Wielodzietność jest spoko. O ile nie dotyczy mnie


Od kilku dni chodzi mi po głowie, żeby wam napisać o nietakcie jaki popełniłam wobec mojego kolegi. Wśród blogerów mamy takiego niezwykle sympatycznego, bardzo serdecznego i zawsze uśmiechniętego Supertatę- Marcina Perfuńskiego, który jest ojcem pięciu córek. PIĘCIU! I tak sobie gadamy, żartujemy. Wtedy ja wypalam “ale to już koniec, czy będzie jeszcze szósta?”. I wiecie co? Wstyd! Ja, matka, która gromi, żeby nie pytać o kolejne dzieci, nie wnikać w to ile kto ma, chce mieć albo mieć powinien. Właśnie ja rzucam takim tekstem. Wiem, że mój kolega Marcin wie, że to nie było złośliwe. I wiem, że on sam często żartuje w tym temacie. Jednak mimo wszystko chciałam wam napisać co myślę na temat wielodzietności i dlaczego za każdym razem na wieść, że ktoś ma więcej niż trójkę dzieci błądzę między podziwem a zaskoczeniem.

Wielodzietność- tak czy nie?

Najpierw ustalmy jedno- nie będziemy mówić o wielodzietności wśród patologi, która ma dzieci, bo ma i nie do końca sama wie ile i z kim. Mówimy o rodzinach, które z własnej woli mają dużo dzieci. Dużo czyli cztery i więcej. Nie wnikam czy to wynika z przekonań, chęci czy przypadkowych zdarzeń. Ważne, że są to ludzie, którzy cieszą się ze swojej sytuacji, akceptują ją a dzieci są ich szczęściem.

Przyznaję, że nie wyobrażam sobie mieć tak dużej rodziny. Nie jestem stworzona do chodzenia w ciąży. Dla mnie to był bardzo nienaturalny stan a po moich przejściach z porodami, komplikacjami i wcześniakami, mówię nie! Nie dam rady więcej tego przechodzić i świadomie tego nie zrobię. Tak samo jak jestem przeszczęśliwa, że etap niemowlęcia w domu jest już za nami i nie chciałabym przechodzić tego ponownie. Dlatego też z ogromnym niedowierzaniem reaguje na wieść o kolejnych ciążach swoich znajomych, które mają już na przykład odchowaną dwójkę albo trójkę dzieci. Przyznaje, nie zawsze udaje mi się ukryć zaskoczenia. Wybaczcie.

W przypadku Marcina sprawa miała się trochę inaczej, bo jak go poznałam był szczęśliwym tatą czwórki dzieciaków,  które widać, że kocha ogromnie i szczęście z posiadania tych dziewczynek, aż z niego bije. Pamiętam jak przy okazji którejś tam konferencji mówił, że chciałby jeszcze jedno dziecko. Nie potraktowałam tego poważnie, bo to była jakaś luźna rozmowa i jej specyfika była mniej więcej taka, że więcej w niej było ironii niż faktów. A później się okazało, że jednak jest na świecie piąta córeczka. I kolega Marcin oszalał, internet oszalał, gratulacjom nie było końca. Jedni niedowierzali (ja), inni byli zaskoczeni (ja), jeszcze inni myśleli, że sobie z nich żartują (też ja). Na pewno byli też tacy, którzy podziwiali (również ja), ale jednocześnie w głowie im się to nie mieściło (tak, to też ja). Także widzicie- dla mnie chęć posiadania piątki dzieci jest tak abstrakcyjna, że w obliczu spotkania z kolegą Marcinem, po prostu szare komórki przestały mi działać i ups… gafa! Zamiast zapytać jak się mają dziewczynki, jak sobie radzą rodzice, jak im się żyje. To ja się zapytałam czy planują kolejne. Serio, jest mi wstyd. I chciałabym, żebyście wiedzieli, że to się wydarzyło naprawdę, chociaż nie powinno. Bo wiecie co? Posiadanie, wychowywanie i dbanie o piątkę dzieci powinno być dumą. A takie głupie teksty jak moje sprawiają, że ci rodzice mogą czuć się zawstydzeni. Odkąd rząd polski próbuje wpływać na dzietność, temat posiadania większej ilości dzieci bywa wręcz drażliwy, przelicza się go na pieniądze, wyśmiewa. Mam znajomą, która była niedawno w czwartej ciąży i przyznała, że ludzie patrzą na nią jak na patologię. Mimo że oni chcieli tego dziecka, mają warunki, mieli świadomość tego na co się decydują i nikomu nie muszą się z tego tłumaczyć to, ona czasami miała wrażenie jakby to było coś złego. Reakcje otoczenia ją zawstydzały i onieśmielały. Sprawiły, że wstydziła się przyznać, że jest w kolejnej ciąży. A przecież ona nie ma powodów do wstydu.

Świadoma wielodzietność? Bardzo szanuję!

Ja się nie chciałam naśmiewać z przekonań i wyborów mojego kolegi. Ani z jego wspaniałej rodziny. Ja wam powiem więcej, uważam, że jego żona to prawdziwa bohaterka (weź urodź piątkę dzieci! Szacunek, ogromny szacunek!). Ja po prostu rzuciłam nieprzemyślanym tekstem. Moje doświadczenia są jakie są. Ciąża, poród i pierwsze miesiące życia dzieci to same kłopoty i traumy. Nie dane mi było doświadczyć prawdziwego, pięknego i beztroskiego macierzyństwa. I patrząc przez pryzmat moich doświadczeń, posiadanie większej ilości dzieci, jest szaleństwem. Nasza codzienność z bliźniakami jest tak szalona, że nie wyobrażam sobie kolejnego dziecka i jeszcze większego chaosu w domu. Szczerze mówiąc jestem zbyt wygodna, by chcieć się poświęcić i przechodzić to wszystko ponownie. Żeby jeszcze raz odtwarzać to, co mam już za sobą i co było dla mnie mega trudne- nieprzespane noce, nieznośny zapach mleka czy ząbkowanie. Dlatego podziwiam mojego kolegę i jego żonę, że mają do tego serce, siły i chęci. I chociaż nie rozumiem do końca tych wyborów, to szanuję i absolutnie nie moją sprawą jest, by je oceniać albo wyrażać jakiekolwiek opinie. To tak naprawdę jest wyłącznie ich sprawa i ich decyzje. Dlatego też piszę do was, żebyście wiedzieli, że gafy się zdarzają (zwłaszcza na afterparty konferencji) ale trzeba umieć z nich wyciągać wnioski i uczciwie przeprosić.

Gdy tak trochę próbowałam się tłumaczyć i mówić Marcinowi, że “wiesz, ja się tak dziwię, bo mam dwójkę i ledwo ogarniam, a co dopiero piątkę”. Marcin ze spokojem i pełną powagą odpowiedział mi “a kto ci powiedział, że my ogarniamy?”. I wtedy mnie olśniło! Nie trzeba idealnie ogarniać dzieciaków, trzeba się jedynie cieszyć, że one są.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *