Oni się kiedyś pozabijają! 2


goats-173940_640

Konflikty są normalne. Wszyscy się kłócą- mąż z żoną, matka z córką, pies z kotem, politycy, dziennikarze. Dlaczego więc nie miałoby się kłócić rodzeństwo? Kłócą się, owszem. Bo każde chce postawić na swoim.

Chyba nie znam rodzeństwa, które by się ze sobą nie kłóciło. Czasami to nawet zdrowo tupnąć nóżką. Co jednak wtedy, gdy awantury i bijatyki to zdecydowanie przeważające czynności w ciągu dnia?! I jak w takich sytuacjach reagować?!

BLIŹNIAKI=RYWALIZACJA

O tym, że Chłopcy będą się ze sobą kłócić byłam regularnie informowana jeszcze będąc w ciąży. Każdy znał jakąś parę bliźniąt i nie omieszkał mi przytaczać historii z ich życia. I tak dowiadywałam się, że synowie pani Krysi byli bardzo za sobą ale jak jeden miał coś więcej, to drugi go bił. Wnuki pana Stasia darli koty nawet o to, komu pierwszemu mama podała szczoteczkę do zębów. Córki Basi musiały mieć wszystko identyczne. A szwagra brata chrześniacy wyrywali sobie kotlety z talerzy.

Średnio mi się chciało wierzyć, że u nas będzie tak samo. Przecież ja od pierwszych dni stawiałam na ich niezależność i indywidualność. Mieli osobne łóżeczka, każdy swoją pościel (inną!), nigdy nie ubierałam ich identycznie, nawet starałam się kupować im inne zabawki (np. w innym kolorze), żeby nie doprowadzać do sytuacji, w której będą chcieli mieć to samo i być tacy sami jak brat! I żeby każdy z nich czuł się ważny, tak indywidualnie.
Połowicznie mi się udało. Są bardzo przywiązani do posiadania czegoś ‘swojego’- swojego miejsca w aucie, swojego miejsca na kanapie, swojej szczotki, poduszki itp. Wisi im co mają na sobie, nigdy nie chcieli ubierać się tak samo. Wręcz wybierają inne. Jak kupowaliśmy buty i wzięłam dwie pary takich samych, tylko w innym rozmiarze to pojawił się bunt. “Te są dla Arusia, ja chcę inne”.
Także na tej płaszczyźnie plus- awantur nie ma!

Ale zabawki… Od pewnego czasu kupuję podwójnie, dwie takie same. Tzn. mogą mieć inny kolor ale muszą być do siebie podobne! Nie może być np. tak, że jeden dostaje kabriolet a drugi combi. Na bank się uprą, że obaj chcą combi (albo kabriolet).

Przyczyn kłótni jest nieskończenie wiele.
Jeden mówi ‘tak’, drugi ‘nie’. Jeden chce oglądać ‘Auta’, drugi ‘Scooby Doo’. Jeden mówi, że bawimy się w pociąg, drugi, że czytamy książkę. Wspólna zabawa? Do pierwszego uderzenia. Bo brat jedzie autkiem bardziej z lewej niż drugi by tego oczekiwał. Jeden chce wejść do pokoju, to drugi mu zamyka drzwi. Co chwilę tylko patrzą jak się poprzepychać, szturchnąć, coś drugiemu zabrać.
Nawet jak się bawią osobno, to kontrolują co robi brat i czy aby na pewno nie bawi się lepiej.
Wołam do kuchni po syrop- kłócą się już w trakcie drogi do mnie, komu mam dać najpierw. Każdy zawsze chce się mocniej przytulić, pierwszy dostać buziaka, pierwszy wsiąść do auta, zająć więcej miejsca w ramionach rodzica, zepchnąć brata z kanapy, zagrodzić mu drogę do mamy itp.

REAGOWAĆ? TYLKO JAK?

Szczerze mówiąc codziennie się zastanawiam jak powinnam reagować.
Jestem zwolennikiem jak najmniejszego ingerowania. Powinni uczyć się dogadywać. Dlatego, gdy są to potyczki słowne, udaję że nie słyszę. Czekam i przyglądam się temu. Czasami to są bardzo inspirujące obserwacje. Wiem z nich np. że nie ważny jest powód, najważniejsze żeby wyprowadzić brata z równowagi. Tylko cholera po co?
Taki przykład. Jeden sobie podśpiewuje, drugi do niego nawołuje “cicho bądź”, to ten pierwszy śpiewa głośniej. Ten drugi oczywiście się wścieka i nadal krzyczy “cicho bądź”. Pierwszy uśmiecha się szeroko i śpiewa dalej. Drugi wpada w szał i dochodzi do rękoczynów a wtedy ja…WKRACZAM!

Codziennie próbuję przekonać samą siebie, że może powinnam poczekać i dać im się lekko poobijać. Może wtedy dojdą do wniosku, że to się nie opłaca. Ból, łzy.. no bez sensu. Niestety, czasami nie ma mnie w pobliżu i przybiegają z czerwonymi twarzami, podprapani albo pogryzieni. Nijak nie daje im to do myślenia o bezzasadności takiego zachowania.

Reaguję więc. Najpierw słownie. Rzadko skutecznie niestety. Moje cichsze lub głośniejsze uwagi typu “przestańcie, stop, Arek nie kop Mikołaja, Miki złaź z Arka” są olewane i totalnie ignorowane. Muszę więc rozdzielać ręcznie. Jak będą więksi to chyba zacznę wodą polewać, bo strach między nich będzie wchodzić :)

I CO DALEJ?

*pogadanka- wysłuchają, przytakną, przeproszą się dla świętego spokoju albo i nie.
* znaleźć źródło wojny- jeśli o zabawkę, to najczęściej ją zabieram. Nie wiem dlaczego jeszcze nie zrozumieli, że te kłótnie się im zwyczajnie nie opłacają, bo nie dość, że poobijani wychodzą z awantury, to i tak zabawkę zabieram. Bez sensu. Jeśli o coś innego, czego zabrać się nie da, to nie szukam.
* kara- gdy przesadzą, to mają karę. 3,5 minuty na przedpokoju. Każdy osobno siedzi- po dwóch stronach przedpokoju. Taka chwila na wyciszenie. Najczęściej skuteczna. W tym czasie zapominają o co im chodziło, skupiają się na wspólnym użalaniu się nad krzywdą wyrządzoną przez złą matkę.

Niestety nadal nie wymyśliłam jak ich zniechęcić do podejmowania takich działań. Jak przekonać, że mają współpracować a nie rywalizować. Że brat to najbliższa osoba a nie wróg?! Być może przyjdzie im to z wiekiem. Albo i nie. Bo rozmawiając z mamą dzisiaj 30-letnich bliźniąt dowiedziałam się, że jej synowie do dzisiaj potrafią się sprzeczać o byle co, rywalizują ze sobą (z tym że tak dość sympatycznie, bez wrogiego nastawienia) a jeden obok drugiego nie przejdzie bez kuksańca i zaznaczenia swojej siły!
Długie lata cierpliwości przede mną!

Macie jakieś rady na konflikty między rodzeństwem? Dawać!

grafika: www.pixabay.com


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Oni się kiedyś pozabijają!

  • Agnieszka T.

    Ja niestety nie pomogę bo mam to samo i często rozkładam ręce. Wujki i ciocie “dobra rada” twierdzą, że mamy super bo dwójka dzieci się świetnie bawi ze sobą a my prawie leżymy do góry brzuchem. Może jakby ich do klatek wsadzić :-). Nie ma w tym żadnej logiki i instynktu samozachowawczego i ja nieraz wysiadam nerwowo a najchętniej bym ich zostawiła i poszła w siną dal. Jeszcze najlepiej ze wszystkich “wyrafinowanych” :-) metod wychowawczych działa zabranie tego o co się kłócą a jak o bajkę to wyłączenie telewizora. I też się liczę z tym, że tak już będzie niestety zawsze. A szczerze mówiąc nie sądziłam, że to będzie przybierało takie rozmiary. I że będzie trzeba ciągle interweniować. I tak to jest z tym kochającym rodzeństwem.