Granice przyjaźni z dzieckiem
Modne ideologicznie jest ostatnio nazywanie swojej relacji z dzieckiem (zwłaszcza takim już wyrośniętym) przyjaźnią. Brzmi dobrze, podkreśla partnerską relację opartą na słuchaniu i mówieniu a nie krzyczeniu i rozkazywaniu. Myślę, że dowartościowuje zarówno matkę/ojca (w końcu są trendy, cool i super wow nowocześni) oraz dziecko (bo ma wyluzowanych rodziców).
Wszystko świetnie. Jestem zwolennikiem umiarkowanie partnerskiej relacji (umiarkowanie bo dziecko granice mieć musi a my musimy mu je ustalać), dobrym stosunków między członkami rodziny, swobodnego przepływu informacji, otwartości w rozmowach na tematy trudne ale… przyjaźń między matką a córką? ojcem a synem? Chyba niekoniecznie…
Przyjaciel nie stawia nam granic, nie ma oczekiwań, nie może ingerować w nasze życie, z przyjacielem możemy porozmawiać o wszystkim! Czy rodzic jest więc przyjacielem dla dziecka? Być może w pewnym stopniu. Ale czy dziecko jest przyjacielem dla rodzica? Moim zdaniem nie powinien być. Dziecko to dziecko, nie ważne jak dorosłe. Są rzeczy, których nie powinno wiedzieć o rodzicach i przed czym rodzice powinni je chronić.
Wkurzają mnie takie nad-otwarte matki, które uważają, że powinny rozmawiać ze swoimi dziećmi o wszystkim. Łącznie ze zwierzaniem się im ze swoim najskrytszych tajemnic. Tak samo jak nie zgadzam się, żeby relacja rodzic-dziecko zacierała się, gdy owe dziecko jest już faktycznie dorosłe. Wiecie w jak wielu rodzinach odwracają się role i rodzice oczekują od swoich dorosłych dzieci, że będą rozwiązywać ich problemy?! W bardzo wielu!
Cieszę się, gdy widzę jak dzieci ufają swoim rodzicom i otwarcie rozmawiają z nimi o seksie, miłości czy innych problemach. To niezwykle cenne jak rodzicom udaje się nawiązać taką więź z dziećmi.
Ale to nie może działać w dwie strony!
Jak powiedziała mi kiedyś moja psiapsiółka „ja tam zawsze udaję, że moja mama bierze tabletki na trądzik bo jakoś nie chce wiedzieć po co są faktycznie”. I tak to trochę jest, że dzieci wcale nie chcą wiedzieć takich rzeczy. Nie chcą znać intymnych szczegółów z życia swoich rodziców, tego jak im się układa pożycie, ani czy akurat mają infekcje intymną. Nie chcą być pośrednikiem w kłótniach między rodzicami ani powiernikiem im problemów.
Matka nie jest przyjaciółką dziecka. Może mieć relacje przyjacielskie ale nadal jest rodzicem.
Ja mam z moją mamą bardzo otwartą i przyjacielską relację. Rozmawiamy o wielu sprawach, czasami nawet może o zbyt wielu (no ale ja mam już prawie 30 lat i teraz to ja wyznaczam granicę tych rozmów). Wydaje mi się jednak, że czasami ta nasza relacja wychodzi poza ramy matka-córka i nie zawsze czuję się z tym komfortowo. Dlatego uparcie twierdzę, że nie będę przyjaciółką dla swoich synów. Będę ich mamą, z którą mogą porozmawiać o wszystkim, ale która z nimi o wszystkim rozmawiać nie będzie! Bo wydaje mi się to niewłaściwe i już.
-
http://dziecinstwopannym.blogspot.com Dzieciństwo Panny M

