Kryzys 30-latki
Nigdy specjalnie się nie przejmowałam swoim wyglądem. Owszem, chciałam wyglądać jakoś atrakcyjnie ale wydawało mi się, że tak po prostu jest i szczególnie wiele robić w tym kierunku nie trzeba. Mężu mnie akceptuje, jemu się podobam, sobie się podobam- jest ok.
Zresztą jakbym wam pokazała swoje zdjęcia sprzed kilku lat…. boszzzzz kto mnie w takim stanie z domu wypuścił i po co?! Gdzie ja miałam lustro i dlaczego takie niewyraźne?!
Serio, serio! D R A M A T. Mimo, że na brak adoratorów nigdy narzekać nie mogłam ![]()
TUTAJ wam pokazywałam jak mi się fryzury w ostatnich latach zmieniały. Ale to i tak nic z jeszcze wcześniejszymi moimi stajlami!
Mimo to się nie przejmowałam i chyba nawet wydawało mi się, że wyglądam dobrze!
Ale przyszedł taki czas 30-tką zwany…
Zmiany jakie zauważam w swoim ciele są zatrważające. Pierwsze zmarszczki, mniej elastyczna skóra, przesuszająca się, trudność w schudnięciu…
Jak do tej pory miałam jako taką pielęgnację ciała gdzieś, tak nagle regularnie używam balsamu, kremu przeciwzmarszczkowego, peelingu i kremu ujędrniającego.
A co najważniejsze zaczęłam ćwiczyć, zdarza mi się biegać, codziennie wykonuje kilkanaście serii ćwiczeń na brzuch i pośladki. No i zmieniłam dietę. Piję więcej wody, jem mniej (najczęściej wcale) słodyczy, więcej warzyw i owoców.
Strasznie mnie przycisnęło z ta 30-tką. Czuje jak moje ciało mnie oszukuje i mimo, że wyglądam lepiej niż dziesięć lat temu, to nie podoba mi się, że potrzebuję 3 miesięcy, żeby schudnąć a nie 3 tygodni jak do tej pory.
Nie zachwyca mnie fakt, że bez makijażu już wyjść nie powinnam bo wyglądam na zmęczoną i niewyspaną.
Nie lubię mojej wysuszającej się skóry. A już najbardziej nie cierpię tempa w jakim potrafię wyhodować oponkę, którą to później 3 razy dłużej zrzucam.
Kurze łapki pod oczami też są do dupy!
Jednym słowem czas piękności bez szczególnych zabiegów minął. Włókna kolagenowe są już na emeryturze więc żeby za kolejne 10 lat nie wyglądać jak własna prababcia, muszę o siebie więcej dbać.
A jeśli przy tej okazji korzysta moje zdrowie, to chyba można to nawet uznać za szczęśliwe rozwiązania!
Jednak zmieniło się również moje samopoczucie. Myślę sobie ostatnio, że za taką starą babą to już się faceci nie oglądają (dobrze, że mój się jeszcze za mną ogląda!). Że może nie wypada mi już łazić wiecznie na luzie- czas polubić się z obcasem i jakimś bardziej poważnym strojem niż leginsy i baleriny. Może w ogóle czas wydorośleć jakoś?! Tylko jak i po co? No nie wiem…
Podobno faceci mają kryzys wieku średniego i że raczej miewa się to bliżej 50-tych urodzin.
Ja ma z okazji zbliżającej się 30-tki! Załamanie nerwowe totalne. Dobrze, że do września jeszcze chwila. Może zdążę się jednak jakoś oswoić!
A jak nie to wybijcie mi te głupoty z głowy dużym młotkiem!
*grafika www.pixabay.com i zdjęcia własne
-
Justyna


