Łoooo matko i córko! Oni niedługo pójdą do szkoły!


Być może niektórych z was to śmieszy. Być może niektórych będzie dziwić. Ale ja naprawdę bardzo mocno przeżywam fakt, że niebawem będę musiała zapisać moje dzieci do szkoły. Chyba nie ma tygodnia, w którym nie rozmawiałabym z kimś, albo sama do siebie nie mruczała “łoooo matko, oni niedługo pójdą do szkoły”. Tak, wiem, jestem nauczycielem, pracowałam w szkole, wiem, że tam nie gryzą (z reguły). Wiem, że każde dziecko musi przez to przejść, że wszyscy rodzice się denerwują. Ale wcale mnie to nie uspokaja!

I o ile rozpoczęcie przedszkola traktowałam jako osobisty sukces i długo wyczekiwane wydarzenie. Tak rozpoczęcie szkoły najchętniej odwlekałabym do… za 100 lat!

Polski system szkolnictwa bardziej mnie przeraża niż ciekawi

Możliwe, że właśnie dlatego, że miałam epizod pracy w szkole, mam do tego tematu takie a nie inne podejście. Praca w przedszkolu była moją pasją i wielką przygodą. Praca w szkole to była walka z systemem. Jak zrealizować program, przerobić z dziećmi te wszystkie książki, a jednocześnie podążać za ich rozwojem, dać im możliwość samodzielnego myślenia, tworzenia i czasu na odrobinę zabawy. Jak ich nauczyć tego, co sobie założył ustawodawca, nie trzymając ich przez bite 4 godziny w ławce. Jak nie zamęczyć ręki literkami i szlaczkami. Jak nie zadawać za dużo do domu. Ale byłam młodym nauczycielem i być może miałam zbyt emocjonalne podejście. Większość nauczyciele niestety taka nie jest. Mam oczywiście nadzieję, że nam się trafią jakieś cudowne panie. Jednak ostatnio rozmawiam z wieloma osobami o tym jak sobie ich dzieci radzą w szkołach i… wieści nie są optymistyczne! Stąd też moje nieustające obawy.

Bliźniaki idą do szkoły…

1. Pierwszym dylematem było- która szkoła? W zasadzie od dawna wiem, która na pewno nie, więc wybieram z pozostałych trzech (wiem, że jest rejonizacja ale uznajmy, że nie biorę jej pod uwagę, a do każdej z tych szkół mamy mniej więcej taką samą odległość). Powiedzmy więc, że szkoła już wybrana, chociaż jeszcze nie ostatecznie. Odbyło się to metodą eliminacji i wydaje mi się, że ta decyzja zostanie podtrzymana. Jakby jeden problem mniej…

2. Pozostał dylemat- razem czy osobno? Osobno w naszym przypadku zawsze jest najlepiej. Ze względu na charaktery dzieci, ich indywidualność, rozwój, potrzeby i nasze osobiste przekonania, rozdzielenie bliźniąt jest najlepszym z rozwiązań jakie podjęliśmy, gdy pojawiły się problemy w przedszkolu. Dlatego też nie chciałabym ich na nowo łączyć, jeśli nie ma takiej konieczności. Ale poważnie zastanawiam się czy my podołamy logistycznie mając dzieci w dwóch różnych klasach?! Dwie klasy to dwa różne plany lekcji. Jeden na ósmą, drugi na dziewiątą i chyba sobie rozbiję namiot pod szkołą, żeby nie jeździć w tę i z powrotem. Zapewne wyolbrzymiam, bo są świetlice, ale jeszcze nie doszłam tak daleko ze swoimi myślami. Na razie jestem w trakcie planowania dojazdów…
W każdym razie dwie osobne klasy to także różne zadania domowe. Być może część się pokryje, a być może całkiem się rozmyją. Co widzę ja w swojej wyobraźni? Dwie godziny lekcji z jednym (moje koleżanki mówią, że mniej więcej tyle siedzą), dwie godziny z drugim. Chyba że jakimś cudem moje dzieci zaczną ze sobą nagle cudownie współpracować i robienie zadań obok siebie nie będzie się kończyło kłótnią, odpowiadaniem za drugiego i przeszkadzaniem sobie na wzajem… Wtedy będziemy mogli robić je w tym samym czasie. Póki co, tworzę wizję pod osobne odrabianie lekcji i jestem już prawie histeryczką na samą myśl.

