Historia pewnej zepsutej zabawki 6


img_8302

Pewnego dnia mój syn, już zasypiając, mówi:
– Mamo, ja zepsułem w przedszkolu zabawkę. Musimy ją odkupić.
– Ale jak zepsułeś? Celowo czy przypadkiem?
– Niechcący mamo. Bawiłem się i odpadły koła. Same. Pani powiedziała, że teraz nie będziemy mieli samochodu, bo bez kół się już do niczego nie nadaje.
– Rozumiem.
– To co mamo, odkupimy?
– Odkupimy.

Tak się jakoś złożyło, że zapomniałam o tej rozmowie. Wstałam rano, wypadło mi z głowy, zaraz był weekend, mieliśmy gości. Ale przypomniało mi się po kilku dniach. Pojechałam więc do sklepu i kupiłam nową zabawkę, którą przywiozłam do przedszkola. Tutaj historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie fakt, że moje zachowanie było czymś niezwykłym. Wiecie, że zabawki w przedszkolach się zużywają, psują albo się po prostu dzieciom nudzą? Na pewno macie tego świadomość. A wiecie ilu rodziców to obchodzi? Tak, dobrze myślicie, niewielu.

Jestem jedną z niewielu matek, która pomyślała o tym, żeby odkupić zabawkę, którą zepsuło jej dziecko. Dla mnie było to o tyle normalne, że w ten sposób pokazujemy Chłopakom na czym polega konsekwencja. Jeszcze lepszą lekcją byłoby gdyby musiał oddać jakieś swoje autko. Ale nie miałam sumienia i cierpliwości, by z nim takowe wybierać. Wiecie jakby to wyglądało- chciałby przepchnąć najstarsze i najbardziej zużyte auto. Łatwiej było kupić nowe.

Nasze dzieci spędzają w placówkach większość dnia. Mało kto zastanawia się czym one się tam bawią. Wychodzimy z założenia, że poza przyprowadzeniem i odebraniem malucha z przedszkola, nic więcej nie musi nas obchodzić. W końcu płacimy więc kasa załatwia wszystko. A ja wam powiem, że warto się zainteresować. Warto się zastanowić czy zamiast gromadzić w domu nadmiar kolorowanek, którymi zarzuciła nas babcia, a których to nasze dzieci nie chcą nawet ruszyć, nie lepiej oddać je do przedszkola. My tak mieliśmy z puzzlami. W domu leżały, w grupie są używane z dużym zainteresowaniem.

Jeśli ma się możliwości, chęci i fundusze to zawsze można po prostu kupić jakąś lalkę, grę czy samochód. Jeśli jeden rodzic podarowałby raz w roku jedną zabawkę, to każda grupa miałaby 25 nowych rzeczy. Trzeba oczywiście pamiętać o wymaganiach. Zabawki muszą posiadać Certyfikat CE, muszą mieć deklarację zgodności WE. I nie może być jakimś chińskim bublem, który się rozleci przy pierwszym spotkaniu z dzieckiem. Najlepiej po prostu porozmawiać z nauczycielem i zapytać. Na pewno każda grupa zawsze się cieszy z kartek do rysowania (tych idzie codziennie mnóstwo). Zapytajcie, a sami zobaczycie.

Dla mnie moje zachowanie było naturalne. Tym bardziej było mi niezręcznie słuchać podziękowań za godną naśladowania postawę społeczną. Owszem, dałam dobry przykład innym dzieciom. Ale czy nie na tym właśnie polega nasza rola wychowawcza, by dawać dzieciom dobry przykład? Czy nie o to chodzi, żeby nauczyć dzieci, że zniszczenie czegoś wymaga naprawy tego stanu? A ponoszenie konsekwencji to najlepsza metoda jaką znam. Czy nie chcielibyśmy, żeby nasze dzieci potrafiły dbać o środowisko, w którym się wychowują? Odpowiedzi wydają się być oczywiste. Teraz tylko wystarczy dostosować do tego nasze zachowanie.

A jakie są wasze historie? Dobrze zrobiłam czy uważacie, że powinnam być jednak zbulwersowana pomysłem syna, że mi każe inwestować w nie nasze zabawki? Czekam na wasze komentarze.

Możesz mnie też obserwować na INSTAGRAMIE albo polubić na FACEBOOKU.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 komentarzy do “Historia pewnej zepsutej zabawki

  • Moniq

    Jestem tego samego zdania co Pani. Mam tu tylko jeden inny przykład. Od początku uczę dziecko, które ze jesli coś komuś zepsuje i jest to celowe odkupila że swoich pieniążków, które zbiera. Dzięki temu bardziej szanuje czyjeś rzeczy oraz swoje pieniążki. Gdyby sytuacja była przypadkowa oczywiście zakupiłabym dana rzecz ze swoich pieniędzy.

  • Bartłomiej Panek

    U nas było podobnie. Nauczycielka podeszła pewnego dnia i powiedziała, że przypadkiem podczas podnoszenia skrzynki z zabawkami coś pękło i odleciało. Poprosiła żeby odkupić. Bez mrugnięcia okiem odpowiedzieliśmy “OK”. Następnego dnia do przedszkola przynieśliśmy dokładnie taką samą skrzynkę. Całe 22 PLN, zakupiona w sklepie w kropki. Chłopcy czuli się odpowiedzialni i bardzo się z tego ucieszyli, chociaż jak nauczycielka sama przyznała – to było niechcący. Ale odbyła się też rozmowa z dziećmi, że jeżeli popsują zabawkę specjalnie – to oddadzą do przedszkola swoją.

  • AnnaM

    Zdecydowanie warto, jestem zwolenniczką takiego zainteresowania i nauki płynącej z takich doświadczeń. My też kupowaliśmy (ku zdziwieniu Pań), a teraz co roku (wakacyjne porządki) oddajemy do zaprzyjaźnionego przedszkola gry i książki z których dzieci już nie korzystają. Świetlicę szkolną też zasilaliśmy filmami i grami które w domu już nie cieszyły się zainteresowaniem, a tam służą innym.

    • Aga

      Myślę, że to kwestia przedszkola i rodziców. U nas zbieramy się co roku (każdy w miarę swoich możliwości) a potem z tych pieniędzy kupujemy różne potrzebne rzeczy do przedszkola – pytamy Panie co potrzebują dzieci. Poza tym bardzo wielu rodziców przynosi nieużywane przez dzieci zabawki, książeczki, puzzle. Kupujemy też nowe rzeczy, art. szkolne, biurowe, kolorowanki, ozdoby do wystroju sali, płyty CD, maskotki etc. Wielu rodziców załatwia też ze swoich zakładów pracy różne gadżety. Odkupienie zabawki nie wydaje mi się czymś dziwnym czy niezwykłym. Jesteśmy tak zadowoleni z przedszkola (wszystkie Panie są świetne), że każdy chętnie coś przynosi.