Gdy więcej dajesz niż dostajesz… czyli przemoc psychiczna w związku 1


Na początku to są drobiazgi. Na przykład oglądanie tylko jego ulubionych filmów albo słuchanie tylko jego muzyki. Przecież on by umarł jakby obejrzał twój serial, a o tym, żeby w samochodzie włączyć twoją ulubioną muzykę nie ma mowy, bo mu uszy pękają, bo tego się nie da słuchać. Za to ty jakoś możesz słuchać tego, co on wybierze, nawet gdy nie jest to coś, co lubisz.

Później godzisz się na różne inne drobiazgi- stół, który ci się nie podoba, wyjazdy w miejsca, których nie lubisz, albo spanie pod osobnymi kołdrami, a może nawet w osobnych łóżkach. Bo on lubi swobodę i nie lubi się przytulać.  To, że ty lubisz jest jakby sprawą oboczną. Możesz się bez tego obyć. Przytulanie po tylu latach? Fanaberia! No chyba, że przed seksem, wtedy to nawet jest sens, żeby chwilę się przytulić. Ale tylko przez chwilę i tylko jeśli on akurat ma ochotę. Seks też jest jakby wtedy kiedy on chce i jak chce. Nie będziesz się przecież kłóciła o takie rzeczy. Chcesz mieć spokój w domu. 

Nawet nie wiesz kiedy to się stało, że upychasz swoje ukochane książki pod łóżko albo do szafy, bo w domu nie ma na nie miejsca. Regał może i by się bez problemu zmieścił. Ale on chce mieć przestrzeń w salonie i odpowiednio ustawiony sprzęt muzyczny więc sama rozumiesz… są rzeczy ważne i ważniejsze. Nie można z nimi dyskutować.

Ile jeszcze możesz z siebie dać?

Co tam dalej? Hmm… może to, że kochasz wszelkiego rodzaju koce i kocyki. Ale tak się niefortunnie składa, że jego one drażnią. Ile razy słyszałaś pretensje po co tu leżą te zbieracze kurzu? Przecież jemu nigdy nie jest zimno więc nie są potrzebne. Zaczynasz więc czuć się winna, że je masz. To mogą być równie dobrze poduszki albo kwiaty. Cokolwiek co ty lubisz mieć, a on nie. Więc daje ci do zrozumienia, że zabierasz jego przestrzeń i zagracasz życie. 

Nie wiadomo kiedy zaczęłaś gotować tylko to, co on lubi. Ty może i lubisz zupy albo naleśniki. Ale prawdziwi twardziele tego nie jadają więc i ty nie będziesz. Cóż… przecież dasz radę bez tego żyć, nie ma sprawy. Kupujesz też głównie to co on lubi. Nawet zaczynasz ubierać to, co jemu się podoba, licząc na jakieś miłe słowo. Raczej go nie otrzymujesz. Ale przynajmniej nie słyszysz też tych krytycznych uwag. Przecież nie będzie krytykował tego co sam wybrał. Ewentualnie rzuci jakiś komentarz o twojej fryzurze. Przestajesz więc czesać włosy w ulubiony kok.

Pewnie mogłabyś tak wymieniać długo. Było więcej takich drobnych, niby nic nie znaczących ustępstw? Czujesz już, że coraz mniej ciebie w twoim życiu? A może wydaje ci się, że tylko coraz mniej ciebie w waszym życiu? Cóż… pewnie jesteś  jedną z tych kobiet, które z miłości, dla świętego spokoju albo z braku świadomości tego w jakim naprawdę żyjesz układzie- godzisz się na zawężanie swojego pola życiowego. I może nawet dawałoby ci to jakąś satysfakcję albo malutkie poczucie robienia dobrego uczynku, gdyby twoje poświęcenie zostało chociaż minimalnie docenione. Baaa, chociażby zauważone. Niestety cokolwiek byś nie zrobiła i tak się dowiesz, że nic nie robisz, albo że twoje działanie jest mało wartościowe, ewentualnie po prostu wszystko robisz źle. Nieśmiało jednak liczysz, że w końcu ta druga strona będzie zadowolona i dostrzeże twoje starania.

Czekając na spokój, czyli agresor przekracza kolejne granice…

A tu guzik. Wszystko się bierze za pewnik i sprawę oczywistą. Przecież powszechnie wiadomo, że dla waszego wspólnego szczęścia i związku powinnaś szukać kompromisów. Przypadkiem akurat tylko ty je stosujesz. Ale czego się nie robi dla dobra swojego ukochanego.
Inna sprawa, że większości mężczyzn i niektórym kobietom wydaje się, że to Ona powinna być stroną uległą. Taka jest przecież jej oczywista rola. Co w tym dziwnego, że on nie będzie jej przytulał, skoro nie lubi? Przecież mężczyzna nie może się zmuszać. Co złego, że skrytykuje, bo kotlet jest za suchy? A co ma powiedzieć skoro jest za suchy? Ma kłamać? Jakby się żona lepiej postarała to by nie musiał jej krytykować. Ona natomiast dla dobra ich życia, związku, dzieci, rodziny powinna siedzieć cicho. Dla świętego spokoju.

Tylko kiedy naprawdę nastąpi ten spokój? Ile granic on jeszcze przekroczy, ilu wyrzeczeń będzie od ciebie wymagał, żebyś ty mogła osiągnąć ten spokój? Podpowiem ci- to nigdy nie nastąpi. Niszczenie siebie, umniejszanie swoim potrzebom, ukrywanie emocji, udawanie, że niczego nie potrzebujesz i rezygnowanie z ważnych dla siebie rzeczy- nie daje spokoju. Daje pozorny spokój, bo nie ma kłótni, nie szarpiecie się między sobą. Ale ty codziennie, każdego dnia przegrywasz. Przegrywasz z samą sobą, z nim, ze swoimi potrzebami. Nie czujesz spokoju ani szczęścia. Czujesz nic.

Dzień dobry. Witam w związku, w którym mieszka przemoc psychiczna.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarz do “Gdy więcej dajesz niż dostajesz… czyli przemoc psychiczna w związku

  • W.

    Jeszcze do tych wszystkich podpunktów dodalabym ciche dni, a nawet tygodnie, właściwie niewiadomo o co. Byle żebyś się poczuła upokorzona, nieważna, niepotrzebna; jakbyś nawet nie zasługiwała na jego spojrzenie, czy jakiekolwiek słowo, bo jeśli sama coś do niego powiesz to obdarzy cię tak pogardliwą mina, jakbyś była największym imbecylem tego świata. I nie ważne, że zapytałaś, jak mu minął dzień czy akurat wyznała uczucie, nie wiedząc jeszcze, że zaczęły się te “ciche dni”. Albo jeżdżenie tylko tam, gdzie on ma ochotę, np. do znienawidzonej przez Ciebie teściowej, no bo przecież “on też ma prawo odwiedzać swoją matkę”. Codziennie. I żeby tego było mało, zawsze zostawi Cię z nią w domu, bo on akurat musi załatwić sprawę a mieście, albo umówił się z kolegą z klatki obok. No i jeszcze kwestia – “samochód jest Twój, a ja nawet nie mam prawka, więc niby dlaczego miałbym się dokładać do paliwa, jeśli mi wozisz dupę tam, gdzie mam ochotę?”. Przyłapałaś go na smsowaniu z koleżanką o tym, jak to jej za przeproszeniem wsadzał po same jaja? To Twoja wina! Jesteś beznadziejną i żadnego z ciebie pożytku. Masz szczęście, że on jeszcze z Tobą w ogóle jest, bo nikt inny nie chciałby takiej ofiary. Z resztą on wie, że nie zostawisz go, bo “sama z dziećmi nie dasz rady”. Nieważne, że on sam jest jak dodatkowe dziecko, któremu musisz wszystko podać pod nos, przypilnować, żeby zjadł, bo sam sobie nie zrobi nawet głupiej kanapki, nie wspominając o tym, że jedyne razy, kiedy tymi dziećmi się opiekuje to wtedy, gdy wie, że robisz mu zdjęcia. Bo on jest przecież takim kochanym tatą, pyk, zdjęcie na fejsbusia jak kąpie czy karmi dzidziusia. A potem nawet nie pójdziesz na kibel, bo choć będzie się działo obok, to nie podniesie płaczącego dziecka, które stoi przy jego kolanach. Co z Ciebie za matka?! Dziecko płacze, a Ty sobie chodzisz Bóg wie gdzie i po co, no bo przecież to jasne, że powinnaś nogi zacisnąć, żeby się nie zesikać…

    Jestem tak wdzięczna i szczęśliwa, że udało mi się z tamtego związku wydostać…