Lęk separacyjny u 3,5 latka?!
Każde dziecko co jakiś czas miewa kryzysy, bunt albo inne atrakcje doprowadzające rodziców do szaleństwa. My ostatnio przechodzimy wszystkie te trzy rzeczy na raz.
Arek ostatnio wszedł w kilka faz rozwojowych, które nieco utrudniają codzienne funkcjonowanie.
1. Bunt- wszędzie, na wszystko bunt! Każda niezgodność naszych stanowisk, nakaz, zakaz, wyznaczona granica natychmiast wywołuje złość i reakcje typu „nie chcęęęęęę”, „chcęęęęęę”, „dawaj mi tooooo”, „NIEEEEEE”.
O ile w takich domowych warunkach nie stanowi to dla mnie zaskoczenia ani problemu (Miki miał jakiś czas temu i przetrwaliśmy, damy radę i teraz). Ale jego bunt jest na szeroką skalę i obejmuje również rehabilitację! A to jest dla nas duży kłopot…
No i weź się zdobądź na cierpliwość jak ci taki mały człowiek przez pół godziny drze buziaka, bo mu nie pozwoliłaś pomalować ściany!!! Myślę, że z nas dwojga to ja zdecydowanie gorzej przechodzę jego bunt niż on sam. Ale staramy się go „pokonywać” przytulaniem. Wtedy zdecydowanie ma mniejszą ochotę na agresję.
2. Nadmierne przywiązanie do matki- nie wiem co mu się porobiło, że nagle jest taki mamusiowy i na krok mnie nie chce opuścić. Ale fakty są faktami- najchętniej by się do mnie sznurkami przywiązał. Zostaje z babcią i ciągle ‚gdzie moja mama?’. Rano, gdy ja chce jeszcze pospać a on zwykle z tatą oglądał bajkę- teraz odstawia histerie bo on chce do mamy! Na rehabilitacji płacz, bo mama została za drzwiami a jak wejdę z nim to ucieka na ręce.
Gdyby tak było od początku to być może nie stanowiłoby to dla mnie problemu aleeee to jest od około miesiąca. Owszem, zawsze był przylepą, która uwielbia się przytulać (z wzajemnością). Ale ostatnio to jest coś jakby lęk separacyjny!
Ciężka to sytuacja bo nie jestem szurniętą matką polką i lubię czas „bez dzieci”. A i w domu nie mam szczególnej potrzeby, żeby dziecko wisiało na mnie jak bombka na choince.
Ciężkie to również dlatego, że zaburza nasze funkcjonowanie na zajęciach i rehabilitacji.
Lęk separacyjny to nie jest bo okres rozwoju nie ten. Mimo to, jakiś taki okres w rozwoju nastąpił, który jest trudny zarówno dla nas jak i dla niego (tak przypuszczam). Jeszcze trudniej będzie jak nic się nie zmieni do czasu pójścia do przedszkola.
A największy zgryz mam z tego powodu, że zawsze chciałam wychowywać chłopaków na samodzielne, twarde istoty a nie na mamisynków. I co? I guzik!
Wspólne spanie, częste wyjazdy, więcej uwagi z racji niepełnosprawności, trochę przewrażliwienia, dodatkowa troska i gotowe. Dziecko bez matki żyć nie może!
Całe szczęście patrząc na jego siłę przy walczeniu o swoje podczas przejawów buntów, daje mi to nadzieję, że taka znowu słaba istotka to z niego nie będzie! ![]()

