Obudźcie mnie jak będzie wiosna


Co roku jest dokładnie to samo. Przychodzi listopad, odchodzi chęć do życia. Wiem, że są osoby dla których pora roku jest obojętna, pogoda bez znaczenia, ciśnienie mają zawsze w normie i humor dopisuje bez względu na okoliczności. Ja do tych ludzi nie należę. Od kilku lat, w okresie zimowym, zauważam u siebie powtarzalność pewnych objawów. Co ważne, zdecydowanie nasiliły się one po 30-tce. Można o nich pisać dość szeroko ale ich kluczem jest zdanie “pragnę się zahibernować na zimę”.

To może i wydaje się nieco zabawne, a nawet mocno żartobliwe, bo przecież haha każdy tak mówi, że od listopada jest ponuro i nic się nie chce. Gorzej, gdy ten stan trwa od listopada do marca, jest powtarzalny i naprawdę mocno utrudniający codzienność. Nie jest to depresja (od 1,5 roku chodzę na terapię psychologiczną- ani razu nie padło przypuszczenie, że mogłabym ją mieć), nie jest to też zwykłe zmęczenie (bo ile można być zmęczonym?). Jest to coś, co ja nazywam niedoskonałością natury. Skoro zwierzęta mogą się hibernować to dlaczego ludzie nie mają takiej zdolności? Skoro ewidentnie wykazują potrzebę!

Chociaż… myślę, że to, co ja sobą prezentuję w okresie zimowym jest właśnie ludzką hibernacją. Mój organizm wchodzi w tryb robienia rzeczy tylko tych absolutnie niezbędnych, całą resztę naturalnie odrzuca. Czyli- wstaję tylko gdy muszę, pracuję niezbędne minimum, mam zero kreatywności, minimum chęci do życia (tyle, by dożyć do wiosny). I nie byłoby to może tak złe, gdyby nie fakt, że nawet niezbędne minimum sprawia trudność. Ja mam z natury skrajnie niskie ciśnienie, dołóżmy do tego niskie ciśnienie na zewnątrz, opady, szarą aurę, mało światła, zero słońca… i serio mój mózg ma problem z połączeniem najprostszych czynności jakimi są wstanie z łóżka i utrzymanie stanu czuwania przez cały dzień. Bywa, że bolą mnie powieki od prób utrzymania ich w pionie. Bywa, że boli mnie całe ciało, które próbuję je zmotywować do życia. Mam trudności z koncentracją, jestem z jednej strony tym sfrustrowana, a z drugiej nawet mi się nie chce z tym walczyć.

Wiem, że wielu z was to rozumie. I tak jak ja czekacie na wiosnę i lepsze dni. Ostatnio przeczytałam, że poza zespołem przewlekłego zmęczenia, istnieje coś takiego jak dysania- czyli przewlekła niezdolność do porannego wstawania z łóżka i wciąż powracające pragnienie, by się położyć. Zdecydowanie mam to!

Oczywiście takie objawy mogą świadczyć o poważniejszych chorobach- np. niedoczynności tarczycy czy cukrzycy. Dlatego co roku w styczniu-lutym robię komplet badań. Ale poza chorobą jelit, która faktycznie nasila mi się zimą- innych przyczyn takiego stanu nie znalazłam. Więc to jest po prostu chorobliwa niechęć do miesięcy zimowych, objawiająca się bólem istnienia w tym okresie. Szczęśliwie to tylko 4 miesiące. Pozostałe 8 będzie pełne energii, wygrzewania się na słonku i twórczego połączenia ciała z mózgiem.

Odliczam…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *