32 lata- kiedy to zleciało?


Nie do końca rozumiem jak to się dzieje, że miesiące lecą tak szybko, tydzień ledwo się zaczyna a już znowu jest poniedziałek, a lata gonią jak szalone. Jeszcze niedawno przeżywałam największe załamanie nerwowe w swoim życiu zwane “30-tymi urodzinami”, by dzisiaj z zaskoczeniem odkryć, że powoli coraz bliżej mi do pani przed 40-tką. No bo sami powiedzcie- ledwo wyszliśmy z podstawówki a już się okazało, że za nami najlepsze lata studiów. Ledwo nasze dzieci się urodziły a już za chwilę pójdą do szkoły. Życie pędzi jak szalone, przecieka nam między palcami i doprowadza nas do stanu, w którym musiałam TRZY razy, z kalkulatorem, policzyć swój wiek. Mimo dokładnego obejrzenia dowodu tożsamości, sprawdzenia daty na akcie urodzenia i dla pewności zapytania mojej rodzicielki- nic się nie chce zmienić. 32 lata mojego życia właśnie zleciały bezpowrotnie.

Ale nie po to do was piszę, żebyście ubolewali nad moją starością. Ubolewajcie nad swoją. Sprawdźcie dzisiaj swoje daty urodzenia i doznajcie szoku jak łatwo marnujemy dni ze swojego życia. Jeszcze dwa lata temu myślałam, że umrę na zawał, bo dotarło do mnie, że włókna kolagenowe mnie zawodzą, a zmarszczki to już kwestia ich wielkości a nie rozważania kiedy się pojawią. Wtedy (nie wiem dlaczego) wydawało mi się, że z dnia na dzień będę coraz brzydsza i na bank za pół roku zamienię się w jakąś zniewieściałą babuleńkę. Wtedy też wpadłam w szał dbania o siebie. Dzisiaj będąc o dwa lata starszą, wiem już, że niektóre z tych zabiegów na nic się zdały, bo co z tego, że wtedy schudłam 7 kg, jak ostatnio przytyłam 8?! Zdecydowanie lepiej zainwestować w zdrowe podejście do życia i rozwój swoich pasji.

Niestety w tej kwestii nastąpił pewien impas, bo od pewnego czasu intensywnie poszukuje natchnienia i sensu czegokolwiek. Moje dotychczasowe bardziej lub mniej trwałe pasje straciły nieco na wartości i nie za bardzo wiem czego się trzymać a co sobie odpuścić. Jedynie książki są ze mną od dzieciństwa, nie zamierzając mnie nigdy opuszczać. Całe szczęście! Tak więc tegoroczne przesłanie urodzinowe dla mnie i dla was brzmi- poszukujcie samych siebie, posłuchajcie siebie, zatrzymajcie się, zwolnijcie i pozwólcie czasowi płynąć wolniej.

 

Wy mi życzcie więcej cierpliwości, bo ostatnio jestem bardzo nerwowa. Cholernie wręcz! Dzieci testują mnie nieustannie a ja już nie mam sił na umożliwianie im tych testów. Zapalnik mi się skrócił i po drugim powtórzeniu tego samego wpadam w spiralę “ile razy mam do was mówić?”, “czy w tym domu mnie ktokolwiek słucha?”.
Dorzućcie trochę spokoju. Ale takiego zdrowego, pomiędzy okresami szaleństw i intensywnej pracy. Tego mi niestety chyba brakuje i stąd moje niezdecydowanie życiowe. Zdrowie również się przyda, bo nerwy swoje robią i główka lubi pękać na pół.
A ja sobie będę życzyła silniejszej słabej woli, bo te kilogramy same się nie zrzucą. Ustabilizowanych hormonów, bo one mi mieszają w centymetrach w pasie i pobudzają nerwowość. Ale chyba tak najbardziej na ten rok chciałabym sobie życzyć odnalezienia swoich pasji, zajęć które sprawiają mi czystą przyjemność a jednocześnie są pożyteczne. Być może bez beczki wina i spędu czarownic z przyjaciółkami to się nie uda- ale wierzę, że za rok w kolejne urodziny napiszę do was, że oto macie przed sobą nową mnie. I chociaż ten urodzinowy rok kończę w atmosferze zagubienia i poszukiwań, niepewności i lekkiego niepokoju to nadal uważam, że starość jest fajna, a życie nie bez powodu zaczyna się po 30-tce. Mimo wieku nadal nie zamierzam spoważnieć ani zmienić mojej zakręconej natury. Jedyne co sukcesywnie zmieniam to długość włosów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *