Spontaniczne wyjazdy zawsze są fajne!
My Polacy tak lubimy ponarzekać. Jak zima to za zimno, jak lato to za gorąco. Jak pada to za mokro, jak nie pada to za sucho. Nad morzem wieje a w górach nogi bolą. Wiadomo!
Jednak w tym roku LATO PRZEGIĘŁO! 3 tygodnie upałów, ani grama deszczu, ani chwili wytchnienia. Nie wiem czy znajdzie się jakaś osoba, która chociaż raz nie wspomniała z tęsknotą zimy… Nawet taki ciepłolubny misio jak ja miał już tego gorąca dosyć.
Ciężko nawet leżeć a co dopiero cokolwiek robić! Nie mówiąc już o tym, że przeraża mnie wizja braku wody i ograniczeń w dostawie prądu. Wyschnięte na krzakach owoce, które jeszcze nawet nie zdążyły dojrzeć również nie napawają optymizmem…
Niestety na pogodę wpływu nie mam. Mimo codziennego wypatrywania deszczu i śpiewania z Chłopkami piosenek o deszczu (takie a’la indiańskie zwyczaje)- nadal mieliśmy w domu 30 stopni, co uniemożliwiało normalne życie. Nie mówiąc już o gotowaniu czy sprzątaniu. No nie dało się. Dlatego padła myśl- wyjeżdżamy na wakacje. Nad morze? Eeeeee za tłoczno, ciężko teraz znaleźć wolną kwaterę, wszędzie tłumy- nieee! Na mazury? Zadzwońmy do znajomych albo nie- za daleko. To jeszcze pomyślimy.
Następnego dnia:
On: Ile czasu potrzebujesz, żeby spakować chłopaków i siebie na wyjazd? Na kilka dni.
Ja: Tak z godzinkę.
On: To za godzinę wyjeżdżamy. Idę pakować auto.
Ja: Czekaj, tak na noc? Rano lepiej.
On: Ok, wstaniemy i ruszamy!
I wyruszyliśmy. Miało być na 3 dni, było na 5. Miało być na północ, było na południe. Miało być w nieznane, było do przyjaciół.
Było fantastycznie!
Leżakowanie, obżarcie (foty z grillowania pominęłam- odbywało się późno jak już dzieci zasnęły więc światło kiepskie), szaleństwa Armii… Bosko!


I przede wszystkim basen dający przyjemny chłód i wytchnienie.

Można jeździć na organizowane wycieczki, można nad morze albo za granicę. A można tak jak my do serdecznych przyjaciół, gdzie woziłam się po ogrodzie jak syrena po plaży.

Miałam też krótką karierę miss słonecznego patrolu!



Chłop mój świecił klatą (i weź się przy takim czuj szczupło i zgrabnie…)


Odpoczęliśmy, Chłopcy nauczyli się pływać na głębszej wodzie (do tej pory brodzili w małych basenikach), moja oponka się powiększyła od obżerania, nagadałam się aż mnie dziób bolał. Idealnie.
All inclusive w wersji plus ![]()
A morze poczeka na nas do września albo do grudnia, z może do maja- kto nas tam wie!
-
Emilia Chomicka
-
Ameliowa Kraina
