Wakacyjne grzechy rodziców 1


Wakacje to taki czas, w którym puszcza wiele hamulców, można sobie na więcej pozwolić i zwyczajnie nie chce nam się wielu rzeczy dopilnowywać. W upalne dni w ogóle niewiele nam się chce, a gdy do tego mamy urlop i nie musimy praktycznie nic, tym bardziej staramy się zmniejszyć również swoje domowe obowiązki. I słusznie!
Niestety od dzieci urlopu nie ma i choćby nie wiem jak się starać, to pewne rzeczy trzeba ogarnąć. Jak sobie przypomnę te zamierzchłe czasy bez dzieci to mój urlop w domu wyglądał mniej więcej tak- obudziłam się jak mi się chciało już otworzyć oko, przewróciłam się na drugi bok i zasnęłam ponownie, wstałam, znowu się położyłam tym razem na leżak, poczytałam książkę, zjadłam, znowu odpoczywałam i tak do wieczora. Na wyjeździe było podobnie z tym, że dominował czas spędzany w wodzie, przy wodzie lub na leżaku. Z dziećmi… no z dziećmi tak nie jest.

Urlop w domu to pobudka rano, to “mamo poproszę śniadanie” i przede wszystkim to dzień, który trzeba zorganizować. Przecież bez sensu siedzieć cały dzień w domu, gdy za oknem jest tak pięknie. To konieczność wymyślenia i przyrządzenia posiłku, to cały szereg obowiązków i odpowiedzialności. Na wyjeździe tym bardziej. Obowiązek to główne słowo, które mi przychodzi na myśl o wyjazdach z dziećmi. Obowiązek ciągłego czuwania, zapewnienia bezpieczeństwa i wygody. Obowiązek dbania o to, by cały wyjazd był frajdą, ciekawym przeżyciem i bezpiecznym doświadczeniem!

I tutaj właśnie pojawia się miejsce na grzechy rodziców, które wakacje prowokują ale które również usprawiedliwiają.

1. Mini olewatorstwo- której z nas w wakacje chce się wstawać o świcie, przygotowywać wspaniałe, zdrowe i pożywne śniadanko, lecieć po świeże bułeczki i być idealną. Żadnej! Podobnie rzecz ma się z innymi codziennymi czynnościami. Jesteśmy na urlopie więc nie ma życia na godziny, nie ma wydziwiania, starania się i bycia najjjjj! Masz więc okazje oddelegować dziecko po banana albo suchą bułkę, prosząc by dał ci jeszcze pospać a prawdziwe śniadanie zrobisz później. Możesz bez wyrzutów sumienia włączyć bajkę i nie odliczać czasu jej trwania. Zerkniesz na to jak się obudzisz. Możesz też do 12 pomykać po domu w piżamie. Kto ci zabroni?

2. Posiłek? Jaki posiłek?- nie wiem jak u was ale u nas w wakacje zdecydowanie mniejszą wagę przywiązujemy do gotowania. Owszem, jemy obiady ale nie martwi nas gdy zjemy gotowe pierogi. W ogóle jak jest gorąco to mi się nie chce gotować a mojej rodzinie jeść. Wtedy np. rozpalamy grilla i na szybko robimy jakąś rybę albo kiełbaski. To czas jedzenia ziemniaków z kefirem i mizerią. To moment, w którym ugotowanie gara fasolki szparagowej uważam za zrobienie obiadu. Często wpadamy do babci na ogród, pozrywamy co nam pasuje, objemy się owocami z krzaka i już. Później dopchamy arbuzem, pomidorem- koniecznie malinówką z babcinej szklarni, na koniec zjemy lody i pękamy w szwach. Strasznie jesteśmy wyrodni w wakacje.

3. Nie liczmy kalorii- głównie dzieciom, bo ja swoje liczę zawsze a mężu swoich nigdy. Ale dzieci… im odpuszczamy! Na typowe czekolady nadal mają wyznaczone limity ale lody, gofry, znowu lody. Och.. kto by ich sobie mógł odmówić??? W upalne dni nawet przestaje obowiązywać zasada “po obiedzie”. Moja mama byłaby w szoku. Ale co tam, wakacje są raz w roku i trwają bardzo krótko!

4. Nie żyjemy z zegarkiem w ręku- co oznacza, że obiad nie zawsze musi być o 15. Bywa, że zjadamy go o 13 albo o 17. A kąpiel wieczorna i pójście spać pojawia się w zależności od okoliczności. W domu raczej wcześniej, bo wszyscy jesteśmy zmęczeni całym dniem i każdy chce mieć spokój. Ale na wyjeździe albo jak mamy gości… dzieci, które zwykle padają max ok 21, nagle szaleją do 23. Później oczywiście odsypiają i dają też nam odespać. Same plusy.
Normalnie pilnujemy tych godzin, żeby nie zaburzać rytmu dnia. Ale w wakacje totalnie odpuszczam.

5. Zapraszamy gości, jeździmy w gości i niczym się nie martwimy- wpada koleżanka z córką, przyjaciółka z synem. Spoko. Nie panikuje, że nie mam idealnie czystej podłogi, bo dzieci z tarasu wchodziły z mokrymi nogami i wszędzie są ślady. Zawsze mam w lodówce zapas parówek, w zamrażarce frytki i coś na naleśniki. To wystarczy, by przetrwać dzień, wszystkich nakarmić i nikomu nie narobić roboty. Zawsze mam też butelkę wina albo cydr. Bo mimo, że jestem przeciwnikiem picia alkoholu przy dzieciach to w wakacje sobie na to sporadycznie pozwalamy. Tylko że na zmianę. Jak tata pije piwo do grilla, to mama tego nie robi! Jak mama sięga po lampkę wina to tata spożywa wodę! Chyba, że mamy ciocię albo babcię na straży. Pamiętajcie o tym, żeby zawsze ktoś był trzeźwy! To bardzo ważne, bo wypadek może zdarzyć się w najmniej oczekiwanym momencie. Wystarczy, że nagle musielibyście podjechać z dzieckiem na pogotowie, nieszczęśliwie upadnie, coś połknie. Cokolwiek… Dlatego zawsze najpierw upewnij się, że możesz sobie pozwolić na spożycie alkoholu. Że znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie przejąć opiekę nad dzieckiem albo pojechać z nim autem do szpitala.

To tyle naszych grzechów. A jakie wy popełniacie? Dopisujcie. Bardzo możliwe, że ja o wielu jeszcze zapomniałam…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Wakacyjne grzechy rodziców

  • Zwykła Matka

    Przyznaję, że do posiłków nie przykładam dużej wagi na wakacjach! Oczywiście nie pozwalam córce cały dzien jeść słodyczy, bo owoce też są, ale nie martwię się jak nie ma ochoty na obiad ;)