3. Nowa szkoła, stare problemy. Naprawdę mam ogromną nadzieję trafić na wspaniałe panie, które będą rozumiały potrzeby różnych dzieci. Nasze panie w przedszkolu znają sytuacje, widzą co z czego wynika, jakie są ograniczenia wynikające np. z MPDz. Wytworzyliśmy system współpracy, który nie koliduje z ich trybem pracy i jego potrzebami. Wiadomo, że o to samo będziemy walczyć w szkole, dlatego już rozpoczęłam współpracę z poradnią i będziemy robić odpowiednie opinie. Ale mimo to, budzi to we mnie odrobinę stresu, bo wiem, że wszystko zależy od chęci i poziomu empatii nauczyciela.

4. Zmiana trybu życia. Przedszkole to jest luksus. Przywozisz o 8, odbierasz o 15-16 i praktycznie nic cię w tym czasie nie interesuje. Panie dbają, żeby twoje dziecko zjadło, przebrało się, było czyste i bezpieczne. Nie musisz się obawiać, że nie daje rady wysiedzieć w ławce, że nie zjadło śniadania, bo zapomniało, że wybiegło na podwórko bez kurtki albo zgubiło się z własnym plecakiem, bo przecież wiesz, że zapominalstwo i roztrzepanie to jego drugie imię. Przedszkole zapewnia ci spokój i możliwość rozwoju zawodowego. Szkoła robi wiele, żebyś nie miała tego komfortu.
Wiem, że nasi rodzice się jakoś szczególnie nad nami nie trzęśli i wyszliśmy na ludzi, ale spójrzmy prawdzie w oczy- nasze dzieci są przez nas rozleniwione, myślimy za nich, wyręczamy, przez co są mniej zaradni i samodzielni. Oczywiście, że się wszystkiego nauczą, ale niewykluczone, że ja zdążę do tego czasu osiwieć i wyłysieć!
Pomijam już ten fakt, że lekcje kończą się dużo wcześniej niż przedszkole. No weź pracuj i odbieraj dziecko przed godziną 12 ze szkoły! Tak, wiem, że są świetlice. Ale po praktykach w świetlicy nie wiem czy chciałabym, żeby moje dziecko tam uczęszczało… Owszem, to była wielka szkoła w dużym mieście ale cholera jasna, co tam się działo! Jeden wielki hałas, zamieszanie, mnóstwo dzieci na małej powierzchni, będące dosłownie wszędzie, skaczące, przepychające się. Zdecydowanie odbiega to do mojej wizji świetlicy, w której dzieci odrabiają lekcję, bawią się i grają w gry planszowe. Być może to tylko tam tak było. Ale serio, nie chciałabym nigdy tam wracać. Moje zmysły mogą tego drugi raz nie przeżyć.

Matka panikująca, dzieci dorastające.

Wiem, że panikuję i martwię się na zapas. Wiadomo, że jak przyjdzie odpowiedni moment to wezmę się w garść, zapiszę gdzie będzie trzeba, później ubiorę na galowo i zawiozę na rozpoczęcie roku szkolnego. Później będę wozić, odbierać, robić lekcje i rozmawiać z paniami o ewentualnych problemach. Wiadomo, że każdy to przeżył, przeżyjemy i my. W końcu wszystkie dzieci kończą 7 lat i idą do szkoły. W sumie jak spisałam te moje wszystkie obawy i przeczytałam je na spokojnie, to poczułam się nieco lepiej, bo nawet dla mnie część z nich brzmi zabawnie. Ale nie zaszkodzi jak mnie pocieszycie. Jeśli jesteście rodzicami dzieci szkolnych to napiszcie jak było u was, czy też panikowaliście, czy było tak źle jak sobie wyobrażaliście, czy może było wszystko super? Pocieszcie mnie i pocieszcie wielu innych rodziców, którzy zamiast się cieszyć, że ich dzieci dorastają, to stresują się wiążącymi się z tym zmianami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *