bez ciebie


Był ktoś. I go nie ma. Nie zdążył nawet poznać świata. Nie miał okazji poznać swojej rodziny. Na swoją mamę spojrzał może z 2 razy. Więcej nie miał okazji, bo nie zdążył. Dostawał leki, ciągle spał. Był malutki, słaby, oddzielony szybą inkubatora. Kilka razy doświadczył bliskości, bo pozwolono, by go przytulić. I tyle. Był i go nie ma.

11 lat.

Dzisiaj miałby 11 lat. Miałby, gdyby wszystko potoczyło się inaczej. Gdyby los nie zadrwił z dwojga zdrowych, silnych i gotowych mu oddać wszystko ludzi. To miała być ta wisienka na torcie. Kropka nad i. Dopełnienie. Był dom, skończone studia, praca, małżeństwo. Idealny obrazek. Brakowało najważniejszego elementu. Wyczekanego, zaplanowanego, jedynego. Nie udało się. Obrazek pękł. Serce się roztrzaskało na kawałki. I już nigdy nie udało się go posklejać. Nigdy…

Rzadko poruszam temat żałoby po śmierci dziecka. Bo nie jest to coś, o czym ktokolwiek lubi mówić albo czytać. Ale wiem, że wielu z was to może jakoś pomóc. Być może rodzina zarzuca wam, że przeżywacie za bardzo albo za mało. Ja to przeszłam. Nie pokazywałam nikomu swojego bólu więc oceniano, że za mało… Do dzisiaj nikt nie wie co tak naprawdę czułam i myślałam. Starałam się po prostu żyć. Jakoś żyć. Nie obarczać nikogo moim smutkiem, nie robić scen. Uśmiechałam się do ludzi. Rodzinie mówiłam, że jest okej. Zresztą i tak byłam prawie cały czas sama, bo moi rodzice i bliscy byli daleko. Poradziłam sobie tak jak umiałam.

Dzisiaj, gdybym powiedziała, że po 11 latach nadal boli, to pewnie bym usłyszała, że przesadzam. A gdybym powiedziałam, że dokładnie pamiętam każdy dzień w szpitalu, każde piknięcie maszyny? Nawet pamiętam kolor i wzorek kołderki jaki był na inkubatorze. Ja, osoba, która nie potrafi sobie przypomnieć co wczoraj jadła… Tak, właśnie ja pamiętam dokładnie 3 sale, w których po kolei leżałam. Korytarz, ściany, pana pielęgniarza, który był tak serdeczny, że budził mnie w nocy telefonem, gdy coś się działo, żebym mogła zawsze być. Nawet zapachy pamiętam.

Na co dzień o tym nie myślę. Nie wracam do wspomnień. Nie zadręczam się tym. Ale co roku w lutym, jest mi zwyczajnie ciężko.

Jeśli jesteś mamą Aniołka to wiedz, że pewnego dnia ból będzie mniejszy. Będziesz normalnie oddychać i nauczysz się żyć w nowej rzeczywistości. Ale będą momenty, w których będzie ci trudno się uśmiechać. Wcale nie musisz tego robić.
Ja byłam za twarda. Chciałam sama sobie poradzić. Byłam sama ze swoimi emocjami. Nikogo nie poprosiłam o pomoc. Wtedy też myślałam, że nie mam za bardzo kogo, bo każdy ma swoje życie i zmartwienia. Dzisiaj bym była mądrzejsza. Dzisiaj bym płakała, pozwoliła sobie upaść, żeby powstać silniejszą. Dzisiaj bym odcięła się od toksycznych dla mnie ludzi i nie pozwoliła im mnie mocniej dołować. Dzisiaj bym nie udawała, że nie widzę tego, co wtedy się działo pod moim nosem. Dzisiaj jestem kimś innym. Ale wtedy, 11 lat temu, byłam zagubioną, bardzo młodą dziewczyną, której odcięto dopływ tlenu, zabrano plany, marzenia, szczęście. Która została z wielką dziurą w sercu.

Jeśli macie w swoim otoczeniu kogoś, kto stracił ciążę albo dziecko- postarajcie się być. Nie oceniajcie, nie odcinajcie się. Tacy rodzice wystarczająco mocno czują się wyobcowani, nierozumiani i samotni. Im nie potrzeba niczego poza świadomością, że nie zostali sami.

Do mnie rękę wyciągnęli ówcześni Sąsiedzi i osoba, która do dzisiaj jest moją najlepszą Przyjaciółką. Dzięki nim się podniosłam. I dzisiaj, chociaż mi smutno i muszę przetrwać kolejny luty w swoim życiu, to czuję się silna.

Dzisiaj mam dwoje dzieci i zaczynam zupełnie nowy rozdział w swoim życiu. Przez te 11 lat zmieniło się wszystko. Ale ja nadal pamiętam. I pamiętać o Tobie Synku będę zawsze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *