Leo, Leonardo, Leonidas, Leosiek


Nie umiem wytłumaczyć jak do tego doszło ale ja tu jeszcze nie napisałam ani słowa o naszym psie. Naszej miłości, iskierce radości, małym pieszczochu, śmiesznej białej kulce waty cukrowej (chociaż niestety już coraz mniej w nim kulki, a coraz więcej postury dorosłego psa), przesłodkim psotniku, któremu nie można odmówić inteligencji i sprytu. Potrafi zatuszować swoje małe przewinienia, wyprosić smaczka i zachęcić do zabawy, nawet jak teoretycznie nikomu się nic nie chce.

Jak to się stało, że mamy psa?

Otóż sprawa jest prosta- w końcu zostałam pełnoprawną panią swojego losu i zrozumiałam, że pewne decyzje mogę podjąć, nie pytając nikogo o zdanie. Zawsze chciałam mieć psa. Zawsze u moich dziadków były psy, które raczej nie należały do łagodnych, a które to ja oswajałam i z którymi żyłam w wielkiej miłości. W dzieciństwie marzyłam o zwierzątku. Miałam nawet swojego wymyślonego chomika i wkręcałam wszystkich, że on serio gdzieś tu biega. No ale… mama mówiła “żadnego psa, żadnego chomika” i tak to się toczyło moje życie bez zwierząt. Później na psa w domu nie zgadzał się mój ex-współmałżonek. I cóż? Znowu marzenie odwieszone na kołek. Przypomniałam sobie jednak o nim jak się rozstaliśmy i zostałam z synami sama w naszym mieszkaniu. Sama mieszkam- sama decyduję. I tak trawiłam ten temat ponad rok. Chciałam i bałam się. W końcu całe życie słyszałam, że pies to straszny obowiązek, wiele wyrzeczeń i generalnie same problemy. Całe szczęście wyparłam z głowy te bzdury, pojawił się Ktosiek, który kazał mi realizować swoje marzenie i teraz mam moje wielkie, białe, kudłate marzenie obok siebie.

Nie słuchajcie “mądrych rad”

Ile to ja się nasłuchałam straszaków- wszystko ci zniszczy, będzie gryzł buty, chowaj kable, osika cały dom, będzie śmierdziało, nie pojedziesz na wakacje. Bla, bla, bla!!! Nic z tego nie okazało się prawdą. A za sekret całego sukcesu uważam odpowiednio dobraną rasę do trybu życia, warunków mieszkaniowych i możliwości rodziny. Nasz Leoś poza jednymi kapciami pluszowymi, które uważa za swoją zabawkę, którą się przed nim chowa, nie pogryzł nic. Nie niszczy poduszek, nie obgryza listew, kabli. Nie sika gdzie popadnie (jeśli kogoś nie ma w domu przez 10 godzin i zostawia szczeniaka samego, nie nauczonego korzystać z maty, to sorry- będzie sikał gdzie popadnie). Nie wyje i nie piszczy jak nas nie ma (tego podobno trzeba psa nauczyć ale nasz od początku po prostu spał jak nas nie było). Na wakacje pojechał z nami (i były to świetne wakacje!).

Fakt, wyżera mi korę ze storczyków i zawsze jak wrócę z dłuższej nieobecności to są ślady tej zabawy. Owszem, trzeba go regularnie kąpać i czesać, bo to pies z włosem, który wymaga odpowiedniej pielęgnacji. I jak większość maltańczyków- ma problem z zaciekami wokół oczu. Jak udało mi się wyeliminować jakiego mięsa nie może jeść, to zaczął wymieniać zęby i zacieki znowu się pojawiły. Także na pewno ta codzienne pielęgnacja może być trochę upierdliwa. Ale poza tym nie zauważam, żeby pies dołożył nam jakoś super dużo obowiązków. Pobawić się z nim- sama przyjemność. Wyjść na spacer- samo zdrowie. Pamiętać o karmie i wodzie- karmię dzieci, karmie i jego.

Jakie są koszty posiadania psa?

