Feministyczny wpis o pakowaniu rodziny do wyjazdu! 13


luggage-991314_640

Jestem przekonana, że po przeczytaniu tego wpisu otrzymam przynajmniej kilka wiadomości albo komentarzy od mężczyzn, którzy wytkną mi niesprawiedliwość albo feministyczne poglądy. Trudno. Prawda jest jaka jest- nie można jej ukrywać!
Pakowanie to jedno z gorszych zajęć jakie można sobie wyobrazić. Jeśli jest się kobietą oczywiście.
Załóżmy, że wyjazd jest w piątek.

Wtorek.
Kobieta w głowie tworzy plan. Zastanawia się, które ciuchy potrzebuje dla siebie, a które dla dzieci. Sprawdza co należy wyprać, żeby zdążyło wyschnąć. Nie ubiera sobie/dzieciom tego, co zamierz zabierać.
Mężczyzna- temat go nie dotyczy.

Środa.
Kobieta prasuje to, co wyschło, sprawdza czy ma zapas leków, które na stałe przyjmują dzieci. Dokupuje, organizuje brakujące.
Mężczyzna-temat go nie dotyczy.

Czwartek.
Kobieta zaczyna pakowanie siebie i dzieci. Sprawdza prognozę pogody, przewiduje co i kiedy nałożą dzieciaki, analizuje każdy dzień oraz towarzyszące im okazje. Do drugiej torby pakuje swoje rzeczy, zgodnie z tym samym kluczem. (Jestem typową kobietą- zawsze mam za mało rzeczy i nigdy nie wiem co powinnam zabrać!). Pamięta o niezbędnych lekach, butach, kilku ulubionych zabawkach, ukochanym pluszaku, poduszce. Zapisuje na kartce rzeczy, które musi dopakować w ostatniej chwili.
Jedzie na zakupy, żeby mieć przekąski dla dzieci na drogę. Przygotowuje płyty z muzyką i bajkami do czytania, w razie jakby potomstwo nie chciało spać w samochodzie.
Mężczyzna- w zależności od charakteru- pakuje siebie albo zostawia to sobie na rano.

Piątek.
Kobieta ogarnia dzieciaki, przygotowuje śniadanie, ciuchy do wyjścia, ubiera jednocześnie siebie i ich. W między czasie pilnuje, żeby mężczyzna pamiętał, że torba z jedzeniem nie ląduje w bagażniku, a kocyki mają być z tyłu w kabinie, gotowe do przykrycia dzieci. Dopakowuje rzeczy, których nie mogła wcześniej spakować. Próbuje spacyfikować potomstwo, żeby jakoś sprawnie poszło mężczyźnie zabieranie bagaży, które przygotowała. I żeby nie okazało się, że połowa toreb jest już rozpakowana, bo młodzi chcieli zobaczyć co dla nich zabierasz. Sprawdza listę rzeczy niezbędnych. Sprawdza czy na pewno macie ukochanego pluszaka/poduszkę. Sprawdza czy dzieci zrobiły siku przed wyjściem. Sprawdza czy włożyła do torebki dziecięcą bieliznę i spodnie na zmianę, w razie “w”. Zapakowuje prowiant na drogę. Kątem oka kontroluje czy mężczyzna wziął to, co powinien, czy niczego nie zapomniał i czy do swojej torby zapakował niezbędne sprzęty.
Mężczyzna- pakuje SWOJE rzeczy. I tylko swoje. Zanosi wszystkie bagaże (kobiety i dzieci także) do samochodu. Upycha to do bagażnika. Narzeka, że ma tyle pakowanie. Stęka, że znowu tyle tego nabrałaś. Zadaje retoryczne pytania w stylu “czy my serio potrzebujemy tylu rzeczy?”. I bzdurnie pyta “jak ja mam to wszystko zmieścić?”. Uprawia czarnowidztwo “na pewno się nie zmieścimy”. Rzuci kilkoma nieprzyzwoitymi słowami. Po czym zgrabnie i szybko wszystko zapakuje. Następnie zadaje kolejne głupie pytanie “a co ty, jeszcze nie gotowa?”, w momencie gdy ty właśnie kończysz myć naczynia (przecież nie zostawisz pełnego zlewu) i zastanawiasz się, którą bluzę nałożyć dziecku na drogę, żeby mu był wygodnie i czy spakowałaś mokre chusteczki do swojej torebki, żeby je mieć pod ręką!

Kurtyna!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 komentarzy do “Feministyczny wpis o pakowaniu rodziny do wyjazdu!