moje największe porażki wychowawcze 56


Nikt nie lubi przyznawać się do błędów. A słowo porażka to już w ogóle niewielu przez gardło przechodzi. Jednak każdy rodzic takowe posiada. Każdy inne, bo dla każdego coś innego będzie istotne.
Ja mam w sumie kilka takich swoich prywatnych porażek, które jednak snu z powiek mi nie spędzają.

1. Ssanie kciuka- zUo, no wiem że zgryz może popsuć, palca zniekształcić, bakterie przenosi, mowę zniekształca. Całe szczęście na razie nic takiego nie nastąpiło a ssie już od 2,5 roku…
Moja wygoda, brak stanowczości i uległość. Taka prawda.
Mieli 5 miesięcy jak odrzucili smoczki. Sami z siebie. Świetna wiadomość. Miki pozostał w tym stanie, nie wracał już ani nie próbował szukać zamiennika. Arek znalazł sobie palec. Najpierw traktowałam to jak coś przejściowego, niegroźnego. Później było zbawieniem w nocy, bo sam się uspokajał i usypiał (czasami). Gdy dobijał do 2 lat- okazało się, że bez palca nie może zasnąć. Chwilę próbowałam walczyć ale nie za długo bo niczego tak sobie nie cenię jak spokój. Łudziłam się więc, że samo mu przejdzie. Nie przechodzi.
Teraz w dzień nie używa palca ale jak jest zmęczony to paluch w dziób idzie od razu.
Jest już duży i rozumie, mówię mu więc że paluszek będzie bolał, że robaki będą mieszkały w brzuszku… A on mi na to “trudno mamo”. Także ten… poległam!

2. (NIE)samodzielność- co tu dużo mówić… stare konie mam w domu a wstyd się przyznać- ręce do tyłka przyrośnięte.
Nie mam nerwów na ich samodzielność w jedzeniu. Zupą ich karmię bo by mnie trafiło chyba, jakbym miała ścierać wielką kałużę wkoło miski.
Kanapki im dawałam do samodzielnego jedzenia, dopóki nie kończyło się to na rozdziabywaniu jej na drobne kawalątki, “bo to fajna zabawa jest”.
Drugie danie jedzą samodzielnie tylko jak chce im się machać widelcem. Najczęściej jednak są karmieni.
Tak jest szybciej i łatwiej. Dla mnie. Ich wychowuję na ciapy :(
Całe szczęście do sprzątania się garną, zbierają ze mną zabawki, za sobą sprzątają, pomagają w wycieraniu kurzu itp.
Teraz walczymy z ubieraniem- ja oczekuję, że będą sami zdejmowali buty, spodnie i skarpetki (wydaje mi się, że nie jest to wybitnie trudne zadanie) a oni różnie- jak mają dobry dzień to i podejmą wyzwanie, jak nie to jest wymuszony płacz iiii “nie dam rady mamo”, “nie chce mi się”.

3. Zapieluchowanie- obszernie o tej katastrofie było TUTAJwiele się niestety nie zmieniło. Jednak mam bardzo luźne podejście do tematu. Uznałam, że mamy czas tak do gimnazjum, chyba że wcześniej będą się wybierać na pierwsze randki, to powinni sami mieć większą motywację do zaprzestania używania pieluch. Ja czekam. Na cud!

No to dopisujcie swoje porażki- jeśli macie odwagę!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

56 komentarzy do “moje największe porażki wychowawcze

  • nikka

    Matki,luzik :) mój w pieluszce biegał do 3roku życia. Później uznał,że już jej nie chce. Nocnik to był koszmar-nigdy nie użyty zgodnie z przeznaczeniem. Po latach (młody za pół roku będzie pelnoletni) widzę więcej błędów wychowawczych. Jest jedynakiem,wychowuje go sama. Nie zrobi sobie kanapki,choćby miał umrzeć. Zrobi płatki z mlekiem. Nie zaniesie rzeczy do pralki, wściekła się,że nie ma np.bielizny (przecież zawsze zbieralas i pralas? ??). Często słyszę NIE-ale zawsze racjonalnie i logicznie wytłumaczone dlaczego nie (tego wymagam od zawsze ) Ironia i sarkazm to jego drugie imię.Dużo za dużo czasu spędza na grach. Mogłabym tak długo,ale przecież to całkiem fajny facet jest. Miły,uprzejmy. Czasami robi mi śniadanie lub kolację. I kawę taką jak lubię. Zakupy wnosi do mieszkania. Dużo czyta i interesuje się różnymi rzeczami. Ma swoje zdanie na wiele tematów. Nie pali,choć kilku jego kolegów już tak. Przychodzi (jeszcze) się wygadać.
    Reasumując -nie mam pojęcia,czy da się uniknąć błędów wychowawczych. Ważne jest to,żeby dziecko traktować jak małego człowieka. Pozwolić mu na popełnienie błędów. I pozwolić na ponoszenie konsekwencji (proszę,nie idź tam. To pokrzywy i Cię oparzą. A kiedy polazl to musiał z nich wyjść sam). Dawać tyle wolności i suwerenności ile jest odpowiednie do wieku i potrzeb ludzia… I szanować swoje dziecko. Rozpisalam się…ehh

  • Bartłomiej Panek

    Oj, zgryz na pewno się popsuje od kciuka (siostra, teraz jako dorosła babka wydaje fortunę na prostowanie zębów, choć wszyscy w domu wiedzieli, że tak się stanie, to niemal do podstawówki to tolerowali). Samodzielność – może teraz jest szybciej (dla Ciebie), ale jak trochę sami się pomęczą to będzie lepiej (i dla nich i dla Ciebie, polecam wpis u mnie o samodzielności). Pieluchy, radość przewspaniała, że już nie używają moje chłopaki. W dodatku, teraz korzystają z kibelka (nocniki zostały komisyjnie wyrzucone), tylko światło tata musi zapalać. Wiesz ile cennych sekund przez takie rzeczy można zyskać?

  • Agnieszka T.

    Moje porażki (bliźniaki w marcu 3 lata):
    1) Niesamodzielne jedzenie – po prostu im się nie chce leniwcom małym, nie żeby nie umieli ale dwa razy machną łyżką czy widelcem i już „mama pomóż”, „mama nie poradzę”.
    2) Gonienie za nimi z jedzeniem – nie chcą siedzieć przy stole i koniec (musiałabym ich przywiązać do krzesła) a jak położę jedzenie na talerzu na stole to prędzej pleśnią zajdzie niż zjedzą – o to chyba mam do siebie największe pretensje, że łażę za nimi i ich karmię.
    3) Siedzimy z nimi aż do uśnięcia zamiast ich zostawić żeby zasnęli sami a w nocy dość często się zdarza, że przychodzą do nas do łóżka i śpimy w czwórkę. Ale to we sumie całkiem przyjemne :-).
    4) Niedawno przestali sikać w majtki (po długich bojach i tysiącach prań) i rzadko im się zdarza wpadka ale jeden z bliźniaków notorycznie robi w majtki kupę. Wychodzimy z siebie jak go tego oduczyć i guzik.
    5) Noszenie na rękach – kawałek przejdą i już ich nóżki bolą ale do wózka za chiny ludowe nie chcą.
    6) Jeden – obowiązkowo butla z kaszką do spania i rano mimo, że smoczki przed drugim rokiem odstawione i obyło się bez ssania palców. Z butlą nie potrafi się rozstać. Za to drugi już po roczku odstawił butelkę i więcej jej nie chciał.
    7) Samodzielnie się nie ubierają – jedynie na nocnik opuszczają majtki, spodnie a po – zakładają. Ale jeszcze specjalnie od nich tego nie wymagam.
    8) Nie sprzątanie po sobie bałaganu – nie umie tego wyegzekwować – dobrze to nie wróży . Trzech chłopów – jak ja to wytrzymam.

  • Pani Kara

    1. Nauka
    Za długo i za bardzo, pilnowałam i pomagałam chłopaków w obowiązkach szkolnych. W późniejszych latach szkolnych wyszło, że jak mamusia nie sprawdziła co zadane, jaka lektura przerabiana, co do nauczenia to dziecko nieprzygotowane chodziło.
    2. Sprzatanie
    Drugiemu wszelki syf i bajzel nie przeszkadza. Produkcja penicyliny to jego specjalność – śpi na górnym łóżku, to kubek z herbatą stawia na szafie, śniadania z plecka nie wyciągnie – czeka aż samo wyjdzie.
    Maluchy posprzatają jak nie pozwolę nawet siku zrobić dokóki nie będzie czysto, albo jak będę łaziła i im pokazywała palcem. Przeważnie ich bunt albo moje proszenie trwa dłuzej niz samo sprzątanie, przez to zazwyczaj sama przelatuje przez ich pokuj.
    3. Smoczek
    Czwart tylko miał, ale za to chyba za wszystkich go wycyckał – prawie do 4 rż
    4. Bajki na dobranoc
    Gdy czytałam zamiast zasypiac przy każdym przewróceniu kartki musieli sprawdzić jaki jest obrazek – wysiadłam. Przed snem słuchają audiobooków
    5. Stanowczość i konsekwentność – tu pomaga mi mąż
    Częśto jak coś powiem to i tak później odpuszczam. Ale jak się wkurzę i stanowczo zadecyduję to nie ma zmiłuj. Natomiast mąż zawsze jest stanowczy, tylko później ma do mnie pretensje że nie jestem konsekwentna w stosunku do Jego decyzji. Kto by je zapamietał? Albo jaki sens ma zabieranie nastolatkowi tel? Przecież to tylko daje mu wolną rękę żeby zaginąć w akcji. Powinien mu dodatkowo GPS do tyłka zamontować a nie tel odbierać
    6. Kciuk
    Pierwszy ssał i do szisiaj, a ma już prawie 18l jak sie zapomni, zagapi, zamyśli to wpakuje paluch do dzioba. Ale pociesze Cię bo zęby ma prostę jak od protetyka i żadnej wady wymowy.
    7. Podcieranie tyłka – obecnie największa
    Sześcioletnie dziecko woła z wc, że robotę cięzką odwlił i mogę już posprztać :/ W dodatku tak sobie tyłek wychował, żeby tylko wieczorami zasiadać na tronie, co by go przypadkiem w przedszkolu nie nadarło. Kompletnie nie wiem jak sie za to zabrać, wszelkie próby kończą się pod prysznicem :/

    • Pani Kara

      Aaaaaa i jeszcze rano puszczam maluchom bajki, żeby jeszcze 5min; kwadrans; pół godzinki.
      Dziwne że w czasie tych drzemek chłopaki nic sobie nie zrobilą (jedynie mi – burdel), a jak nie śpię to co chwile któryś poszkodowany.

  • Matka Wygodna

    Pieluchy to na pewno, chociaż o ile ze starszakiem byłam pewna, że to odpowiedni moment, to teraz z Juniorem nie mam tego przekonania.
    Smoczek, na szczęście już tylko do snu, ale jednak.
    Moją największą porażką rodzicielstwa jest jednak, brak bycia konsekwentną w stosunku do starszaka.
    No nic więcej mi do głowy nie przychodzi.
    Wybacz :P ja z wygody ich samodzielności nauczyłam :P

  • Anna S.

    1. Włączanie tv. Moim zdaniem zbyt często. Podczas kiedy pogoda za oknem odstrasza, a w domu nie ma co robić, włączam bajki. Co z tego, że non stop się zaklinam, że dziś będzie dzień bez tv. Zawsze jest te 30 min – 1 godz dziennie…
    2. Kiedy Oliwia budzi się w nocy, zamiast uspokoić ją, by dalej spała u siebie, ja wolę ją wziąć do naszego łóżka, bo wtedy od razu zasypia i jest prościej, a wstawać więcej razy w nocy już nie trzeba.
    3. Również ciężko mi sobie wyobrazić samodzielnie jedzącą Oliwię. Stałe posiłki zjada sama (choc często wypluwa i jest masa sprzątania) ale posiłki takie jak kaszki, serki itp, gdzie łatwo coś rozchlapać, to karmię. Kilka razy próbowałam, by sama zjadła, ale mam wrażenie, że się nie najada, bo wiekszosc ląduje poza buzią, a do tego robi straszny bałagan…

  • Anonymous

    No więc i ja się wypowiem:) też mam chłopców, którzy mają 2 lata i 3 miesiące.Moje wady w wychowaniu to za dużo tv. Kochają bajkę Auta i uwierzcie mi, że mogą pierwszą część oglądać rano i później po drzemce… Do niedawna jak wstawaliśmy ubierałam ich myli ząbki i buźki schodziliśmy na dół i pierwszym kierunkiem była kuchnia w celu zjedzenia śniadania, a teraz? teraz jak stajemy już na ostatnim schodku (ja trzymam ich za ręce i schodzą sami) to zaczynają wołać “mama a ba bum bum” co w ich języku znaczy mamo włącz bajkę auta. Dziś rekord bo była już pierwsza część i leci druga. Ale wiadomo nie siedzą przez ten cały czas na tyłkach mają przerwy na to żeby po domu polatać i się pobawić ale długo potrafią się skupić na bajce, co czasami jest zbawienne. Druga rzecz to to, że jak są nieznośni to dostają w dupkę i krzyczę. Oczywiście bardzo tego żałuje ale jak czytam komentarze typu”dziecku trzeba tłumaczyć, trzeba rozmawiać a nie bić” to mi się to wydaje niemożliwe:( wiem zostanę zbesztana. Serio ile razy mam postanowienie, że więcej nie będę. Oczywiście to nie jest jakaś patologia i katowanie dzieci, tylko klaps lub dwa tak, żeby poczuł no i krzyczę jak już pisałam. Po trzecie nie czytam im:( marzę o tym żeby im poczytać do snu ale oni mi zabierają książeczki bo chcą sami oglądać a ja im jedynie opowiadam co jest na obrazkach a sama nie potrafię opowiadać ładnie bajek, próbowałam nawet interesowało ich ale wychodziło mi to beznadziejnie bo się jąkałam. Nasze usypianie i na drzemki i na noc wyglądają tak, że ja się kładę po środku a jak armia się zmęczy to jeden po drugim biorą swe mońki i pieluńki i kładą się jeden z jednej strony drugi z drugiej włączone w tv eska i tak zasypiają. A ja ich przekładam do łóżeczek. Mają jeszcze pokój razem z nami. Spacery jeszcze w wózku. Tyle, że mamy duże podwórko więc mają gdzie śmigać, jednak teraz choroba spowodowała kilkudniowe już siedzenie w chałupie na dupie:) Karmienie to jak większość z was zupą karmię ja drugie danie jedzą sami. Robią już na nocnik jedynie na noc i na drzemki zakładam pamperaki, bo nie chcę mieć niemiłych niespodzianek. Chyba to na tyle:)

    • madzia

      Kiedyś moje dzieci nie potrafily skupić się w ogóle, podczas mojego czytania na dobranoc.Zagadywaly,śmiały się, wyglupialy się. Myślałam, że to taka moja praca syzyfowa.Ale przetrzymalam to i teraz po prostu nie może być spania bez czytania.Warto juz teraz zakorzeniac im miłość do literatury,cha,cha!Wieczór bez książeczek jest dla nich karą.

  • Tak Jak Matka

    U mnie jeszcze za wcześnie na poważne porażki, dopiero zaczynamy zabawę w rodzicowanie :P Córcia ma dopiero 26 dni, ale 1 porażkę zaliczyłam – moja duma! Przecież mi niepotrzebny doradca laktacyjny, sama najlepiej wiem, jak karmić piersią. Co z tego, że boli i krew leci, trzeba zacisnąć zęby i dalej! No, tym sposobem doprowadziłam się czterokrotnie do zapalenia piersi i prawie zaniku laktacji w jednej piersi :(

  • Kasia7212

    jak na razie poległam na samodzielnym zasypianiu … od początku obiecywałam nie bujać nie lulać nie nosić, ale niestety i lulam i bujam i nosze … chociaż nie powiem zdarza się, ze Tomek sam zaśnie albo tylko siedzi i się tuli zasypiając w mych ramionach …

  • Matka Polki

    Ja poległam na froncie jedzeniowym. Drugie je sama, zupą czy kaszką karmię. Ale najgorsze jest to, że wybrzydza i warzyw raczej nie ruszy.
    Druga porażka to tv i bajki, bo ogląda dużo. Chociaż może i nie porażka, bo nauczyła się z tych bajek całkiem sporo.
    Zasypianie i spanie z nami. Raz na 10 zaśnie w swoim łóżeczku, a i tak przyjdzie koło drugiej w nocy lub nad ranem do naszego łóżka.
    Pieluchy zniknęły w połowie września, ufff. Nawet na noc już nie zakładamy. Chociaż jeden sukces. Smoczka pozbyliśmy się jak skończyła 8 miesięcy i ani paluch, ani inny zamiennik nie pojawił się.

    • Marta Skrzypiec

      A ja sobie myślę że mnie w tym przedszkolu to śmiechem zabiją. Nawet się nie przyznam, że ja też nauczycielka przedszkola jestem bo wstyd że dzieci takie dwie lewe ręce mają… tez liczę na to, ze ich tam podszkolą bo u nas na drodze do samodzielności twardo stoi babcia :) dużo mi pomaga ale przy niej chlopaki nie chcą sami nic robić :(

  • Anonymous

    U nas też zapieluchowanie trwalo dlugo, bo 2 lata i 10 czy 11 miesięcy, ale mój pedantyzm nie pozwalal wcześniej na zdjęcie pieluchy, bo dywany i kanapy zagrożone zasilaniem. Brak samodzielności… również się z nim zmagamy, ale, że ciągle gdzieś się spieszymy to caly czas pomagam w ubieraniu. Karmię, żeby zjadła póki cieple…

    • A.G.

