Podejmuję dzisiaj bardzo delikatny, niezwykle ważny i potrzebny temat! Rzeczowo i wnikliwie ustawę antyaborcyjną opisała Matka Wygodna- KLIK. Odsyłam do niej jeśli nie wiecie o czym mowa. Tutaj natomiast chciałabym wyrazić swoje osobiste zdanie na temat tego, co sądzę o ZMNIEJSZANIU PRAW KOBIET!
Trzeba powiedzieć to jasno- zabierają nam nasze prawa do decydowania o sobie, dając je życiu poczętemu. My, kobiety- przegrywamy z zarodkiem. Mówcie sobie co chcecie ale teraz Episkopat i politycy decydują o tym czy mam rodzić ciężko chore, zagrażające mojemu życiu dziecko. A jutro uznają, że mogą sterować moim życiem seksualnym i zabronią całkowitego stosowania środków antykoncepcyjnych. Do tego to dąży! W myśl ustawy, spirale wewnątrzmaciczne są zbrodnią! Tabletki „po” również. Czekam na obowiązkowe chrzczenie dzieci i podpisywanie listy obecności w Kościele.
Ale my nie o tym…
Zakaz aborcji zakłada, że kobieta zgwałcona musi urodzić dziecko obcego faceta, który zrobił jej wielką krzywdę i później jeszcze je wychowywać, najlepiej kochając i dbając o nie. Świetnie.
Nie lepiej ma się sytuacja kobiet, które wiedzą, że ich dziecko urodzi się bardzo chore. Takie np. bez rąk. Albo bez nóg. Albo bez mózgu. Albo takie, które wiadomo, że nie przeżyje kilku dni. Umrze na jej oczach, cierpiąc. Aborcja zakazana więc kobieta chodzi w ciąży, przechodzi poród, doznaje traumy i nie chce mieć więcej dzieci. Świetnie.
Załóżmy, że dziecko rodzi się chore ale będzie żyło. Przynajmniej kilkanaście lat, wymagając bezwzględnej opieki i ogromnych nakładów finansowych, by zapewnić mu rehabilitację i leczenie. Państwo chroni życie nienarodzone ale jak już się urodziło, to martw się matko sama! Na NFZ sobie poczekasz kilka lat na operację, kilkanaście tygodni na wizyty u specjalistów, a na leki wydasz fortunę. Możesz sobie żebrać o 1% więc nie powinnaś mieć żalu. Państwo ochroniło twoje dziecko, zrobiło wszystko co w jego mocy!
Mam dziecko niepełnosprawne, ale w takim stopniu, że nie wymaga ogromnej opieki. A mimo to, nakłady finansowe na jego rehabilitacje i kontrole lekarskie są bardzo duże. Jednak on może iść do przedszkola, a my zająć się zarabianiem. Co mają zrobić rodzice, którzy muszą całodobowo sprawować opiekę nad swoimi dziećmi, patrząc na ich cierpienie? Jakim prawem ktoś odebrał im prawo do decydowania o swoim życiu i życiu swojego nienarodzonego, ogromnie cierpiącego dziecka?!
Rodzice mają prawo decydować. Być informowani jak się sprawy mają. Jakie są konsekwencje urodzenia tak chorego dziecka, albo usunięcia ciąży. Nie mówię o łagodniejszych wadach, z którymi da się żyć i nad nimi pracować. Ale o tych skrajnych przypadkach.
Sama jestem mamą dziecka, które było ciężko chore i którego nie udało się uratować. Nam lekarze dawali szansę na Jego życie. Mieliśmy nadzieję, że się uda. Nie udało się i wiem przez jakie piekło musieliśmy przejść. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że nie ma szans. Że tak czy siak mój Syn umrze, to nie wiem czy narażałabym Jego i nas na takie przeżycia. On cierpiał. Był taki malutki a musiał przejść tak wiele. W samotności inkubatora, sali pooperacyjnej, bólu i dotyku obcych rąk przeszedł krótką drogę od urodzenia do śmierci. Nie wiem jaką bym podjęła decyzję, gdyby od początku było wiadomo, że nie ma szans. Ale chciałabym móc ją podjąć! Ja, matka i on, ojciec. A nie obcy mi ludzie, nie mający pojęcia o moim życiu!
Tysiące kobiet rocznie traci ciążę w wyniku poronienia. Tak się zdarza. Osobiście znam wiele matek, które straciły swoje dzieciaczki w pierwszych tygodniach ciąży. I uwierzcie mi, każda bardzo cierpiała! KAŻDA! Nawet te, które początkowo nie były zachwycone faktem bycia ciężarną. Teraz dodatkowo w pakiecie do straty, smutku i ogromnego bólu, będzie się taka kobieta musiała tłumaczyć dlaczego nie zadbała odpowiednio o swoje dziecko i skazała je na śmierć. Być może nawet postawią ją przed sądem. Widzicie to oczami swojej wyobraźni? Bo moja tak daleko nie sięga!
Aaaaa i nie zapominajcie, że badania prenatalne inwazyjne (te, które są obarczone ryzykiem poronienia- niezwykle rzadkim ale jednak), w myśl projektu ustawy antyaborcyjnej marzec 2016 nie będą mogły być wykonywane bezkarnie!
Traktują nas, kobiety, jak PATOLOGIĘ! Wychodzi na to, że wszystkie chcemy mordować swoje dzieci dla hobby. Chodzić na aborcję jak na wizytę do dentysty. I ronić ciąże dla własnego widzimisię! Oburza mnie, to że ktoś mi chce zaglądać w macicę (jakoś będą musieli sprawdzić czy nie mam spirali!). Oburza mnie, że osoby, których sprawy kobiet najmniej dotyczą (księża, mężczyźni, politycy), mają czelność decydować za mnie w tak ważnych i trudnych decyzjach!
Rozumiem, że trzeba chronić płody przed patologicznymi zachowaniami. Przed kobietami, które mogłyby aborcję traktować jako środek antykoncepcyjny. Wiadomo, że zdarzają się okropne przypadki, kiedy dziewczyny sobie same próbowały zrobić krzywdę i poronić. Ale to są skrajności. Pojedyncze przypadki, które i tak już są chronione obecnym prawem!
Niech przestanie się liczyć ilość urodzeń. A zacznie się dostrzegać realia, że dzisiejsze kobiety to nie ciemne, bez wykształcenia i własnego zdania baby. My się rozwijamy, kształcimy, pracujemy zawodowo i same chcemy decydować o tym czy i kiedy rodzić dzieci. Czy i jak się zabezpieczać oraz zapładniać. Chcemy też, żeby traktowano nas z szacunkiem i nie podejrzewano o ronienie dzieci na zawołanie. A jeśli przytrafi nam się niewyobrażalnie trudna sytuacja jak gwałt, zagrożenie życia czy bardzo, bardzo chory płód. To chcemy móc decydować. Bo to my później będziemy musiały z tym żyć i się z tym zmierzyć. Cała reszta będzie nas miała gdzieś. Ustawa przeszła, a teraz radźcie sobie sami!


W myśl tej ustawy, nie miałabym dzisiaj mojej wspaniałej dwójki, bo zwyczajnie by mnie wsadzili i to trzy razy, nie przeze mnie „wybrane” 3 razy.
Chore, nienormalne, tak bulwersujące i przerażające, że dotychczasowe działania powodowały często śmiech i stwierdzenie „jakoś to będzie, jeszcze 3.5 roku”, teraz zamienione na lęk o przyszłość w tym naszym cudownym kraju.
Ja cały czas miałam nadzieję, że to jakiś żart. Jak pierwszy raz przeczytałam o tej sytuacji to pomyślałam, że przesadzają. Przecież to niemożliwe, żeby tak ustawa powstała. Ale czytam dalej, jeszcze w innym źródle i… to nie żart! :/
A ludzie i tak powiedzą, że rozmawiamy, o zdrowych ciążach i chcemy im wyrywać rączki i nóżki…gorzej jak płód ich nie ma..
Ja naprawdę chylę czoła kobietom, które tak uparcie wyrażają chęć urodzenia dziecka poczętego z gwałtu (nie mam pojęcia jak bym się zachowała), dziecka zdeformowanego, skazanego na wieczne cierpienie – ma prawo żyć! Tylko co to za życie, dla niego,dla matki, dla całej rodziny! Podziwiam ich determinację i siłę, bo ja nie wiem czybym ją miała! Ale chciałabym móc zdecydować!