Moje wątpliwości budziły koszty. Bo to jednak istota żywa, którą trzeba karmić, strzyc, chodzić do weterynarza, odrobaczać itp. A na początku przede wszystkim kupić szczeniaka- co jak wiadomo kosztuje. W ostatnim czasie hodowle podniosły znacznie swoje ceny więc jeśli ktoś chce psa z hodowli, a nie np. ze schroniska czy od jakiejś pani, co to rozdaje, bo się jej suczce trafiły, to jednak trzeba się liczyć z większym wydatkiem. Ale pomijając sam zakup, utrzymanie małego psa to:
– karma (u nas jest to głownie mokra karma monoproteinowa. Koszt jednej puszki ponad 6 zł. Starcza na 1 dzień. Dodatkowo kupuje 1 kg opakowanie karmy suchej, która wystarcza na jakieś 2 miesiące). Więc tak mniej więcej wychodzi około 200 zł miesięcznie. Czasami mniej, czasami więcej. Co jakiś czas sama mu coś ugotuję, co wychodzi taniej niż puszki.
– zabawki, gryzaki, kości do gryzienia, uszy królika itp. Tu według potrzeb. Ktoś kupi jedną zabawkę, ktoś wcale, a jeszcze inny odda stare maskotki dziecka i też będzie okej. Nasz pies ma oczywiście mnóstwo zabawek! Maskotki chłopcy mu oddali od siebie, zamiast gryzaków woli zwykłe patyki z lasu, poduszkę jedną nam zgarnął z kanapy i tak już została jego, kocyk dostał w spadku od dzieciaków. Kupionych ma kilka piłek i z dwie gumowe zabawki ale za nimi nie przepada więc problem z głowy.
– Legowisko, pasy do samochodu albo fotelik, miski, smycz, obroża. Tak jak ze wszystkim- można kupić obrożę za 100 zł, a można za 20 zł. My najpierw mieliśmy małe, przytulne legowisko. Jakoś nie przewidziałam, że Leo szybko urośnie i będzie trzeba coś większego :) Tak samo jak kupiłam mu legowisko- budę, bo mi polecono, że pieski lubią się schować. A mój za żadne skarby tam nie chce wejść i zrobił sobie z tego fotel- wszedł na górę, ugniótł sobie i ma pod oknem, skąd obserwuje świat. Z autem też mieliśmy przeboje, bo jak był malutki to się bał i wolał jeździć w czymś więc fotel okazał się super. Teraz wystarczą mu same pasy, którymi zapinam go przed trasą, żeby był bezpieczny w razie hamowania i żeby nie mógł swobodnie ganiać podczas drogi. Także nie ma co za dużo kupować. Najpierw niech będzie pies, a później będziecie myśleć.
– Kosmetyki, groomer- ceny szamponów i odżywek są tak samo różne jak ceny kosmetyków dla ludzi. Ja mojego kąpie w płynie dla dzieci (to chyba mało popularne ale po tym się nie drapie, a po tych typowo psich miał szorstką sierść i się drapał). Do groomera chodzi średnio co 1,5- 2 miesiące i jest to koszt 80 zł (bez kąpieli, bo kąpie go sama regularnie i nie chce go dodatkowo stresować). Do tego na początek szczotki i grzebień, plus u nas jeszcze akcesoria do mycia oczu.

Miłość nie ma ceny

Ale wiecie co? Z psem jest trochę jak z dziećmi. Wiadomo, że trzeba się nim zajmować, wiadomo że może chorować, będzie potrzebować jedzenia, kosmetyków, czasem leków, poświęconego czasu. Jednak tyle ile można od niego otrzymać w zamian- jest BEZCENNE! Nasz pies to największa miłość rodziny. Źródło radości. Nauka obowiązków dla dzieci, dla których jest jak rozpieszczany, młodszy brat na 4 łapach.

Absolutnie nie wiem dlaczego miałam jakiekolwiek obawy. I dlaczego niektórzy ludzie nie chcą mieć w domu zwierząt. Po pół roku z psem, nie wiem jak my żyliśmy, gdy jego tu nie było. Myślę, że musiało być u nas dużo smutniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *