Jak łatwo zepsuć komuś marzenia…
Każdy o czymś marzy. Jedni o wielkich rzeczach, inni o drobnych. Jedni mają odwagę je spełniać, inni pozostają w sferze wyobrażeń.
Są tacy, którzy wstydzą się swoich słabości i z ukrycia próbują dojść do wyznaczonych celów, inni prą do przodu, rozpychając się łokciami.
Jednak każdego z nich można zranić, zniechęcić i sprowadzić na ziemię.
Wyobraźmy sobie, że ktoś się odchudza, ciężko pracuje na swój sukces, marzy by zrzucić z 3-4 rozmiary. Już jej się udało, już ma 10 kg mniej. Cieszy się z sukcesu, chociaż do końca długa droga. Spotyka się ze znajomymi, którzy nie dość, że nie zauważają jej wysiłku to przez NIEODPOWIEDNI dobór słów sprawiają jej przykrość -I co? Zaczynasz się już odchudzać? albo -Słyszałam, że zamierzasz schudnąć.
Wiecie, niby nic takiego ale… dotknęło do żywego. Skrzydła podcięte, motywacji do dalszego działania brak.
Można na przykład marzyć o śpiewaniu. I śpiewać ładnie. Ale usłyszeć od zazdrosnej koleżanki, że słuchać Anki nie można. A później się dowiedzieć, że ona wystartowała w konkursie, w którym Anka zamierzałam wziąć udział. I że zrobiła to by ją wygryźć.
A można być taką realistką jak ja, która rzadko marzy. Raczej stawiam sobie cele do osiągnięcia. I jak do tej pory wszystkie w swoim życiu osiągnęłam. W 99% zrealizowałam swój plan na życie a to co wyniknie w przyszłości, będzie spijaniem śmietanki z tego, co osiągam teraz. Będzie rozwijaniem podkładu, który stwarzam teraz.
Moje życie dzielę trochę na pół. To realne, w którym mam mega przyziemne cele dotyczące dzieci, firmy, męża, przyjaciół, rodziny. I to blogowe, które jest dla mnie ważne bo pozwala mi na samorozwój ale jest swojego rodzaju hobby a nie życiem ani źródłem dochodów (one są ale nie mają większego znaczenia, bo mogę sobie pozwolić na to, żeby nie miały!). Nie mam bloga dla kasy ani dla fejmu. Mam dla siebie, dla was, dla moich blogowych przyjaźni, spotkań, które by nie miały miejsca bez posiadania Matki Nie Wariatki.
I w tym blogowym świecie miałam takie swoje małe marzenie. Poznać Tomka vel Jasona Hunta. Jedni chcą poznać Małaszyńskiego albo Brada Pitta, ja chciałam Kominka (autora książek o prowadzeniu bloga, chyba najlepszego blogera a na pewno prekursora wszelkich blogowych trendów).
Podziwiam jego poziom inteligencji i poczucie humoru, lubię jego teksty, zdecydowanie pozytywnie na mnie działa jego mózg.
Miałam okazję i poznałam, jak również zrobiłam sobie z nim zdjęcie. Fajnie? Fajnie! Normalny, sympatyczny facet. Żadna tam sława i „Ą, Ę”.
Spełniłam kolejny postawiony sobie cel. I miałabym z tego wielką frajdę, gdyby nie fakt, że krótko po tym dowiedziałam się, że robienie sobie zdjęcia z TAKĄ SŁAWĄ jest poniżające, ograbiające z godności i w zasadzie to dobrze, że dla fejmu (udławiłam się ze śmiechu) nie zaczęłam z nim sypiać!
Powiem wam- że to jest genialny sposób na pozbawienie kogoś marzeń. Na zepsucie mu jego radości.
Podobno trzeba wiedzieć jak zachować się z klasą! Cóż… to ja już chyba wolę być prostaczką bo moim zdaniem mam prawo podniecać się butami, blogerem albo zupą pomidorową a człowiek wykształcony, z klasą i na poziomie będzie szanował moje dziwactwa a nie wykorzystywał je do publicznego ośmieszania. Zdjęcie z Kominkiem (Jasonem) mam po to by sobie nim wytapetować pokój. A później zrobię sobie z niego tatuaż na czole!
Bo tak sobie postanowiłam.
I już!
*grafika www.pixabay.com
-
http://grugrubleble.com/ Joanna Wojciechowski
-
http://swinki3.blox.pl/ Monika Kilijańska
-
http://www.matkaniewariatka.pl/ Marta Skrzypiec
-
-
http://www.inkyvoice.pl Izabela Kułaga
-
http://www.matkaniewariatka.pl/ Marta Skrzypiec
-
http://matkawygodna.pl/ Matka Wygodna
-
-
-
http://matkawygodna.pl/ Matka Wygodna

