Matko, chorujesz? Zadbaj również o siebie! 10


globuli-1574436_1280

Rozpoczął się sezon na przeziębienia i tygodnie spędzone na chorowaniu. Wszystkie mamy małych dzieci doskonale znają ten stan. Zwłaszcza przedszkolaki prześcigają się w biciu rekordów w łapaniu wirusów. Katar, kaszel, gorączka, grypa, jelitówka, znowu katar, bostonka, znowu katar, jakaś ospa, jelitówka, kaszel i tak na okrągło. Większość rodziców, zwłaszcza matek, ma pełne apteczki gotowych preparatów na różne dolegliwości. A w głowie na pamięć wyryty numer telefonu do pediatry. Zawsze gdy choruje dziecko jesteśmy zwarci i gotowi do działania. Alarm na najwyższym poziomie, uszy wyczulone na każdy oddech i niepokojący odgłos kaszlu. Ciepło czoła sprawdzamy regularnie. Podajemy chusteczki, wycieramy nosek, parzymy ziółka, podajemy leki. Oczywiście idziemy najpierw do lekarza, żeby dokładnie zbadał nasze dziecko i zalecił odpowiednie leczenie.

A CO ROBISZ GDY TY CHORUJESZ?

Nie mogę się wypowiadać za wszystkie matki ale mogę się wypowiedzieć w swoim imieniu. I w imieniu moich koleżanek, które mam okazję obserwować. Matka leżąca w łóżku podczas chorowania jest jak Yeti- ktoś tam o niej coś słyszał ale nikt niestety nie jest w stanie tego potwierdzić.
Mamy nie biorą zwolnienia! – woła do nas reklama z ekranu telewizora. – Mamy nie chorują!– słyszymy.
Niestety tak faktycznie jest… Która z was może sobie pozwolić na to, żeby chorować? Położyć się do łóżka, wygrzać porządnie? Nawet jeśli jakimś cudem wyrwiemy się do lekarza, żeby sprawdził co nam jest, to i tak poza łykaniem w biegu lekarstw, na niewiele więcej możemy sobie pozwolić. Przecież nie powiesz dziecku – Wybacz synku, mama jest chora i źle się czuje, więc ty sobie tu leż ze swoją gorączką i odpoczywaj a mama idzie się kurować.
Najczęściej wiemy, że złapaliśmy wirusa od dziecka więc na własną rękę sobie zaaplikujemy jakąś tabletkę albo podpijemy syrop od potomstwa.
Brzmi znajomo??? Właśnie…
Ja ten błąd popełniłam dwa razy. Rzadko łapię coś od chłopaków. Najczęściej miewają infekcje bakteryjne, zapalenie oskrzeli albo płuc, które na mnie całe szczęście nie przechodzi. Jednak jeśli przynoszą coś wirusowego z przedszkola, to można mieć pewność, że wszyscy będziemy chorować.

