Przedszkolna histeria!

Za kilka dni Armia rozpoczyna karierę w przedszkolu. Przy ich zdolnościach do chorowania, zbyt długiej tej kariery im nie wróżę ale wydarzenie będzie i to nie małe! W końcu po 3,5 roku słuchania od rana do nocy ich krzyków- zaznam ciszy. Aż się boję czy mi bębenków w uszach od tego nie wysadzi, bo szoku to one na pewno doznają!
Jeśli myślicie, że gryzę paznokcie, płaczę po kątach i z Chłopem w nocy nie śpię tylko rozmyślam jak to będzie to… NIE!
Kiedy zapytałam Mężula czy się stresuje pójściem dzieci do przedszkola to jego odpowiedź brzmiała mniej więcej tak „Yhm, bardzo! Głównie czy ta pani wytrzyma nerwowo z podwójnymi bliźniakami?” (w naszej grupie będzie jeszcze jedna para bliźniąt).
Nie wiem, może jesteśmy spaczeni przez to, że mamy bliźniaki, które jakby nie patrzeć, dają nam w kość. A może po prostu nie jesteśmy rodzicami nadmiernie przywiązanymi do swoich dzieci i zupełnie naturalne wydaje się nam to, że gdy kończą 3 lata to kupuje im się worek, kapcie i odprowadza do przedszkola?

Być może myślimy tak dlatego, że sami mieliśmy pozytywne wspomnienia z tą placówką a ja jako nauczyciel takich maluchów wiem, że nic złego im się tam nie stanie!!!
Prowadziłam grupę 3-latków, takich płaczusiów, bezbronnych, bezradnych misiaków, które razem ze mną wchodziły w ten obcy świat. Mimo początkowych dramatów przy rozstaniach, szybko się nam udało zgrać i stworzyć bardzo radosną, aktywną i twórczą grupę. Dlatego wiem, że mogę być spokojna, gdy moje dzieci przekroczą próg przedszkola. Bo NIC ZŁEGO im się tam NIE STANIE!
Mogą być oszołomieni, zagubieni, zdezorientowani. Mogą ale nie muszą! Bardzo często to my- rodzice mamy więcej obaw i lęków niż nasze dzieci.
O tym jak POMÓC DZIECKU W TYCH PIERWSZYCH DNIACH pisałam w zeszłym roku. Mnóstwo z was dziękowało mi za ten tekst. Bardzo proszę- korzystajcie do woli!
Jasne, że też mam jakieś tam obawy. Głównie natury zdrowotnej. Miki ma przejawy zaburzeń SI więc nie lubi tłocznych ani głośnych miejsc (byliśmy na festynie z okazji Dnia Dziecka i był najszczęśliwszy jak stamtąd wyszedł). Jego wada wzroku też mnie niepokoi, bo jakby nie patrzeć mocno go ona ogranicza. Na spotkaniu integracyjnym w przedszkolu Mikołaj bardzo się zdenerwował, gdy nie mógł znaleźć Arka, który „wtopił” mu się w inne dzieci bawiące się na dywanie. Mimo, że był blisko niego, to Miki miał problem z jego odnalezieniem. Był to ewidentnie mój błąd, bo zdjęłam Arkowi bluzę więc zmienił się kolor jego ubrania. Ale efekt był taki, że Mikołaj spanikował. Informacja dla mnie-ubierać Arka w jaskrawe kolory! I uczulić panią, że nie może mu pokazywać z daleka obrazka, jeśli chce żeby znalazł szczegóły. Tak samo jak nie może oczekiwać, że odnajdzie przedmiot na wzorzystym dywanie.
Arek natomiast… mam nadzieję, że nie ale jestem gotowa na to, że będzie płakał, bo on z tych, co to „bez mammyyyy” nie bardzo chce cokolwiek robić ![]()
Inna sprawa, że Chłopcy od wiosny o niczym innym nie rozprawiają tak zaciekle jak o tym kiedy pójdą do przedszkola i co tam będą robić. Na naszej codziennej drodze dojazdowej do miasta jest nasze przedszkole. Zawsze, kiedy tamtędy jedziemy, muszę odpowiedzieć na milion pytań i potwierdzić, że już niebawem będą mogli pójść się tam pobawić!
I tak na porządku dziennym są u nas zdania typu „lalala, tak będę śpiewał w przedszkolu”, „A o której godzinie wypijesz kawę i po mnie przyjdziesz do przedszkola?” (na 150 pytanie pt.: ‚kiedy będę ich odbierać?’ powiedziałam RAZ, że jak wypiję w spokoju kawę a oni się już skończą tam bawić), „Czy w przedszkolu mają wodę i mydło, bo ja muszę myć ręce jak mi się ubrudzą!”, „Wiesz, ja się mogę tam długo bawić, nawet cały dzień”, „Mamo a ty jesteś za duża, i tata też jest za duży, dlatego tylko dzieci idą do przedszkola.”
Teraz jesteśmy na etapie kompletowania wyprawki więc doszły kolejne dylematy „Weźmiemy tą szczoteczkę co mi kupiłaś? A oni tam pastę mają?”, „To kiedy nałożymy nowe buty i już pójdziemy?”, „Dla taty też kupiłaś szczoteczkę do przedszkola?”, „A Mikuś ma taki sam ręcznik jak ja ale mój jest najlepszy!”.

Być może rozmawianie (aż do obrzydzenia) o przedszkolu jest kluczem do sukcesu?! Tego nie wiem, o tym wam powiem za jakiś miesiąc. Myślę jednak, że im bardziej my będziemy podchodzić do tego jak do czegoś normalnego, przyjemnego i zupełnie zwyczajnego, tym bardziej nasze dziecko będzie się czuło spokojne! Nie ma nic gorszego jak rodzic ryczący w szatni! Ryczeć nad losem dziecka to można, gdy trzeba je do szpitala położyć albo na jakieś bolesne badanie wysłać. A i wtedy należy je wspierać i być dla niego twardym! Przedszkole to nie koniec świata. To początek fantastycznej przygody w życiu Twojego dziecka! Uwierz w to a reszta sama się poukłada!
-
http://monpetittmonde.blogspot.com/ Mój mały świat
