Dieta pudełkowa- tak czy nie?


Odkąd pamiętam, twierdzę że jestem na diecie. To znaczyło mniej więcej tyle, że bardziej lub mniej udanie próbowałam schudnąć. Jednak nigdy mi się to nie udawało. Po pierwsze brakuje mi determinacji. Po drugie kocham jeść. Po trzecie jestem za leniwa. Milion razy sobie obiecywałam, że schudnę i milion razy tłumaczyłam samą siebie, że nie mam na to czasu, chęci i zbyt wiele niezależnych ode mnie rzeczy mi to utrudnia.

Zaraz powiecie- a z czego ty się masz odchudzać? W zasadzie z niczego. Wiem, że nie jestem gruba i że nie mam dużej nadwagi. Ale po problemach z hormonami zostało mi kilka nadliczbowych kilogramów, które sprawiają mi dyskomfort. I mimo że mi powiecie, że nie potrzebuje ich zrzucać, to ja będę się lepiej czuła jak będę mogła się swobodnie zapiąć w moje ulubione jeansy, zamiast skakać w nich jak dziecko na widok czekolady.

Po co mi ta dieta?

Planowałam sama jej sobie pilnować. Ale samodzielność skończyła się popełnianiem wszelkich możliwych błędów. Rezygnowałam z kolacji, myśląc że tak będzie dobrze. Nie umiałam wymyślić wystarczająco dużo lekkich posiłków, które lubię, więc prawie na okrągło jadłam twarożek, jajko albo pomidory z mozzarellą. Nie pilnowałam godzin. Ale jedno mi się udało- piłam dużo wody. Zapijałam głód co też było takim sobie pomysłem.
Później postanowiłam kupić dietę od czołowej polskiej dietetyczki, która niejeden za duży tyłek zmotywowała do ćwiczeń i diety. Kupiłam, codziennie sprawdzałam jadłospis, nawet mi się podobał. Ale ugotowałam coś z niego tak dokładnie jak być powinno może… z 4 razy. A to mi brakowało jakiegoś produktu, a to czegoś nie lubiłam więc zamieniam/zabrałam/dodałam coś innego. Innym razem wołałam zjeść coś innego, niekoniecznie o odpowiedniej dawce kalorii. Jednym słowem- nie wyszło.

Podjęcie decyzji o zmianie żywienia i wytrwanie w diecie było też trudne ze względu na rodzinę. I bez tego muszę się nakombinować, żeby tak ugotować, by wszyscy zjedli. Ten nie je takiej surówki, temu mięso z kaszą, a tamtemu bez marchewki… Dlatego uznałam, że w nosie mam wszelki diety. Schudnę to schudnę, nie to nie. I właśnie wtedy, gdy zupełnie olałam sprawę i pogodziłam się, że tak szczupła jak pragnęłabym być, będę dopiero po śmierci, właśnie wtedy w naszej rodzinie nastąpiła znacząca zmiana…

Dieta pudełkowa- tak czy nie?

Zawsze było mi szkoda pieniędzy, by zainwestować właśnie w taką dietę. Koszt całościowy wygląda przerażająco. Dodałam sobie do tego koszty wyżywienia rodziny, dla której mimo wszystko musiałabym gotować i jak zwykle uznałam, że aż tak tego nie potrzebuję. I pewnie nic by się w tej materii nie zmieniło, gdyby nie fakt, że Mężu przeszedł na dietę. Oczywiście nie odchudzającą, bo on akurat szczupły jak szczypiorek. Ale potrzebował zmiany diety. Doszliśmy więc do momentu gdy chłopcy już nie chcą jeść obiadu w domu, bo zjedli w przedszkolu. Mężu nie je w domu, bo musi się trzymać swoich posiłków. A ja dla samej siebie mam całą kuchnię. Więc wymyśliłam, że to idealny czas na zainwestowanie w siebie. Przez pierwszy tydzień postanowiłam sama sobie gotować smaczne i zdrowe posiłki. Ale jak policzyłam składniki, które musiałam kupić i czas, który musiałam na to poświęcić, to się okazało, że pudełka wyszły korzystniej.

Dieta pudełkowa jest idealna dla mnie z kilku powodów

– skoro już za to zapłaciłam, ktoś mi to przywiózł i dla mnie przygotował, to to zjadam! Nie ma wymówek, że sobie zrobię coś innego, zamienię, czegoś nie dodam. Przywożą gotowe i takie zjadam. Przy takich mało zdeterminowanych osobach jak ja, które mocno wybrzydzają i wielu rzeczy rzekomo nie lubią, to bardzo dobre rozwiązanie. A wiecie co się okazuje? Że mi się wydaje, że czegoś nie lubię a później w tych pudełkach to zjadam i mi smakuje.
– jem nawet jak średnio lubię- po pierwsze dlatego, że jestem głodna. A po drugie dlatego, że nie mam niczego innego. Staram się nie zaopatrywać zbyt mocno lodówki w tym czasie (tylko tyle co dla dzieciaków) więc nie ma wyboru. Zresztą jak się faktycznie trzymam odstępu 3 godzin między posiłkami, to z taką nadzieją czekam na kolejny posiłek, że nie mam czasu wybrzydzać i się zastanawiać czy ja to lubiłam czy nie.
-nie ma wymówek, nie ma wybierania, nie ma nudy żywieniowej- mimo że wrzuciłam wam zdjęcia mojego jedzenia, to nie jest to post sponsorowany i nie piszę tego po to, żeby wam polecić jakąś konkretną firmę. Myślę, że większość firm działa podobnie. Jednak mój katering dietetyczny jest tak fajnie zbilansowany, że mam dużo owoców, warzyw i różnorodnych posiłków, dzięki czemu nawet nie ciągnie mnie tak bardzo do słodyczy. Co dla mnie istotne, bo ja bez słodyczy nie umiem żyć. Jestem mega zachwycona tym, że trafiają mi się śniadania na słodko albo zdrowe ciasto w ramach przekąski.


– mam nadzieję nauczyć się zdrowszego odżywania. Zapisuję sobie pomysły na posiłki, żeby je kiedyś wykorzystać. Na pewno dzięki świadomemu korzystaniu z tej diety, potrafię stworzyć sobie jakiś schemat, zgodnie z którym te posiłki są układane. Jeśli przejdę w pewnym momencie na samo żywienie, to mam już przykład jak to powinno wyglądać i smakować. Przestanę błądzić, popełniając błąd na błędzie.

Czy da się przeżyć na diecie pudełkowej 1500 kcal?

Kwestia najtrudniejsza- jak wytrwać na tej diecie? Przyznam się wam, że lekko nie jest. Niby posiłki są zbilansowane, jestem po nich najedzona ale jednak do tej pory zjadałam zupełnie inne rzeczy, podjadałam, nie pilnowałam godzin i odstępów między posiłkami. Dlatego też bywają dni, gdy moje soki żołądkowe chcą mnie zjeść. Jak już wspominałam, nie jestem osobą zdyscyplinowaną i muszę się przyznać, że zdarzają mi się małe odstępstwa od diety. Nie skusiłam się jeszcze na drastyczne przewinienia w postaci słodyczy ale bywa, że coś tam skubnę między jednym posiłkiem a drugim. No i podczas meczu z nerwów zjadłam trochę chrupek… Ale zmieniło mi się nastawienie, bo jak już nie mogę wytrzymać to zjadam pomidora albo garść malin. Tak więc poza tymi drobnymi wyjątkami, jestem sama zaskoczona, jak bardzo trwam. Oczywiście to dopiero 2 tygodnie więc oszałamiających efektów jeszcze nie widzę, zwłaszcza że nie znalazłam jeszcze czasu na włączenie intensywnych ćwiczeń. Jednak obwód się już trochę zmniejszył a to napawa mnie optymizmem. I na pewno polepszyło się moje zdrowie, bo zjadam teraz dużo więcej warzyw, owoców i kasz- czyli tego, czego do tej pory brakowało w mojej diecie.

Podsumowując- trzymajcie kciuki! Nie nastawiam się na jakieś mega wielkie efekty. Ale jak przy okazji zdrowego odżywiania, zrzucę co nieco, to będzie fantastycznie! Na razie planuje trzymać się pudełek przez miesiąc. A co później, tego jeszcze nie wiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *