Zdrowy rozsądek w zdrowym żywieniu
Zdrowe żywienie dzieci nakręca rodziców. Polska podzieliła się na dwa obozy. Jeden zachwycony nową ustawą żywieniową, drugi skrajnie niezadowolony. Pozostał jakiś odsetek, któremu jest to obojętne albo posiadający mieszane uczucia.
Ja jestem tak trochę po środku. Podoba mi się, że do przedszkola zawitała taka ilość owoców i warzyw, że są herbaty ziołowe, więcej kaszy i jogurty naturalne. Ale żałuję, że ograniczono dzieciakom takie smaki jak racuchy, naleśniki czy makaron z serem na słodko. Nie jestem zwolennikiem karmienia dzieci słodyczami (u nas jest ich mało i w wydzielanych ilościach) ale takie babcine smaki z dzieciństwa uwielbiam i ja więc w domu je jadamy! Moim zdaniem można dzieciom podawać zdrowe posiłki (bez sztucznych dodatków, z warzywami i owocami) a jednocześnie od czasu do czasu porozpieszczać je budyniem, pierogami na słodko czy słodkim ryżem z jabłkami.
Jest jak jest. Jak naleśniki to bez cukru, jak racuchy to na parze, jak makaron to razowy i z samymi owocami- niesłodzonymi.
Efekty rewolucji sklepikowej obserwuję codziennie. Młodzież licealna tłumnie na przerwie biegnie do pobliskiego marketu, który poszerzył swój asortyment o kanapki. Z ciekawości przyjrzałam się zakupom tej „zepsutej, otyłej młodzieży, konsumującej tylko chipsy i żelki”. Zaskakująco- płacili za drożdżówki, bagietki, kanapki, soki, jakąś sałatkę, kabanosy. Na całą dość sporą grupę, jedna osoba miała colę. Nie zauważyłam batoników ani chipsów. Wyjątkowa młodzież?
LUBIMY DEMONIZOWAĆ
Możemy oczywiście uznać, że te zakupy najzdrowsze nie są bo zamiast drożdżówki powinna być bułka żytnia a zamiast soku, woda. Można również protestować, żeby nie dawać dzieciom w przedszkolu herbat ziołowych i kakao bo sama woda będzie najzdrowsza. Można!
Tylko w takim razie czyje dzieci jadają w McDonaldach? Czyje zjadają batoniki, kanapki z Nutellą, chrupki? Czyje dzieci widzę jeszcze w wózkach a już ze słodyczami w łapkach?
Wszyscy tacy pro-zdrowotni, czepiają się soków i herbat a jednak na placach zabaw normą jest widok malucha z colą w ręku.
Przyznaję, mam alergię na takie śmieci, zwłaszcza w ustach małego dziecka. Moi Chłopcy nigdy nie próbowali napoi gazowanych, chipsów ani chrupek smakowych. Kanapek z czekoladą też nie jadają (ale naleśniki już tak). Nigdy nie zjedli żadnego batonika (jak słodycze to kinderka i to jedną na pół, ewentualnie jakiś jeden cukierek czekoladowy). Nie próbowali tysiąca produktów z półki ze słodyczami. W McDonaldzie byliśmy raz i poza zabawką nic ich tam nie interesowało.
A mimo to nie świruję. Domowe naleśniki albo racuchy pojawiają się u nas raz w tygodniu, słodzimy miodem herbaty, ale dodaję cukier do ryżu z jabłkami, pijemy soki (domowe ale jednak), lubimy bułki z ziarnami ale jemy też białe pieczywo.
A WYSTARCZY ROZSĄDEK
Zdrowy środek to klucz do sukcesu. Jak widzę rodziców, którzy wykłócają się o skład parówek, które powinny się pojawiać w placówce, a zaraz za bramą dają dzieciom do picia wody smakowe z wątpliwym składem- no to wybaczcie ale gdzie tutaj logika? Bijecie się o drożdżówki a doprawiacie zupy vegetą albo podbijacie gulasz sosem z torebki. Nie zgadzacie się na cukier w herbacie ale dajecie dzieciakom kulki czekoladowe do mleka (w składzie więcej cukru niż w kilku herbatach!).
Mnóstwo dzieci nie je surówek bo ich nie zna, nie lubi zup, bo w domu się ich nie gotuje. Wielu nie napije się wody ani herbaty bo w domu dostaje tylko słodkie soki. Jeszcze inne jedzą tylko produkty razowe, zbożowe, owoce i warzywa. W masowej placówce trzeba zawsze znaleźć złoty środek. Nie da rady każdemu dogodzić.
Zmiany idą ku dobremu, potrzeba tylko zdrowego rozsądku, żeby ta zdrowa dieta nie zmieniła się w typową dietę.
-
http://olguska84.blogspot.com/ olguska