CHORUJĄCA MATKA- ZJAWISKO NADPRZYRODZONE

Zimą panowała u nas grypa. Chłopcy z gorączką, ja z gorączką. Jeśli myślicie, że wszyscy sobie w związku z tym leżeliśmy i dbaliśmy o swoje zdrowie to jesteście w błędzie. Oni leżeli, dosłownie zwaleni z nóg tym wirusem, a ja brałam silne leki, żeby jakkolwiek funkcjonować i robiłam wszystko, żebym im jak najszybciej przeszło. Dopiero jak już udało im się wyzdrowieć i poszli do przedszkola, ja mogłam sobie pozwolić na chwilę skupienia na samej sobie. Niestety było już za późno. Musiałam wziąć antybiotyk, żeby pozbyć się powikłań po grypie.
Początek jesieni to kolejne infekcje. Wydawałoby się, że zwykłe wirusowe przeziębienie. Mężowskiego dopadła gorączka więc trzy dni przeleżał w łóżku, nie ruszając się zbyt wiele. Wiecie- testament, planowanie pogrzebu, te sprawy. Stan domowy wyglądał więc tak, że dwoje dzieci plus trzeci dorosły z gorączką. I jedna matka, również przeziębiona ale twardo donosząca herbaty i lekarstwa. Bez gorączki, za to z katarem i kaszlem. Finał tej historii był taki, że cała trójka się wyleczyła a matka kaszlała jeszcze przez dobre 3 tygodnie. Niby zdrowa ale kaszląca. I to mocno kaszląca! Jeden syrop, drugi, trzeci. W końcu przeszło. Przynajmniej tak mi się wydawało do czasu aż nie poczułam narastającego, kłującego bólu w klatce piersiowej. Nie wnikając w szczegóły moich prób pokonania tego bólu, w końcu wylądowałam na pogotowiu. Zanim do tego doszło oczywiście zdążyłam sobie wmówić, że mam zawał, raka, zator aorty i inne atrakcyjne choroby. Nieśmiało powiedziałam więc do lekarza, że pewnie panikuję ale jednak boję się położyć spać i bardzo proszę o sprawdzenie czy nie umieram. Okazało się, że wygląda to na zapalenie opłucnej, ewentualnie mięśni międzyżebrowych. Takie drobne powikłanie po zbyt długim i zbyt intensywnym kaszlu oraz niedoleczonym przeziębieniu. Poza tym, że jest to cholernie bolesna dolegliwość, będę żyła. Jednak lekarz powiedział mi, że takie bagatelizowanie chorób może się naprawdę źle skończyć i dobrze, że przyjechałam na pogotowie bo:
– przy zbyt długim leczeniu się samodzielnie, może nawet dość do ZAPALENIA MIĘŚNIA SERCOWEGO;
– objawy kłucia w klatce piersiowej to czasami efekt PĘKNIĘCIA OPŁUCNEJ;
Wymienił jeszcze kilka innych groźnie brzmiących skutków “przechodzenia” pozornie zwykłych przeziębień, zlecił podłączenie mi kroplówki oraz połknięcie tabletki uspokajającej pracę mojego zdenerwowanego serca i kazał wracać do domu CHOROWAĆ!

img_7022

NIKT NIE ZADBA O CIEBIE, JEŚLI SAMA TEGO NIE ZROBISZ

Przestraszyłam się. Naprawdę się przestraszyłam, gdy nie mogłam zaczerpnąć głębiej powietrza a ból stał się nieznośny. Wiedziałam, że to będzie coś związanego z moim nieodpowiednim dbaniem o swoje zdrowie. Wiedziałam, że chodzi o powikłania po przeziębieniu. Bałam się tylko jak intensywne one będą. Moje szczęście, że poza koniecznością stosowania leków przeciwbólowych, nic poważniejszego się nie wydarzyło. Dlatego opowiadam wam tą historię, żebyście i wy się przestraszyły! Wspaniale dbamy o nasze rodziny, dzieci, mężów. Zapominamy jednak o sobie. Trudno jest wygrzewać się w łóżku, gdy w domu nasz kilkulatek smarka i kaszle, potrzebując naszej opieki i uwagi. Jednak spróbujmy przynajmniej znaleźć wtedy chwilę, by podjechać do lekarza rodzinnego. Wiadomo, że nawet w nocy ciężko się skupić na chorowaniu, bo dziecko woła, nie śpi, trzeba czuwać. Ale ja postanowiłam, że przynajmniej nie będę wychodzić w tym czasie z domu. Baaaa, nawet z piżamy nie warto wychodzić w tym czasie, starając się jak najwięcej czasu spędzić pod kocem. Żadne ‘na chwilę po zakupy’, ‘szybko do apteki’. Najczęściej chorujemy z Mężem na zmianę więc będę to zrzucała na niego. I pozwolę jemu się sobą zająć. Niestety wydaje nam się, że jesteśmy niezastąpione, a jak mamy tłumaczyć gdzie co leży, to wolimy same wstać. Koniec z tym! Od dzisiaj tłumacz, powtarzaj nawet 100 razy. Ale nie wstawaj spod koca dopóki nie musisz. Pozwól sobie chorować. Być może “mamy nie biorą zwolnienia”, ale mama może trafić do szpitala z poważnymi powikłaniami bagatelizowanych przeziębień. Nie słuchaj reklam, nie wierz w to, że złoty specyfik cię wyleczy. To zła droga.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

10 komentarzy do “Matko, chorujesz? Zadbaj również o siebie!

  • Jazzabell

    Wiersz,masz rację,nie zawsze się da,kiedyś chodziłam chora do pracy,chora też zajmowalam się chorym dzieckiem,dawalam jakos radę.Jednak kiedy kilkukrotnie zbagatelizowalam objawy typowe dla anginy,której nigdy w zyciu nie miałam i sama zaleczalam wg mnie tylko bolace gardło,zalatwilam się w końcu tak,ze za 3 razem w bardzo krótkim czasie w/w “bolace gardło” zmiotlo mnie całkowicie,pierwszy raz w życiu gorączka nie schodzila z 39℃,nie wiedziałam gdzie jestem,co robię,przelezalam 2 dni w letargu aż w końcu z trachykardia wyladowalam na pogotowiu i z angina,rzecz jasna,zaleczana,nie wyleczona.Teraz biegam do lekarza,owszem,w głowie też mam ciągle historię znajomej,ktora chorowala podobnie jak my-rownież Matka…powikłania grypowe doprowadziły do zapalenia opon mózgowych,umarła niewiele po 30-stce,zostawiła męża i dwie córeczki…niedawno trafilam na profil zbuntowanej nastolatki,przypadkiem,wlosy utlenione,mega makijaż,wyzywajace ciuchy i … zdjęcie Mamy z małymi Coreczkami z napisem: tak bardzo za Tobą tesknie Mamusiu…. Ta Mamusia to moja znajoma … Dbajmy o siebie!

  • olguska

    mnie ostatnio przewiało głowy nie mogłam skręcić mąż akurat był wiedział że się żle czuje mówiłam mu a on a on pojechał bratu na wioskę pomagać buraczkom obcinać liście…. pojechałam z sobą i najmniejszym do lekarza pełno ludzi żadna staruszka mnie nie przepuściła chociaż mówiłam że dziecko zdrowe i szkoda by siedziało w zarazkach… no cóż… nie komentuje na szczęście widać kobieta młoda z gorączką przepuściła mnie a przede mną było jeszcze 3 osoby… po zażyciu tabletek dostałam biegunki i bólów brzucha zadzwoniłam do męża z prośbą by przyjechał wcześniej bo się okropnie czuje i po prostu nie dam rady jechać po recepte na mleko synka i po samo mleko oczywiście powiedział że już jedzie a i tak miał mnie gdzieś i przyjechał o 18:30 gdzie przychodnia była już zamknięta ja zostawiłam dzieci w domu i pojechałam p recepte bo przecież dziecię nie będzie miało na noc mleka… i tak mama może chorować… chyba jak nie pójdę do szpitala to mąż nadal będzie uważał że symuluje i zawsze sobie daje radę

  • Mama dwójki

    Niestety i tak nie każdej z nas jest dane odchorować. Pare lat temu skończyłam z taka sama diagnoza doprowadzona do tego przez rodzine męża. Nawet wiedząc już,ze jestem chora i na co, musiałam zaiwaniać po dzieciaki do przedszkola, bo jak to pięknie usłyszałam od Teściowej “krowie przeszło to i tobie przejdzie” Moi rodzice za daleko w tamtym czasie mieszkali,żeby mi pomoc. Ledwo sie na nogach trzymałam, a jeszcze po zakupy musiałam lecieć i obiad zrobic i zając sie reszta wnuków wspaniałych teściów (mieszkałam z nimi) . Także ten…. faktycznie przeszło mi jak tej krowie 😉😉 tylko skutki tej choroby odczuwam do dzisiaj 😕😕
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia