Nasza komisja ds. orzekania o niepełnosprawności vol.2 1


doctor-811455_640

2 lata temu, mniej więcej o tej samej porze, składałam wniosek o wydanie orzeczenia o niepełnosprawności dla Arka. Zrobiłam to z uwagi na obecne wtedy opóźnienia w rozwoju ruchowym. Orzekano nas w miejscu przypisanym pod poprzedni adres zamieszkania. Na komisję czekaliśmy dwa tygodnie a samo badanie wyglądało TAK- KLIK.
Przyznano nam orzeczenie na dwa lata. Podobno robią tak dlatego, by mieć “na oku” dzieci niepełnosprawne. Czy np. ktoś ich nie zaniedbuje- bierze kasę ze świadczenia a się nie opiekuje jak należy i nie chodzi do lekarzy. Nie wiem czy faktycznie taki jest cel. Faktem jest, że co 2-3 lata trzeba ponawiać cały cyrk urzędowy, zbierać dokumenty, otrzymywać od lekarza zaświadczenie, składać wnioski i czekać.

Tym razem sprawy się miały nieco inaczej, bo adres inny, województwo inne więc i inne zwyczaje. Od koleżanek wiedziałam, że tutaj długo się czeka na wyznaczenie komisji orzekającej więc wniosek złożyłam już w kwietniu! TRZY MIESIĄCE- tyle czekaliśmy!
W końcu otrzymałam pismo z wezwaniem i pojechaliśmy. Zaskoczenie nr 1– sprawna obsługa (strasznie mi się to kłóci z tym, że wcześniej musieliśmy tyle czekać). Zaskoczenie nr 2– miła i przyjaźnie nastawiona pani orzecznik. Przeanalizowała dokumentacje, zadała kilka pytań, posłuchała moich odpowiedzi, pochwaliła że jak na ten tydzień urodzenia tak fajnie się rozwijaja, zbadała, zważyła i podziękowała Arkowi za to, że dał się zbadać.
Nie wiem czy dostaniemy wszystkie punkty, które zaznaczałam (bo że niepełnosprawny jest to raczej wątpliwości nie ma!) ale na pewno jej opinia będzie rzetelna.
Zaskoczenie nr 3-ocena pedagogiczna. Na poprzedniej komisji tego nie było więc nawet się ucieszyłam, że taka atrakcja przed nami (nie ma to jak pedagog pójdzie na rozmowę do pedagoga). Jednak… ta wizyta mi tylko mięśnie cycków osłabiła. Opadły mi z wrażenia na podłogę- aż gruchnęło. Wchodzimy, pani nos w papiery. Sadzam Arka na jednym krześle, siebie na drugim- myślę sobie “będzie z nim gadać, niech się chłop czuje ważny na swoim krześle a nie u matki na kolanach”. Mija dłuższa chwila, pani uzupełnia jakieś papiery, tabelki zaznacza, podkreśla, uzupełnia- MILCZY. Arek zaczyna się niecierpliwić. Pani nadal milczy. W końcu zadaje mi 2 pytania- czy uczestniczymy w zajęciach logopedycznych i czy dziecko samo je/ubiera się itp. Odpowiadam. Pani mówi- to wszystko, dziękuję. Wychodzimy!
Noooo powiem wam, takiej oceny rozwoju to ja dawno nie widziałam!

W każdym razie- komisje nie muszą być nieprzyjemne. Nie trzeba się ich bać. I jeśli tylko dziecko ma podstawy by otrzymać takie orzeczenie (astma np.) to warto składać wniosek bo może nie ma jakiś cudownych ofert pomocowych ale zawsze jakieś korzyści dla naszych dzieci są. Chociaż jak powszechnie wiadomo, obowiązuje zasada- chorujesz, lecz się sam. A rodzice dzieci niepełnosprawnych jak nie wyżebrają to nie mają. 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Nasza komisja ds. orzekania o niepełnosprawności vol.2