Żal mi własnych dzieci 11


asthma-156094_960_720

– Miki nie biegaj.
– Nie możemy jechać do kina, bo jesteście chorzy.
– Na basen? Taaak, pojedziemy. Za jakiś czas jak wyzdrowiejecie.
– Przykro mi, nie możecie wejść na kulki. Zmęczycie się, spocicie i będziesz kaszlał.
– Nie możemy jechać do babci…
– Pójdziemy na sanki następnym razem.

Wiecie jak mnie boli serce za każdym razem, gdy muszę to mówić?! A muszę!
Od 4 lat w okresie zimowym moje dzieci omija większość przyjemności dzieciństwa. Latem jest nieco lepiej. Wtedy mogę im odpuścić i pozwolić na więcej “ryzykownych” sytuacji. Ale nie zimą.
Cholerna alergia na kurz w pakiecie z astmą wczesnodziecięcą. W zeszłym roku astma nie dawała tak o sobie znać, za to w tym roku rozgościła się na dobre. W między czasie jakaś wirusówka z przedszkola i dochodzimy do momentu, w którym 3 tygodnie w miesiącu siedzimy w domu!

Mieliśmy jechać do kina? Nie wyszło!
Mieliśmy spędzić Boże Narodzenie w naszym “starym” domu, na wsi. Nie udało się!
Mieliśmy tej zimy rozpocząć akcję regularnych wizyt na basenie. Nie było jak!

Nie chodzi o to, że dmucham i chucham, albo że jestem jakąś szurniętą babą i trzymam dzieci pod kloszem. Nie, nie, nie! Ja bym chętnie mniej się zajmowała ich zdrowiem. Ale się nie da.
Nie zrozumie tego nikt, kto nie ma chorujących dzieci, alergików, astmatyków, wcześniaków.
Duszność, napadowy kaszel, nagłe zapalenia krtani kończące się na SOR-ze podaniem adrenaliny, pobyty w szpitalu z zapaleniem płuc. To nasza rzeczywistość w okresie listopad- marzec. Co roku!

Mieli roczek jak zaryzykowałam i zabrałam ich na sanki świeżo po przeziębieniu. Za namową lekarki i rodziny oraz znajomych, którzy uznali, że przesadzam z ostrożnością. Niby tylko 20 minut, niby nic takiego. Skończyło się na zapaleniu płuc i zastrzykach. Wtedy to był pierwszy poważny sygnał, że płuca i oskrzela są za słabe. Dysplazja oskrzelowo-płucna i kilka tygodnia pod respiratorem swoje zrobiło.
W drugim roku życia, gdy inne dzieci bawiły się regularnie na placach zabaw, w kulkach- my omijaliśmy takie sale szerokim łukiem. Spróbowaliśmy raz. Mikołaj mało się nie udusił od kaszlu. Wysiłek, w miejscu pełnym kurzu- masakra. Mimo ostrożności i tak spędziliśmy styczeń w szpitalu z zapaleniem płuc.
W trzecim roku życia od listopada do lutego choroby były non stop. Po wprowadzeniu leków na stałe, trochę się poprawiło. Ale w styczniu i tak byliśmy w szpitalu z zapaleniem płuc.
W czwartym roku życia doszło przedszkole. Grudzień z zapaleniem płuc. Styczeń w szpitalu z zapaleniem krtani.

Nie mogą się wyszaleć na śniegu, bo pilnuję, żeby się nie “nałykali” za dużo zimnego powietrza, nie krzyczeli na podwórku i nie biegali za dużo.
Nie mogą korzystać z sal zabaw, bo nigdy to się dobrze nie kończy.
Nawet w domu w okresie zimowym, nie mogą biegać, bo dopada ich kaszel, czasami tak silny, że prowadzi do wymiotów.

Mam takie chwile, że chce mi się z bezsilności płakać. Ale że nie mam w zwyczaju tego robić, to tylko się wściekam, że kolejną zimę “przesiedziliśmy” prawie całą w domu, wychodząc na spacery tylko przy naprawdę sprzyjającej pogodzie! Omija ich mnóstwo ciekawych rzeczy w przedszkolu. Omija ich mnóstwo fajnych rzeczy, które robią dzieci w ich wieku!
Wiem, że trzeba hartować, wychodzić nawet podczas deszczu i silnego wiatru. Chętnie. Ale nie wezmę na siebie tej odpowiedzialności. Zresztą to nie o odporność chodzi, bo wcale takiej złej nie mają. Za to układ oddechowy w okresie ataku alergenów nie daje rady. Tak jak i ja już nie daje rady i czekam z nadzieją na wiosnę, żeby moje dzieci mogły wreszcie zaznać trochę życia. Skorzystać z dobrodziejstw przedszkola, spędzić z nami weekend poza domem, wyjechać na jakąś wycieczkę, pójść do kina albo na basen.

Szkoda mi ich. Szkoda mi mojego zdrowia psychicznego. Szkoda mi pieniędzy, które wydaje na leki. Szkoda mi czasu, który marnujemy na chorowanie. Oglądam zdjęcia rodzin innych blogerek, które spędzają czas w weekendy z całą rodziną, na mieście, na wsi, w lesie. A my spędzamy czas pod inhalatorem…
Pozostaje mi mieć nadzieję, że to kiedyś minie. Pamiętam jak Matka Prezesa pisała, że jej syn ciągle choruje. Mieli podobnie jak my. Dzisiaj czytam, że minęło. I tylko to mnie powstrzymuje przed pełnym załamaniem nerwowym.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 komentarzy do “Żal mi własnych dzieci

  • Ola

    Jak ja to rozumiem! Z perspektywy matki-już-ośmiolatka mogę napisać tak: to minie! Ale;) U nas wieczny kaszel i próg astmy był odpowiedzią na alergię pokarmową! Co więcej, alergię, której nie wykrywały żadne testy! To była gehenna, dziecko się dusi, a lekarze rozkładają ręce, bo w badaniach NIC nie wychodzi…Gdy wreszcie odkryłam wrogów, stan małego znacząco się polepszył. Tyle, że właśnie zaczęła się druga strona medalu: tego nie możesz, tamtego nie możesz, żelków nie, czekoladki nie, serka nie, kakao nie…I smutek w jego oczkach. Ale zrozumiałam, że to JA, matka, robię z tego problem, JA nakręcam siebie i dziecko, jakie jest biedne, ile traci, och, ach, jak to zrekompensować. Dziecko samo z siebie nie widzi takich problemów! Podejrzewam, że u was podobnie. To Ty się dołujesz, że chłopców tyle w życiu omija. A oni mogą być innego zdania! Czterolatek wcale do szczęścia kina nie potrzebuje:) U nas jest alergia na pyłki, więc zima to zima, ale wtedy to się i tak siedzi w domu większość. Ale przychodzi wiosna, lato, dzieci wszystkie na dworze, rowery, piłka itd. A u nas masakra, najlepiej się zabunkrować w betonie…Ale JUŻ;) nie robię z tego halo, jest jak jest, ludzie miewają gorzej;) My mamy tak, trzeba się przyzwyczaić i już. Jakbyś chciała więcej informacji o pokarmówkach i astmie, to odezwij się na maila:)

  • Aga

    A człowiek ciągle ma nadzieję, że w końcu te choroby dzieci się wreszcie skończą. Moje jutro mają 4 lata i chorują prawie na okrągło od 1 roku życia jak poszli do żłobka. Od września jak poszli do przedszkola jest lepiej. Tylko raz zapalenie oskrzeli, gardła, krtani i zwykłe przeziębienia z katarem. Nie są wcześniakami, czy alergikami – nie wiem. A chorują ciągle i nie tylko zimą. Chorują, bo się zarażają od innych lub sami coś łapią. Ja choruję razem z nimi, chociaż kiedyś chorowałam bardzo rzadko. Najgorsze jest to, że jak się pracuje to to jest naprawdę duży problem. Ile można brać L4, urlopów. Na nianię nas nie stać. Prosimy czasem dziadków ale jeżeli zgodzą się zostać to tylko z jednym dzieckiem (z dwójką nie chcą), druga babcia jeszcze pracuje więc też często nie może. Komplikuje to bardzo życie a na stratę pracy chyba nikt nie może sobie pozwolić, bo zaległości w rozrywce i przyjemnościach – w swoim czasie na pewno nadrobią :-).

    • Marta Skrzypiec Autor wpisu

      To jest duży dylemat… Bo jak ktoś pracuje to nie może zostawać z dzieckiem w domu z powodu “byle kataru”. Z drugiej strony nigdy nie wiadomo czy katar to tylko katar czy początek grubszej choroby… Ja mam działalność i mogę sobie pozwolić na większą swobodę. Ale też czasami bywa ciężko :/

  • ewelina85

    Jak ja to znam dobrze u nas tez zapalenie krtani bylo tylko Szkotcy lekarze stwierdzili ze wirusowy kaszel i astma a dziecko mi sie dusilo dobrze ze sterydy podali ech moja mloda od wrzesnia choruje non stop tylko ze w Polsce moze przedszkola sa bardziej tolerancyjne u nas w Uk ti chyba maja mnie juz za wariatke jak dzwonie i mowie ze mala zostaje w domu bo ma kaszel to slysze teksty ze to nic zebym ja przyprowadzila mysle sobie no tak cala grupe zarazic , a jak tydzien posiedzimy w domu to zaraz komentarz od przedszkolanki

    • Marta Skrzypiec Autor wpisu

      Moja przyjaciółka mieszka w Norwegii i ja nie wiem na jakiej zasadzie ludzie tam wychowują swoje dzieci! Nie ogarniam tego moim umysłem.

  • lucy es

    Ciekawe czy zmiana klimatu coś by pomogła. Morze, góry, lasy jakieś… tropiki :) Tylko jak to zrobić na cały zimowy sezon. Eh.
    Juuuuż blisko do wiosny. Trzymajcie się.

    • Marta Skrzypiec Autor wpisu

      W tym roku jedziemy na dłuższe wakacje nad morze. W górach mieszkaliśmy (no prawie) i mniej tam chorowali. A przynajmniej astmy nie było (ale mogła się nabyć później więc nie wiadomo czy tam by się tez nie nabyła). Jednak teraz jak tam jeździmy to też mają zaostrzenia. Nie utrafisz. Najlepsze byłyby tropiki…. Domek letniskowy na jakiejś wyspie?! Ooooo!

  • wiola

    Mam to samo z synem! Dosłownie to samo więc Cię rozumiem i czekam z utesknieniem na wiosnę, wczoraj wyszliśmy ze szpitala bo dodatkowo załapał Adenowirus oprócz tego dostał stan zapalny po wenflonie i płacze mi w domu, nadal jego brzuszek nie pracuje jak powinien, musi zostać w domu jeszcze z dwa tygodnie więc cały marzec nie był w przedszkolu, córki bliźniaczki aż tak mi nie chorowały. Trzymaj się bo ja mam już kryzys

    • Marta Skrzypiec Autor wpisu

      My też zostajemy do świąt w domu. Muszą się trochę wzmocnić a i na święta wolałabym, żeby z przedszkola niczego nie przynieśli… :/

  • Matka Debiutująca

    Trzymam za chłopaków ogromnie kciuki. Oczywiście nic nie doradzę, bo są fantastycznymi chłopakami mimo bardzo trudnego początku. Może to marne pocieszenie, ale mają całe życie przed sobą, jeszcze się nabiegają, naszaleją, wierzę w to. Muszą może jeszcze nadrobić, podgonić, ale dacie radę!!!