Pierwsze 10 lat za nami


Nie będę mówiła- “och, kiedy to zleciało, ledwo się urodzili, a już tacy duzi”. Nie powiem tak, bo wcale nie uważam, że ten czas od tak “zleciał”, jakby niepostrzeżenie. 10 lat to kawał życia i w moim przypadku wcale one nie zleciały w ciągu chwili. Nie powiem też, że to były jedynie słodkie i cudowne chwile. Chociaż tych nie brakowało. Pamiętam każdą minutę, każdy dzień. Każdą nieprzespaną noc, każde łzy wzruszenia i bezsilności. Dumę z kolejnych osiągnięć i troskę o ich zdrowie.

Przyznam się natomiast, że nie wierzyłam, że kiedyś będę mamą prawie nastolatków. Jakoś moje myślenie o rodzicielstwie zatrzymało się na wizji małych dzieci. Wózek, gaworzenie, pierwsze kroki, przedszkole. To była moja wizja życia z dziećmi. A cała reszta po prostu się dzieje, czasami wbrew moim myślom i bez mojej zgody. To pewnie trochę głupie, ale jak oni się urodzili ważąc około 700 g, to w mojej głowie w ogóle nie było wizji, że będą kiedyś duzi, wysocy, pyskujący, mający swoje zdanie i tacy po prostu… dojrzali.

Z jednej strony fajnie by było zatrzymać ich w tym czasie kiedy to byli mali, jeździli na małych, plastikowych motorkach, nie mieli obowiązków, szkoły, nauki. Byli beztroscy i swobodni. A z drugiej strony- skoro wiadomo, że się nie da to znaczy, że przede mną wielka misja wychowania ich na porządnych ludzi. Już wiem, że nie będzie to najłatwiejsze zadanie, bo życie jest jakie jest, zagrożenia pojawiają się z różnych stron, a moje dzieci… mają buntownicze podejście do życia.

Tak, zdecydowanie nie jestem gotowa na bycie mamą nastolatków. Ja bym chciała ich jeszcze tulić i ochraniać przed całym światem, zapinać kurtkę i poprawiać czapkę. A tu trzeba coraz więcej wymagać. Stawiać na samodzielność, motywować do działania, być konsekwentną, stanowczą. I nie brać do siebie pyskówek i oskarżania mnie o całe zło tego świata. Podobno miałam 10 lat, żeby się przygotować na ten czas i dojrzeć do roli mamy nastolatków. Niestety chyba jednak oblałam tą lekcję, bo czuję się kompletnie nieprzygotowana. Tak mi się wydaje, że teraz odpowiedzialność jest większa, rozmowy coraz trudniejsze. A i opieka wbrew pozorom wcale nie mniejsza. Niby już nie trzeba przewijać i pilnować, żeby się nie wywrócili. A jednak trudności wychowawczych jest coraz więcej. Kiedyś mogłam przeczytać instrukcje- wsyp 2 łyżki kaszki, dolej 100 ml wody, na kolkę podaj to, na spacer ubierz tak i siak. Teraz nikt mi nie poda gotowej instrukcji jak zareagować, gdy zechce iść na imprezę albo jak się buntuje, bo nie chce się uczyć. Trudności jest milion, a odpowiedzi zero.

W każdym razie… 10 lat minęło. 10 lat pełnych dobrych chwil, dumy, ogromnej miłości. 10 lat stresu i strachu o czyjeś życie. 10 lat zmartwień i wysiłku. Za kolejne 10 będą już dorośli- i już czuję, że wtedy to dopiero nie będę gotowa!

Wszystkiego najlepszego kochani Synkowie. Niech świat będzie dla was dobry, życie szczęśliwe, a wy sami radośni i zdrowi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *