O kilku rzeczach, które się u mnie zmieniły…


Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy regularnie na blogu pojawiały się nowe teksty, a ja wprost kipiałam weną i dobrym humorem. Ja też pamiętam. I bardzo bym chciała do tego wrócić. Nawet przeczytałam przed chwilą to, co kiedyś napisałam w rubryce “o sobie” i pomyślałam- wow, faktycznie taka kiedyś byłam, chyba powinnam zmienić opis, bo teraz już nie mam miliona pomysłów, dużo energii i nie tryskam radością. Ale za chwilę zmieniłam zdanie i uznałam, że wrócę do tego stanu!

Czas na zdradzenie sekretu dlaczego przestałam pisać i dlaczego tak niewiele ostatnio o mnie wiecie. Otóż zmieniło się u mnie właściwie wszystko, a ja długo nie miałam odwagi, siły i chęci by mówić o tym głośno. W zasadzie dominował u mnie wstyd i strach. Wstyd przed oceną. Strach przed tym, że cokolwiek napisze może być wykorzystane przeciwko mnie.

Dzisiaj mam już dokument na to, że mój związek rozpadł się nie z mojej winy i powoli nabieram odwagi, by pokazywać, że mimo tego jak mocno dokopały mi ostatnie prawie 2 lata, ja układam sobie życie i przestaje się czuć winna, że jest mi dobrze. Bo to jest tak, że głośno o rozstaniu powiedziałam ponad rok po tym jak to się stało. I wtedy był już w moim życiu Ktoś nowy. A ja głupia wstydziłam się do tego przyznać. Rozumiecie to? Wstydziłam się powiedzieć, że tak w zasadzie to ja (w tych lepszych momentach psychicznych) czuję szczęście. Bałam się jakiejś oceny, nieprawdziwych wniosków, które ktoś może z tego wyciągnąć, tego co ktoś tam sobie pomyśli. Tak jakby to powinno mnie obchodzić!

Czasami nie pisałam też dlatego, że generalnie brakuje mi czasu. Dwójka dzieci ze specjalnymi potrzebami, ich zajęcia terapeutyczne, rehabilitacja i szkoła spoczywają na moich osobistych i jedynych barkach. Bywa, że padam na pysk i zagryzam mocno wargi, żeby się nie rozbeczeć albo nie zacząć krzyczeć jak dzikus. Bywa, że jestem bezsilna wobec emocji własnych dzieci i wobec problemów jakie spotykają na swojej drodze. To wszystko jest samo w sobie trudne, a ja nie miałam zbyt dobrej kondycji psychicznej, by jeszcze tryskać tu dla was energią. Poza tym przez pół roku żyłam głównie problemami szkolnymi jednego z synów i nie bardzo chciałam o tym pisać, bo osoby z naszego miasta doskonale wiedziałyby o którą szkołę chodzi. Nie wiem dlaczego bałam się ujawnić co się działo… W każdym razie nastąpiły wielkie zmiany i teraz mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej. Myślę też, że niebawem wam o tym napiszę, bo to cenne doświadczenie może wam pomóc.

Nerwica, kurwica, depresja- podobno tego dorabia się przeciętny 30 latek. Otóż potwierdzam. Na dwa z tych trzech biorę nawet leki. Takie czasy…

Także podsumowując:

1. Nie wpisuję już w rubryki w urzędzie słowa “zamężna”, bo nią nie jestem.
2. Mam nowego Partnera, nazywanego przez społeczność na Instagramie Ktośkiem. Osoby, które są z nami na IG wiedzą od dawna o tym jak wygląda i jaki jest fajny.
3. Nadal moją główną rolą życiową jest bycie mamą bliźniąt, które niebawem zakończą wiek wczesnoszkolny. Generalnie nie wiem dlaczego czepiałam się tego jak byli mali?! Z dzisiejszej perspektywy sądzę, że tamto macierzyństwo było mega łatwiejsze.
4. Chodzę na terapię, biorę leki i przez większość czasu jestem zwyczajnie szczęśliwa, że mam teraz spokojne i przewidywalne życie. Na tyle szczęśliwa, że unikam skrajnych emocji, silnych doznań, większych tłumów i wyzwań. Mimo to zapisałam się na studia, o których kiedyś marzyłam. I wychodzę trochę ze swojej strefy komfortu pisząc ten dzisiejszy tekst.
5. Postanowiłam spełniać swoje marzenia, których do tej pory nie mogłam spełnić z różnych powodów i w związku z tym nasza rodzina się powiększyła o psa. Ma na imię Leo i jest maltańczykiem.

To chyba tak z grubsza wszystko. Postaram się publikować coś częściej. Mam w głowie mnóstwo treści, bo przecież te wszystkie zmiany u nas to gotowa lista tematów na kilkanaście miesięcy pisania. Trzymajcie kciuki bym miała odwagę przelać je na ekran.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *