Miłość to czasownik


Bycie z kimś to jednocześnie najprostsza i najtrudniejsza umiejętność. Teoretycznie każdy z nas potrzebuje drugiej osoby. Potrzebujemy czuć się kochani, mieć z kim dzielić smutki i radości, czuć kogoś blisko siebie, kochać, mieć wsparcie. Jednocześnie mało kto pamięta, że związek to przede wszystkim ciężka praca. Mijają dni, tygodnie, lata. Zmieniamy się, nasi partnerzy się zmieniają, dojrzewamy, zmieniają się nam priorytety, oczekiwania. Czasami nadążamy za tymi zmianami, czasami nie. Czasami są one spójne, czasami się nam zupełnie rozmijają. Dlatego trzeba zawsze mieć z tyłu głowy, że nic nie jest nam dane na zawsze. Każda miłość może się wypalić, każdy związek zepsuć, każda relacja spalić. To wszystko wydarzy się na pewno jeśli nie będziemy dbać o relacje i za nią podążać.

Mimo tego, że mam dużo wiedzy z zakresu psychologii, za mną też długotrwała terapia, która pozwoliła mi spojrzeć szerzej na wiele zagadnień to jednak nadal popełniam wiele błędów. Na przykład jestem typem, który niewiele mówi o tym czego chce. Łatwo przesunąć moje granice, bo dla dobra ogółu wycofuje się i ulegam. Nawet jeśli nikt tego specjalnie ode mnie nie wymaga. Później jestem z tym nieszczęśliwa, bo przecież ja się tak poświęcam, a ty tego nie zauważasz! Albo mówię, że coś tam trzeba by było zrobić ale nie precyzuje kiedy i kto. A później jestem zła, że nikt się nie domyślił, że trzeba było i że wcale nie miałam na myśli siebie. Przykładów typowych zachowań, które każda z nas powtarza można mnożyć. Często są to drobne rzeczy, które nie wymagają większego nakładu energii, by je zmienić i żyć szczęśliwie. Trzeba sobie jedynie je uświadomić.

Ja mam to szczęście, że nad moim dobrem czuwają moi bliscy. Kiedyś nikt się nie chciał wtrącać, bo nie ma co się wtrącać w małżeństwo. Skończyło się to tak jak się skończyło… Wszyscy wyciągnęli wnioski i teraz jak moja przyjaciółka widzi, że za mocno się gubię to przybywa z odsieczą, robi mi pranie mózgu, wykłada kawę na ławę i wspólnie analizujemy moje pogubienie. Jednak największe szczęście to współpracujący partner. Mi się teraz trafił taki, który również chce pracować nad sobą i nad nami. I jak czytam jakiś mądry poradnik o miłości i związku to każe sobie czytać co lepsze fragmenty, o których później razem dyskutujemy.

Tak właśnie było z książką Olgi Kordys- Kozierowskiej “Miłość to czasownik“. Czytałam, analizowałam, mówiłam mojemu facetowi o tym co mnie skłoniło do refleksji, on przedstawiał mi swoje zdanie i tak sobie zupełnie nieświadomie wspólnie pracowaliśmy nad naszą relacją. Książka ta jest oparta na doświadczeniach autorki. Opisuje ona swój poprzedni, toksyczny związek oraz aktualny- szczęśliwy związek. Wskazuje na swoje błędy oraz przekonania, które jej utrudniały tworzenie dobrego, nowego związku. Przedstawia stanowisko swojego partnera, pyta jego o jego podejście. Czytając ma się wrażenie rozmawiania z dobrą koleżanką. Ot, taka wymiana doświadczeń życiowych. Wiele z tych zagadnień będzie wam dobrze znanych. Baaa, pewnie zachowujesz się tak samo. I też jesteś zaskoczona, że to nie działa. Tak, tak, jest nas więcej. Zawsze na początku są motyle w brzuchu, dużo namiętności, unoszenie się 10 cm nad ziemią i podejście “razem to my zwojujemy świat”. A później zaczyna się prawdziwe życie, pojawiają się obowiązki, wkracza nuda, zderzają się wzajemne oczekiwania i różnice w podejściu do życia. Z tym się trzeba zmierzyć i wiedzieć jak to zrobić dobrze. Autorka w oparciu o swoje osobiste trudności, pokazuje jak w prosty sposób można dokonać pewnych zmian. Moim zdaniem lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych więc wzięłam sobie do serca to, co przeczytałam.

Miłość musi być w ruchu, musi się dziać. W miłości musi się coś dziać, między wami musi się cały czas coś kręcić. My musimy się kręcić wokół tej miłości. Wszystko po to, by trwała ona jak najdłużej i jak najpiękniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *