajcie sobie sami! Gwarantuje wam dużą dawkę śmiechu, czasami nawet takiego przez łzy. Ta książka powinna być obowiązkową lekturą w ramach kursu przedmałżeńskiego! Dla panów, żeby zobaczyli, że ich obecność w życiu rodziny jest niezbędna, a takie ‘bzdury’ jak odrabianie z potomstwem lekcji, mogą sprawić, że zostanie on bohaterem swojego dziecka! Powinni oni przeczytać ze zrozumieniem każde zdanie, żeby przestało im się wydawać, że jak potrafią obsłużyć swoje życie zawodowe, to są superbohaterami. Bo może się okazać, że z pralką, dziećmi i wywiadówką przegrywają z kretesem.

A wy, kobiety, przeczytajcie po to, żeby się zrelaksować, dodać sobie trochę pewności siebie i przede wszystkim zastanowić się nad swoim życiem. Czy aby na pewno wasi panowie niczego nie potrafią? Czy może same ich odpychałyście, bo wiedziałyście lepiej?! Czy to, że mężczyźni skupiają się tylko na pracy, nie jest wynikiem tego, że tam się ich docenia, chwali i mogą się wykazać?! A w domu zawsze się dowiedzą, że źle złożyli pranie, niedokładnie poodkurzali albo błędnie zinterpretowali listę zakupów.

“To nieprawda, że jej mąż był leniem, idiotą i pasożytem. To ona na niewiele mu pozwalała. Kobiety bowiem mają cudowną zdolność do samobiczowania się oraz fundowania sobie życia osoby pokrzywdzonej przez los. Nawet nie mając ku temu żadnych powodów.”

ŻYCIE, ACH ŻYCIE

Pamiętam jak mój tata poszedł na wywiadówkę do mojej szkoły. Był raz! I uznał, że psychicznie więcej takich ‘atrakcji’ nie zniesie. Nie, nikt się na mnie nie skarżył, byłam dobrą uczennicą. Po prostu słuchanie wymysłów mojej wychowawczyni go zmęczyło.
Mężu też jakoś nie garnie się do uczestniczenia w życiu przedszkola. Dla niego wszystko jest czarno-białe. Preferuje najprostsze rozwiązania więc siedzenie i dyskutowanie na zebraniach, szukanie rozwiązań i kompromisów jest ponad jego możliwości.
Ale pralkę potrafi obsłużyć. Zmywarkę również. Baaaa, uważa nawet, że jest świetna i myje nasze naczynia bez tabletki. Logistycznie by chyba dał radę sam z Armią. Taką mam nadzieję. Gorzej z żywieniem. Jak ich zostawiam na 3 godziny, to zawsze się dowiaduję, że Chłopaki nie byli głodni, nic nie mówili, żeby im dać więc według niego niczego nie chcieli. Nic a nic, tylko ciekawe dlaczego ledwo nacisnę na klamkę, a już obaj wiszą na mnie, przekrzykując się, który co by zjadł… Chociaż może by im nie zaszkodziło takie ojcowskie szkolenie. Bo ja dogadzam a oni sobie raźno wybrzydzają. Mężu natomiast daje im co uważa za stosowne i albo jedzą albo są głodni.

Moja rodzina by raczej przetrwała w takim kryzysie. Może byłoby mniej czysto. Może nie pamiętałby, żeby do przedszkola przynieść czyste ręczniki albo odwieźć chłopaków na ich dodatkowe zajęcia. Ale daliby radę!
A ty sobie przeczytaj książkę, uśmiechnij się pod nosem z przygód jej bohaterów i zastanów się czy nie jesteś przypadkiem na własne życzenie typową męczennicą, matką polką albo sfrustrowaną kurą domową.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 komentarzy do “Awaria małżeńska

  • Magda

    U nas nie byłoby tragedii. To tata codziennie odwozi dziecię do przedszkola lub niani. Ja go odbieram już od niani, bo to niania odbiera go z przedszkola. Ja pracuję na rano, mąż na popołudnie (wraca do domu przed północą), dziecko w przedszkolu od 12:30 do 15:30. Rano to dziecko budzi tatę a nie odwrotnie ;) Ze śniadaniem i ubieraniem też sobie radzi. Gorzej jak nie posegreguję prania na koszulki i piżamki. Nie raz ubrał górę od piżamki jako koszulka – nie widział w tym problemu ;) Obsługa zmywarki (wcześniej mycie garów) to też jego działka. Ja piorę, ale z tym też by sobie poradził. Jak trzeba to odkurzy, posprząta. Jedyne czego nie tyka to mycie wc ;) tutaj mogliby mieć gorzej, no ale też by sobie poradził, wie czym się to to myje ;) wie jakie soczki, parówki, jogurty je syn więc jest ok. Obiad też by ugotował. Tylko musiałby się chyba z pracy zwolnić lub mieć urlop bo niania by dziecka do północy nie przetrzymała ;) Zresztą miał małą szkołę życia jak kilka dni po porodzie trafiłam na prawie 2 doby do szpitala a on z kilkudniowym synem został sam na sam. Nikogo do pomocy nie było bo nie mieszkamy w Polsce i babcie były daleko. Dał radę, między karmieniem a przewijaniem dziecka (karmił gotowymi mlekami w kartoniku/buteleczce) popijał red bulla ;) ale wytrzymali, może dzięki temu od początku nie było problemu z tym żeby sobie dał radę z dzieckiem. Mam na prawdę dużo szczęścia, że mam takiego a nie innego męża. Na szczęście z otoczenia słyszę, że jest więcej takich przypadków. O tym skrajnych w drugą stronę nie słyszałam.

  • Ola

    Ja jestem rozdarta pomiedzy obie opcje bycia kura domowa i lubiaca ponarzekac od czasu do czasu :p niestestety z racji pracy Pan Maz codziennie jest zmuszony, udajac barana (jezeli chce dotrzec do pracy ba przyzwoira godzine dotrzec) wiedxiec, gdzie znajduje sie przedszkole :p
    Lekture wpisuje na swoja liste :-)

    • Marta Skrzypiec Autor wpisu

      :)))) Też mam ten dylemat- czasami narzekam a czasami sądzę, że to fajna sprawa dbać o dom! Książkę przeczytaj koniecznie! Nie będziesz się nudzić :)