      Ja też jestem pedantką i niestety w domu moje 3,5 roczne dziecko jest ubierane, rozbierane, karmione i praktycznie nic samo nie robi. On wie, że mama zawsze ulegnie i to wykorzystuje :) Zresztą ja tak jak Ty nie miałabym cierpliwości do ciągłego sprzątania po samodzielnych posiłkach. Jak czasem dostanie do ręki chleb, to o niczym innym nie myślę tylko o tych okruchach co leżą wszędzie :P Co innego w przedszkolu. Sam je, sam się rozbiera, ubiera, nawet sam się podciera :) W domu mu nie pozwalam, bo ma tak brudne majteczki po powrocie z przedszkola, że ręce opadają. A odpieluchować się pozwolił dopiero, jak skończył 3 lata i miał iść do przedszkola :) Po prostu przyszedł jego czas i trwało to dwa dni! A ja na niego nie naciskałam bo było mi wygodniej zmienić mu pieluchę niż sprzątać walające się kupy i kałuże :))) Do tego dochodzi oczywiście całe morze oglądanych bajek w telewizji i na kompie. Także biję się w pierś i cieszę się, że poruszyłaś ten temat :)

  • Matka Prezesa

    Z takich porażek to smoczek – który miał de facto prawie 3,5 roku.
    W sumie właśnie mija mniej więcej 2 lata jak się go pozbyliśmy.

    Kolejna sprawa u nas jest taki rytuał, że Jaś wstaje, idzie oglądać bajki a idę spać dalej, dopiero po jakiejś godzinie wstajemy i jemy śniadanie.
    Ale mi się oberwie pewnie. :D

  • Patrycja

    żadna z opisywanych wyżej porażek mnie nie dopadła, ale z zasypianiem był kłopot: otóż padalca nr 1 usypiałam do 2 roku na rękach, a teraz obydwóch padalców usypiam u siebie w sypialni na łóżku. Jeden ląduje w łóżeczku, a drugi (starszy) zostaje i śpi z Nami – oto moja porażka. Pocieszam się faktem, że jak znajdzie dziewczynę, to nie będzie już chciał z Nami sypiać ;)

  • Matka Debiutująca

    Niesamodzielne wieczorne zasypianie dziecia – najczęściej na kolanach. Choć szczerze ja się przyzwyczaiłam, raczej osoby dokoła się nadziwić nie mogą, że taka duża (około w w wieku twoich bliźniaków) i jeszcze sama nie śpi. No nie śpi.
    Pewnie pomyślicie, żem nawiedzona, ale najbardziej mnie wnerwia jak dłubie w nosie, a nie potrafię jej przetłumaczyć, ze to obrzydliwe, niehigieniczne, be! Moja osobista porażka jak nic.
    A czy czytanie książek na nocniku to też traktować jako porażkę? ;)

    • Matka Antyterrorystka

      Podobno nie powinno się czytać książek na nocniku. Ja tak na początku robiłam, ale mnie oświecono, że to zła droga. Młoda potrafiła siedzieć na nocniku w celu czytania książek a nie załatwiania potrzeb. Później się na nocnik pogniewała i chce na kibelek. Idzie ale nie za często coś zrobi.

    • Matka Debiutująca

      Dlatego sama nie wiem. Lulka akurat już ochoczo z nocnika korzysta, coraz częściej woła, robi co trzeba czasem prawie jak w zegarku o stałych porach, nie zawsze te książki (przede wszystkim z naklejkami) są, ale fakt, że czasami nawet jak już zrobi to by jeszcze siedziała i siedziała….

    • Marta Skrzypiec

      Jak armia była malutka to moim jedynym azylem było wc, sudoku sobie tam brałam, żeby się wyciszyć :D Więc wiesz… nie widzę w tym niczego złego! Ważne, że chce siedzieć. Może ja też spróbuję z książeczkami… bo ja ich na nocnikach przed TV sadzałam (to dopiero hardcore nie?)

    • Matka Debiutująca

      Powiem Ci, że książeczki dobrą zachęta były, by usiadła szanownymi czterema literami na te parę minut, więc wiesz, próbuj z armią.
      Ty mówisz o TV a ja się przyznam do jeszcze jednego – kiedyś, raz dosłownie zaspałyśmy koszmarnie do żłoba, tatusiek do roboty poleciał. I trzeba było się szybko zbierać, dziecię jednocześnie wyrażało chęć na jedzenie i nocnikowanie, a że czasu nie było to dzieć konsumował kanapkę robiąc to i owo na nocniku. Wiem, patologia pełną gębą ;)

  • madzia

    Ulegam im rano,kiedy trzeba szybko wyjść z domu,bo praca,szkoła, no i ich przedszkole…W dni,w ktore rano jesteśmy razem z mężem w domu,wszystko muszę zrobić ja,bo wrzeszcza,kopią, płaczą, kiedy próbuje jedno z nich ubierać, itd.moj mąż. Kiedy mnie rano nie ma,bo mam kilka razy w tygodniu wcześniej zajęcia, mąż bez problemu sobie z nimi radzi. No po prostu terroryzuja mnie.Jest to straszne,wciąż tylko mama,mama,mama.A przecież jest też tata chętny. To moja wielka porażka i wiem,jak z tego wybrnąć, tylko brakuje mi cierpliwości, czasu i zatyczek lepszych niz te kupowane w aptece.

  • Goha Czaroha

    U nas tfu u mnie porażki:
    1. Wożenie chłopaków wszędzie samochodem – nie umieją chodzić za rękę. Jak wychodzą gdzieś na własnych nogach to jakbym dzikie stado z klatki wypuściła …
    2. Wchodzenie i schodzenie po schodach … brak takowej umiejętności tzn mama znosi mama wnosi, obu jednocześnie na III piętro po 13 kg na każda rękę+torba+siata/siatki z zakupami), rano i wieczorem 5-6 dni w tygodniu …
    3. Pieluchy u nas też wiszą – chłopaki są w wieku Twoich i raz im się chce na nocnik, raz nie … Mi tez raz się chce ich pilnować, raz nie …
    4. Od niedawna wpuściłam ich do kuchni i uczymy się razem gotować tzn oni robią wszystko żeby jedzenia nie było a ja robię wszystko żeby mieć narzędzia do pracy i dzieci w jednym kawałku …
    Więcej nie pamiętam, chociaż jak zacznę się zastanawiać to i pewnie spora lista się uzbierała …

  • Matka Antyterrorystka

    Pielucha tak jak u Was. W wakacje zaczęłam walkę trwało to tydzień. Nie na moje nerwy taka zabawa. Może potrwałoby dłużej ale…musiałam Młodej krople do oczu zapuszczać i obowiązkowe siedzenie w domu przez tydzień. Stwierdziliśmy, że nie ma to sensu bo i ona będzie wściekła i ja i jeszcze do tego walka z pieluchą- bez sensu. Młoda ma teraz 2 lata i 7 miesięcy dalej ładuje w pieluchę, czasem posiedzi na kibelku, czasem coś tam wyląduje ale rzadko. Pocieszam się, że kiedyś przyjdzie i powie, że nie chce już pieluchy :D
    Ubieranie się. Niby potrafi się ubrać, rozebrać, założyć buty…ale nie wtedy kiedy ją o to proszę. I co robi matka żeby nerwów i czasu zaoszczędzić? Ubiera dziecko :)

    • Matka Antyterrorystka

      To tak niekoniecznie do końca…bluzkę założy, spodnie różnie. Ale buty po kryjomu jak chce matce nabrudzić to idealnie zakłada na dobrą nogę i leci. Ostatnio świrowała jak wracaliśmy ze spaceru i mówię, że ma się sama rozebrać bo ja już siły nie mam. Poszła rozwiązała czapkę, kurtkę zdjęła, spodnie, bluzę. Można? Można ale najczęściej udaje, że ma dwie lewe ręce…

  • Goha Micyk

    U mnie najgorzej jest chyba z tv… Zaklinam się, że wyłączę/odłącze/sprzedam w pigułe… a potem to jedyny ratunek, jak się mordują… “bajka” i spokój (nie mój, ich… ).
    Teraz jeszcze jak Zuza potrafii wpisać na YT czy w googlach co chce, to już w ogóle :-D

  • Bliźniaki w Wielkim Mieście

    Bajki i jedzenie..wiem wiem biję się w pierś…bo wiem doskonale,że “jak oglądają to nawet nie wiedzą ,że jedzą” …ale chociaż się skupiają na czymś…
    I mają niecałe dwa lata,a jeszcze są butelkowi….jedzą butle w nocy i do spania…ale jak im odmówić…..