Chwilowo pogubiona w macierzyństwie ja 3


Był taki czas kiedy na bieżąco dzieliłam się z wami moimi bolączkami, potyczkami i porażkami macierzyńskimi. Bo nie oszukujmy się- bycie rodzicem to ciągłe mierzenie się z porażkami. Nawet ci najmądrzejsi i najwyżej uczeni w temacie psychologii dziecka czy pedagogiki o tym wiedzą. Jestem świeżo po studiach podyplomowych z psychologii dziecka i KAŻDY wykładowca (a są to bardzo doświadczeni psychologowie) mówi, że ze swoim dzieckiem to co innego. W pracy człowiek czuje się mądry, kompetentny, potrafi pomóc, doradzić, zachować rozsądek. A w domu… w domu przychodzi taki syn lub córka, zaczyna jakąś akcje i cała nasza wiedza i doświadczenie idą w… Człowiek zapomina o wszystkim, przepalają mu się bezpieczniki, nie pamięta żadnej psychologicznej zasady ani pedagogicznej reguły. Nagle z mądrego człowieka staje się po prostu matką. Matką, która się martwi, boi, niepokoi, złości, czuje się zagubiona, zirytowana albo zwyczajnie bezsilna.

No więc był taki czas kiedy dzieliłam się z wami moimi potyczkami wychowawczymi, a później pomyślałam, że jak mogę mieć tyle dylematów i niepewności, skoro jestem pedagogiem i nauczycielem. Później miałam wątpliwość, żeby mówić o trudnościach, bo przecież w naszym kraju trzeba tylko mówić jak się dobrze żyje i jak jest cudownie.

I tak oto dzisiaj usiadłam do komputera z myślą- kurcze, ale czasami czuję się niekompetentna w tym matczynym życiu. W tym byciu matką dzieci starszych- takich już raczej niemałych, a jeszcze nie całkiem dużych. Obserwuję ich i nie zawsze wiem jak ich zachęcić, zainspirować i pokierować w dobrą stronę. Kończą 3 klasę i nagle przestali się czymkolwiek bawić ale nie znaleźli niczego w zamian. Z racji zdrowia nie poszli w sport. Z racji mieszkania daleko od centrum- nie mają możliwości biegania przez pół dnia pod blokiem. Mam wrażenie, że też są lekko zagubieni w tym co robić, co lubić i co wybrać. W wolnym czasie wybierają głównie komputer i oglądanie Youtuba, co ja odbieram jako swoją osobistą porażkę. Chcą być samodzielni ale nadal nie wiedzą jak i boją się odejść zbyt daleko od opieki matki. Chcą sami decydować o wielu rzeczach ale nie są zbyt dojrzali, żeby brać za to odpowiedzialność. Całe szczęście wieczorami lubią czytać, czasami dadzą się namówić na szachy z Ktośkiem i jakieś boksowanie albo zapasy. To daje mi nadzieję, że jednak coś tam robimy dobrze w kierunku rozwoju ich zainteresowań i spędzania czasu wolnego.

Myślę, że okres nastoletni będzie jeszcze trudniejszy. Ale to przejście z dziecka do nastolatka to takie zawieszenie w próżni. Są za duzi na zabawę, za mali na typowe dla nastolatków pasje czy skupienie na relacjach społecznych. Za mali na pełną samodzielność, za duzi na trzymanie matki za rękę. Wszyscy próbujemy odnaleźć się w tym świecie i niewykluczone, że mi idzie najgorzej. Z jednej strony trzeba odciąć pępowinę i wysłać potomstwo w świat. Z drugiej jeszcze chciałoby się je mocno tulić i zawinąć w folię bombelkową, żeby uchronić przed złem tego świata.

Czy są może jakieś warsztaty dla matek niegotowych na dorastanie swoich dzieci? I jakieś gotowe zasady jak ich wspierać, inspirować, wzbudzić zamiłowanie do jakiejś pasji, zmniejszyć zamiłowanie youtuberami i zwiększyć zainteresowanie czymkolwiek innym? Bo ja się chętnie zapiszę na takie nauki.
Wasza chwilowo pogubiona ja.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

3 komentarzy do “Chwilowo pogubiona w macierzyństwie ja

  • Monika

    Moj Syn tez kończący 3 klasę…pogubiony we wszystkim.
    Mega niesamodzielny, mimo,że bardzo starałam się uczyć go tej samodzielności. Szkola prawie pod blokiem a na dwór wychodzi od wielkiej biedy…woli siedziec i oglądać Youtuba.
    Nie wiem co będzie…

  • Kasia

    O Matko to jak o mnie. Kończy 3 klasę chodzi do szkoly w innym mieście, we wsi nie ma kolegów tylko 30 km od siebie. Na wieś jeszcze go nie puszczam, ogląda jutuberow i gra z kolegami z klasy on line. Chcę zmienić pracę musiał by 500 m iść sam do mojej pracy a że to miasto a po nim nie chodzi nawet w nim nie mieszka to się boi. On winda na 10 piętro ma stracha jechać. Może po wakacjach wydorośleje trochę, Pozdrawiam. Mama Filipa z hemi🙃

    • Marta Skrzypiec Autor wpisu

      Właśnie… Niby fajnie mieszkać poza miastem a jednak nasze dzieci nie mają szans doświadczyć wielu rzeczy przez co są takie nieogarnięte życiowo. Kiedyś nadrobią, chyba… ;)