łaska męska nie zna granic 24


Co jakiś czas na grupach zrzeszających matki prowadzi się dyskusje na temat podziału prac domowych (na fora nie wchodzę bo mnie poziom rozmów i sfrustrowania co niektórych matek doprowadza do furii :D).
Najczęściej rzucane zdanie:
“Mój mąż to mi pomaga w domu”.
“Mój mąż pomaga mi przy dzieciach”
I się panie prześcigają w argumentach w czym to owy mąż pomaga!

Normalna rzecz, dotycząca nas wszystkich – jedni tylko chodzą do pracy i przynoszą do domu pieniądze. Inni sprzątają, chodzą z dziećmi na spacer albo gotują. Wszystko zależy od relacji w rodzinie i tzw. dogadania się.
Ale nie wiem czy jest bardziej irytujące mnie sformułowanie odnośnie udziału mężczyzn w pracach domowych jak słowo p o m a g a !?!?
Pewnie się czepiam i jestem zbyt feministycznie nastawiona ale jak można być wdzięcznym mężczyźnie za to, że wykonuje w domu część obowiązków. W swoim domu! Przy swoim dziecku!
Chwała mu za to, że to robi-taka jego rola. Ale żeby wykazywać wobec tego wielką wdzięczność i radować się, że pomaga!?

Mamy z Mężulem dość jasny podział ról- wynikający z faktu, że on jest przez 3/4 dnia w pracy a ja (jeśli nie na zajęciach z Chłopakami) w domu.
Oczywistym jest więc, że sprawy przyziemne jak pranie, sprzątanie i gotowanie spoczywa na mnie. Tak jak jego rolą jest na nas pracować, tak moją jest ogarnięcie cyrku domowego!
Jednak nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że gdy jesteśmy oboje w domu to on odkurzy, zajmie się dziećmi czy pojedzie na zakupy! Po prostu- zmieni w tym czasie zakres swoich działań i zamiast iść do pracy (weekend, urlop), wykonuje obowiązki domowe! Normalna rzecz. Nic nadzwyczajnego!
Nie traktuję tego jako ofiarności i pomocy z jego strony.
Robi zakupy, z których też będzie korzystał. Sprząta bajzel, który współtworzył, zajmuje się swoimi dziećmi. Nie pomaga mi- po prostu robi to bo tak powinno być!
Orderu za to nie będzie :)
Zdanie “mąż pomaga mi w domu” odbieram tak, że wcale nie powinien a na pewno nie musiał ale to zrobił. Wychodzi na to, że miło z jego strony że, łaskawie wziął i coś zrobił.
A ja bym chciała, żeby panowie faktycznie chcieli i robili a nie ewentualnie z dobroci serca pomogli tym swoich biednym żonom!
Mówię, że mój mąż mi pomaga gdy go zmuszę do wykopania mi czegoś w ogródku. Bo to mój teren, moje wymysły i moje kwiatki. On ich nie lubi ale jak go poproszę to mi pomoże.
Ale dom jest wspólny więc oboje mamy obowiązek o niego dbać. Dzieci są wspólne więc oboje mamy obowiązek się nimi zajmować.
Mąż nie pomaga- w jego interesie leży, żeby w miarę swoich możliwości czasowych włączyć się do tych działań! Po prostu!
Nie róbmy z facetów bohaterów narodowych, bo oni tego i tak nie docenią a tylko obrastają w kolejne piórka i powiększa im się ego!

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

24 komentarzy do “łaska męska nie zna granic

  • Matka Debiutująca

    Absolutnie się zgadzam. Dziecko jest wspólne. Mieszkanie jest wspólne, więc wspólnie przy tym robimy. I też mnie wkurza, jak ktoś chwali swego pod niebiosa, bo umył po sobie szklankę. Albo zalecenia a babskich gazet: “pochwal, gdy wstawi pranie, chwal gdy obiad zrobi, nawet gdy Ci nie smakuje”. O żeszzzzz….

  • Ola N

    Hmm sama prawda. Fakt, że dopiero sobie zdałam sprawę, że faktycznie sama czasami tak mówię, “że pomaga” chociaż tak tego nie postrzegam. Mąż też z rodziny, gdzie mamusia robiła 3 obiady, i po każdym sprzątała i teść do wszystkiego ma dwie lewe ręce, ale mąż jakimś cudem wyszedł na ludzi, tylko leniwy trochę jest, muszę czasami mu zwracać uwagę na pewne rzeczy, ale włącza się w porządki jak i opiekę nad córką. Co więcej praktycznie od pierwszego miesiąca jej życia mogłam go z nią zostawić, żeby wyjść na zakupy. Nie bałam się ich zostawiać, bo tak samo jak matka potrzebuje czasu wolnego od dziecka tak i ojciec potrzebuje chwil z dzieckiem sam na sam. Takie moje zdanie, A to że pewne, rzeczy robi inaczej niż ja i mocno się powstrzymuję, żeby mu nie zwrócić uwagi to już inna sprawa. Efekt końcowy taki sam :)

    Ale jak gdzieś wyjdę wieczorem, to od razu się zaczyna, że jak mi dobrze, że tata z Jagą został. Wtedy odpowiadam, że on jest jej ojcem to z kim niby miała by zostać jak nie z nim :)

  • Muffin Case

    U nas też aktualnie większość prac domowych spada na mnie ale w weekendy lub jak wyjeżdżam, to mąż radzi sobie świetnie – ba, często lepiej ode mnie :p
    Przed urodzeniem KoCórki nie było jakiegoś podziału obowiązków. Po prostu, kto pierwszy wracał do domu, to brał się za sprzątanie a jak wracaliśmy razem to na szybko decydowaliśmy, kto gotuje, kto wstawia pranie. Jak się KoCórka dostanie do przedszkola i tym samym ja wrócę do pracy, pewnie wrócimy do tego systemu.

  • Jacquelane

    A ja ponad rok temu wyjechałam na 10 dni i zostawiłam męża z roczniakiem. Obaj przeżyli. Mąż nawet sam ogarnął co ma spakować jak na weekend do teściowej pojechali w odwiedziny. ;)

  • Elenka

    W sumie się nigdy słówka samego nie czepiałam. Za to tego uwielbienia, czy traktowania faceta jako bardziej nierozgarniętego od dzieciaka kilkuletniego to już tak. Wspólna chałupa, to i obowiązki wspólne.

  • Katarzyna B.

    Wiecie dziewczyny, temat rzeka. Jak się ma takiego gagatka co to mu mamusia pod nos obiad podstawiała i robila doslownie wszystko sama… to ja zeby go w 3lata zachecic do gotowania, sprzatania prania itp . troche nerwow stracic. Wiec chwalic go bede ale nie zeby odrazu mu pomnik stawiac:-) zreszta, to dziala w obie str : jesli on zauwaza, ze posprzatalam i powie “o jak tu czysto, az milo” to ja tez zauwazam jego sprzatanie. A jesli po umyciu podlogi wlazi w brudnych buciorach-robie tak samo. dziala;-)

    • Marta Skrzypiec

      Nie do końca się zgodzę z tym, że jak mama tak wychowała to taki będzie! Moja Teściowa skakała wokół całej trójki (2 synów, mąż). Męża do dzisiaj ma niepełnosprytnego w pracach domowych- łącznie z obsługą własną. Ale syn mimo wszystko potrafi sobie sami obiad nałożyć, wie jak włączyć odkurzać i umyć podłogę! Dopóki nie mieliśmy dzieci i oboje pracowaliśmy, naturalnym było że sprzątamy razem- sobota to był nasz “clean day”. Więc można! Tylko trzeba chcieć. A panowie chętnie się wykręcają :)

    • Mama Filipa

      Dokładnie, u nas tak samo. Teściowa skakała nad całą trójką. Dwóch synów wyrosło na ludzi, a mężuś nadal wymaga obsługi. A powiem wam więcej. Jego osobiści synowie się z niego śmieją, że sobie kanapki sam nie zrobi.

    • Katarzyna B.

      Ja nie mówię, że się nie da. Bo na jego przykładzie widzę, że właśnie się da! Nauczył się sam gotowac bo widział, że mi smakuje i nabrał na to ochoty. Ze sprzątanie podobnie. Nie robi nie robi , a jak już się weźmie to na błysk:) mówię tylko, że go chwalę i nadal będę to robiła i tyle:D
      a co do mojego nie-teścia?? Ta moja nie teściowa to cierpliwość ma ho ho hoooo ja to bym odrazu pogoniła :D

  • yendza o.

    tak, tak, tak, TAK! tak właśnie powinno być :)
    brawo bić, to można za coś, co zrobi ekstra, ale nie za coś w czym powinien brać udział i co jest jego zwykłym obowiązkiem (w mniejszym lub większym stopniu).

  • Mirka Ivett

    Brawo, brawo, brawo! Nic dodac, nic ujac. Niestety niektorzy mezczyzni zostali wychowani na ksieciuniow i ich kobiety maja przez to przesrane (chociaz mysle, ze “widzialy galy co braly” i niektore kobiety nie powinny narzekac :p). Dlatego bede sie starala, aby wychowac synow na samodzielnych mezczyzn, ktorzy beda szanowali swoje partnerki i nie beda sie bali prac domowych :)

  • Monia Paluczyńska

    Ze wszystkim się zgadzam, ale nie każdy potrafi się tym swoim dzieckiem zająć. Nie mówię, że mój nie potrafi bo jakby musiał to by się pewnie zajął ale świadomie i z czystym sumieniem jak moje będzie miało 2-3 lata to będę mogła tak po prostu zostawić ich samych ;-) mam nadzieję ;-)

    • Marta Skrzypiec

      No wiesz… to nie jest tak, że ja wychodzę i wracam za 2 dni. Najpierw jest tłumaczenie, zostawianie 100 kartek z tym jak zrobić chłopcom kaszkę na wieczór itp.
      Jak wyjeżdzam na dłużej to moja mama jest z nimi do pomocy. Ale na 2-3 godziny albo i na pół dnia to zostanie bez większego problemu. Mimo że od 2 lat się jeszcze nie nauczył co i o której dzieci jedzą :P

    • Mirka Ivett

      Ale dlaczego Monika?! Ja uwazam, ze chyba tylko ktos z glebokim uposledzeniem nie moglby sie zajac dziecmi. A czesto mam wrazenie, ze niektore mamy traktuja swoim mezczyzn jak niepelnosprawnych. Uwierzcie, skoro nauczyl sie funkcjonowac samodzielnie jako czlowiek, nauczy sie zajmowac dziecmi…
      Ja od poczatku uczylam sie opieki nad dzieckiem razem z mezem, gdyby nie to, ze karmialm piersia, to by nawet wykarmil. Robil po swojemu, patrzylam przez palce a w duchu klelam, ale robil i nikomu sie krzywda nie stala. I teraz zostawiam go samego bez leku z trojka dzieci – prawie 3 – latkiem i 3-miesiecznymi bliznietami…

    • Marta Skrzypiec

      No właśnie- “patrzeć przez palce”. Jak jestem w domu to mnie nerwica bierze gdy widzę jak on robi niektóre rzeczy. Ale jak mnie nie ma to jest mi wszystko jedno- ważne żeby zrobił :) I naprawdę panowie potrafią więcej niż nam się wydaje. Jak musiałam pojechać na pogrzeb i Chłopaki zostali sami to Mężul nawet nie zajrzał do kartek, które mu zostawiłam (bo one to tak bardziej dla mojego spokoju są). Dzieci głodne nie były- mimo, że nie zjadły obiadu, bo rzekomo nie chciały- za to tatuś nakarmił ich parówkami i chlebem bo to jadły chętnie. Wróciłam, w domu normalnie, dzieciaki wykąpane, cała trójka spała. Trzeba trochę wyluzować i zaufać. Przecież własnemu dziecku krzywdy nie zrobi! Najwyżej pewne rzeczy wykona inaczej :)