Naprawdę myślisz, że tylko ty masz problemy z dziećmi?


Bardzo często czytam wiadomości w stylu “cieszę się, że o tym mówisz, bo ja też mam takie problemy”, “fajnie zobaczyć u kogoś, że też tak ma”. Za każdym razem się zastanawiam czy wy, matki (i nieliczni obecni tu ojcowie) naprawdę myślicie, że blogerze, influenserzy, celebryci, aktorzy, politycy i inni nie mają problemów wychowawczych? Nie boją się o swoje dzieci, nie mają trudności szkolnych, chorób, wizyt lekarskich? Sami nie miewają stanów depresyjnych, momentów zwątpienia i lęków?

Otóż wszyscy to mamy! WSZYSCY! Nigdy nie uwierzę, że istnieją na świecie dzieci, które nie przysparzają swoimi rodzicom zmartwień, nie bywają męczące i płaczliwe, nie chorują, nie miały ani jednego epizodu buntu, histerii, nerwów. Nie dostały uwagi w szkole, albo chociażby jakiegoś upomnienia. Nie ząbkowały boleśnie, nie osikały wszystkiego zanim udało się je odpieluchować. To wszystko jest wpisane w rodzicielstwo i jakby pięknych zdjęć nie wstawiać do social mediów, i jakby nie czarować słodkimi opisami- każdy z nas dobrze wie, że między jednym a drugim zdjęciem jest zwykłe życie. Bardzo często już kilka centymentów za kadrem ze zdjęcia pojawia się zwykłe życie np. w postaci piżamy syna rzuconej na podłogę, chociaż milion razy mówię, że ma ją wynosić do pralki.

Ani bycie pedagogiem, ani nauczycielem, ani nawet influencerem nie sprawia, że te problemy znikają albo rozwiązują się same. Dzieci lekarzy też chorują. Dzieci pedagogów i psychologów sprawiają problemy wychowawcze (ostatnio mam wrażenie, że nawet większe). Dzieci z pięknych zdjęć też bywają brudne, płaczliwe, zmęczone, kapryśne, rozbiegane, rozkrzyczane. Po prostu są dziećmi!

Wiecie co jest największym oszustwem mojego dzieciństwa? Zabawa lalkami i komentarze dorosłych świadczące o tym, że opieka nad małym dzieckiem to słodkie zajęcie. Dużo, dużo różu i jeszcze więcej różu. “Daj jej butelkę to nie będzie płakać”- to zdanie słyszy chyba każda dziewczynka, która ma płaczącą lalkę, albo udaje że jej lalka płacze. Nikt jej nie powie “czasami choćbyś stawała na głowie to dziecko będzie płakać”, albo “tak będzie płakało twoje dziecko, a ty nie będziesz spała przez kilka lat więc się nie przejmuje za mocno”. Ewentualnie można by było takiej dziewczynce powiedzieć “porzuć te lalki i idź szaleć, na płaczące dzieci jeszcze będziesz mieć czas”. To by dopiero było szokujące! Ale nieeee! My dajemy im te lalki i tworzymy wizję, w której to wydaje się, że opieka nad maleństwem jest czymś absolutnie łatwym, przyjemnym i słodkim.

Pamiętam, że kiedyś zapytałam mojej mamy dlaczego mi nie powiedziała, że bycie matką to taka ciężka praca i że to w zasadzie więcej trudu niż cukru?
Ta rozmowa mogła brzmieć mniej więcej tak:
– Mamo! Dlaczego mi nie powiedziałaś, że to macierzyństwo jest tak cholernie trudne?????
– A co ci miałam mówić? Ty od zawsze biegałaś za wszystkimi dziećmi i lubiłaś się nimi zajmować.
– No tak. Ale mogłaś mi wtedy powiedzieć, że spacerowanie z wózkiem po osiedlu, ze śpiącym w nim dzieckiem to nic. Że poza tym są nieprzespane noce, choroby, problemy szkolne, dużo różnych trudności, bunt, pyskowanie, rozwiązywanie problemów na które nie ma dobrych rozwiązań…
– No mogłam.

I wiecie co? Ja byłam dzieckiem, które pyskowało i się buntowało. Problemów szkolnych nie stwarzałam. Ale moja Sis dużo chorowała i też stwarzała różne problemy. A ja to obserwowałam, osobiście doświadczałam i generowałam część tych trudności. Dlaczego nie przyszło mi do głowy, że moje własne dzieci będą takie same? Nie wiem!

Wydaje nam się, że tylko my tak mamy, że tylko nasze takie uparte, że tylko my się nie wysypiamy, że tylko u nas trzeba mówić po 3 razy, żeby piżama trafiła do pralki, że tylko nasze dzieci płaczą, marudzą, dostają uwagę w szkole, są znowu przeziębione, nie chcą czegoś robić, albo są zbyt wrażliwe i często płaczą. I co się okazuje? Że wszyscy rodzice mamy podobne problemy. Tylko nie każdy mówi o tym głośno. Niektórzy nadal wolą udawać, że ich dzieci są zawsze czyste, wszystko jedzą ze smakiem, nie grymaszą, nie płaczą, zawsze się uśmiechają i pierdzą fiołkami.
Cóż… ja tam wolę mówić jak jest. I wy też mówcie jak jest naprawdę, a szybko okaże się, że nie jesteś sama ze swoim poczuciem “kocham najmocniej, ale czasem to bym wysłała je w kosmos z biletem w jedną stronę”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *