Jak Nie Wariatka z Wygodną stolyceeee zdobywała!


W Warszawie było super, zostałyśmy zaproszono na warsztaty z Fundacją My Pacjenci. Pojechałyśmy, popracowałyśmy i z powrotem do domu. Pitu-pitu bla bla… Uwierzyliście, że tak było? Ja też bym nie uwierzyła. Przecież każdy kto zna Nie Wariatkę (czyli mnie) i Wygodną (czyli tą drugą ze zdjęć) wie, że jak my obie się wybierzemy do Stolyyycyyy to musi się dziać. I działo się!
Wyjazd obejmował w naszym przypadku 3 dni. Najpierw kombinacje alpejskie jak to zrobić, żeby dzieci na ten czas nie oddawać do przechowalni, tylko żeby jednak ktoś się nimi zajął.
Później kup bilety na IC przez internet tak, żeby obok siebie siedzieć… zwłaszcza, że jedna się dopiero dosiądzie po 150 km.
Następnie opracowywanie miejsc, do których musimy trafić. Lena się tym zajęła i zrobiła nam super fajną mapkę, z zaznaczeniem tych miejsc i sposobu dojazdu- po czym zostawiłyśmy ją w hotelu i radziłyśmy sobie JAKOŚ same, próbując odtworzyć w pamięci ‘jak to było’.
Całe szczęście ona ma orientację w terenie bo raz-dwa wydostała nas z Dworca Centralnego, wskazała drogę do Złotych Tarasów, później na autobus a z niego do hotelu… Genialna kobieta. Ja jedynie w mig załapałam gdzie w Tarasach jest jaki sklep i po kilku minutach już mogłam prowadzić, w którą stronę iść.
Piątek- przyjazd do Wawy, pyszny obiad w Złotych Tarasach i niezbyt uprzejmy pan przy stoliku obok, który twierdził, że jest panem z miasta i nie toleruje pań ze wsi (że niby nas- plecaki miałyśmy więc widać, że obce), za to zachowywał się jak granatem od pługa oderwany i łopatą wykopany z buraków. Nie zraziło nas to wcale i postanowiłyśmy jednak zostać w stolicy. Droga do hotelu okazała się prosta ale zakup biletów komunikacji miejskiej już gorszy. Cieszymy się jak gUpie, bo biletomat jest- ale okazuje się, że tylko można zapłacić kartą bankomatową! Całe szczęście ja zawsze mam więc kupuję bilety za większość wycieczki :)
Docieramy do hotelu i moja pierwsza myśl- ja tu zostaję, siłą mnie nie wyciągniesz. Ciepły kocyk, wygodne łóżko, telewizorek, cisza, spokój i moja książka. Za oknem wiatr urywający głowę i deszcz… Niestety, bloger nie kura- zniesie wszystko, nawet spacer 40 minutowy po Warszawie w strugach deszczu… Zgubiłyśmy się lekko i to całą ekipą 9 osobową. W sumie wiedziałyśmy jak iść ale dla pewności zapytałyśmy pana o drogę- to nam powiedział tak, że naokoło pół Wawy oblazłyśmy (nie chcecie wiedzieć, co w tym momencie sądziłam o tym człowieku!). Na miejsce trafiłyśmy przemoczone i zmarznięte. Bardzoooo…. Humor poprawił nam jednak Pocieszakowy tort i fajni ludzie, którzy się na spotkaniu Zwierzaków Pocieszaków w Hula Kula pojawili. Wreszcie poznałam Asię z Wypaplani.pl i kilka dziewczyn, z którymi wspólnie stworzyłyśmy tą książkę (tak, tak- działałyśmy on line nie znając się).

Samo spotkanie bardzo sympatyczne, mnóstwo plotek, wspominek i śmiechu. Jak również zabawy dla dzieci i mam.

A o nasz świetny humor zadbali sponsorzy dając nam np. odżywkę do rzęs (Realash) i preparat powiększający usta (Nuvialab). Będziemy więc piękne a przy okazji zdrowe (Omegamed).

Pozostali sponsorzy spotkania to:

A wieczorem pizza z uczestniczkami sobotnich warsztatów “Rodzice dla zdrowia”. Wyszłyśmy z Leną na błaznów blogosfery i dyżurne klauniątka (no taka fucha) ale podobno fajne z nas babki bo się przynajmniej można z nas pośmiać!

Po pizzy było kulturalne spotkanie blogerek w pokoju 133 (naszym nota bene). Każdy przyszedł z butelką mleka albo kaszki (co kto lubi) i ciepłym kocykiem, pojawił się też przewijak , pewna graficzka, swojska baba, walcząca z atakami grup zorganizowanych, lubiąca inne kolory niż róż. Później dochodzili kolejni i kolejni aż o 2.30 się okazało, że ja zasypiam :)

Mało ciekawe są takie spotkania, bo każdy na fejsie siedzi!

Albo pod kocyk się chowa… To zdjęcie sobie wydrukuję i zrobię z niego fototapetę! Boszz jak my tu młodo wyglądamy!

Sobota- dzień pracy na warsztatach (o tym kiedy indziej) i dzień zwiedzania Warszawy. Nasz plan został zrealizowany- Stare Miasto i ciacho u Magdy Gessler.

Warszawa nocą nie jest taka zła ale ja i tak kocham Wrocław miłością szczerą a z sentymentu do Wygodnej lubię Poznań!

Nie pamiętam nazwy ulicy ale mi się spodobała!
Legendarny most, tylu romantycznych scen filmowych.
Wiem, to zdjęcie jest świetne! Moja SIS, fotografka genialna, pewnie mnie pochwali!
Oscypki tam nawet mają!
I choinka jest!

A na koniec niespodzianka… jedzie człowiek przez pół Polski do Wawy, żeby się okazało, że w tym samym hotelu z drugiego końca Polski przyjechała Lucy! No taka radość!!!

W niedzielę natomiast był Finał WOŚP więc sobie razem z Wygodną skoczyłyśmy do TVP, na małą kawę w kawiarence telewizyjnej i taką tam pogawędkę z Jurkiem Owsiakiem- TUTAJ możecie zobaczyć jak to było!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *