Nasze dzieci nie będą grubaskami! Ale mogą paść z głodu!

Posted By Marta Skrzypiec on Wrzesień 7, 2015

1 września weszła w życie nowelizacja Ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia w szkołach. Stworzone z tej okazji rozporządzenie z dnia 26 sierpnia 2015 r. w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach, zachwyca swoją dokładnością i nadgorliwością.

Pani Premier pięknie mówiła, że zadbała, żeby nasze dzieci nie były grubaskami. Ale chyba inwencja twórcza trochę poniosła nasz rząd, bo przy obecnym kształcie rozporządzenia wiele placówek ma problem z układaniem logicznego i treściwego jadłospisu.

Jakie było moje zdziwienie, gdy przeczytałam w naszym przedszkolu menu na cały tydzień. Moją uwagę zwróciły głównie drugie śniadania, które zawierały jedynie kawałek owocu albo chipsy z warzyw.

IMG_0026

Ręka w górę czyje dziecko by zjadło pokrojone w plasterki rzodkiewki oraz marchewki i jeszcze się tym najadło?!??! Biorąc pod uwagę moje wspomnienia z przedszkola i moje doświadczenie z pracy w tej placówce… jednym słowem doznałam szoku! Żywienie w przedszkolu zawsze było pyszne i przez dzieci lubiane. Naleśniki, racuchy, budynie, kisiele, kompoty, pasty z twarogu i owoców, makaron z serem, kasza manna z sokiem malinowym… Same wspaniałości.

Otóż wg nowego rozporządzenia takie potrawy pojawiać się nie mogą. Tzn. mogą ale.. bez cukru. No dajcie dzieciom budyń bez cukru. Makaron z serem i truskawkami bez choćby odrobiny cukru. Naleśniki bez cukru. Cholera jasna, rozumiem zdrowe żywienie, więcej warzyw, owoców, żadnych sztucznych sosów albo przypraw ale zakazanie używania cukru???

To też jest kwestia interpretacji placówek i sanepidu, który ma obowiązek je kontrolować. Bo jest ściśle napisane, że nie wolno dosładzać owoców i napojów (herbaty też???? OMG) ale nie napisano, że nie wolno stosować cukru w ogóle. Więc jakby do serka albo naleśników chyba można…

Nasza dyrekcja póki co bardzo ostrożnie podchodzi do tematu i dość restrykcyjnie ograniczyła menu. A ja natomiast jestem JEDYNĄ matką/rodzicem, który w ogóle zainteresował się tematem!!!

Pojawił się chaos, nikt do końca nie wie co wolno a czego nie. Sklepiki, w których do tej pory można było kupić bardzo dużo, nagle poza owocami i warzywami boją się sprzedawać inne produkty. Ilość zakazanych pokarmów jest tak duża, że de facto nie wiadomo które są tymi właściwymi.

Wiadomo, że fast foody, utwardzane tłuszcze, przyprawy z glutaminianem sodu, chipsy, batoniki i produkty wysokoprzetworzone są niezdrowe i powinno się je wyeliminować. Ale czy na pewno drożdżówka, pączek, twaróg ze śmietaną i cukrem, trochę majonezu albo sól dodana do gotowania warzyw będzie tragedią? Czy dziecku zaszkodzą pierogi z jagodami, polane śmietaną z cukrem? Sok owocowy? Herbata z cukrem?

Jestem za zdrowym żywieniem. Wiele razy pisałam na temat tego, że nasze społeczeństwo tuczy dzieci, karmi kilkumiesięczne dzieci batonikami, chipsami i innymi śmieciami. Nakłaniam do zdrowego żywienia, uważnego czytania etykiet, stawiania na domowe posiłki i samodzielne przygotowanie przekąsek typu jogurty, musy owocowe, sosy itp.

Ale nie jestem szurnięta i nie sądzę, żeby drożdżówka, naleśniki z Nutellą albo dżemem zaszkodziły dziecku i jego dzieciństwu! Zdecydowanie bardziej szkodliwe będzie ograniczanie jego jedzenia, poprzez podawanie jako drugiego śniadanie samego owocu lub warzywa (ile trzeba zjeść arbuza, żeby się nim najeść na kolejne 3 godziny?????) niż pozwolenie na zjedzenie czegoś z zwartością cukru.
Nie demonizujmy tak cukru i soli. Nie róbmy tragedii z powodu kawałka pączka. Skupmy się na ograniczeniu wysoko przetworzonych produktów, nie pozwalajmy maluchom na jedzenie „śmieci”, stawiajmy na domowe jedzenie, świeże i chude. A przede wszystkim pozwólmy naszym dzieciom na aktywność, spędzajmy z nimi czas na dworze, zapiszmy na jakiś sport. Nie usadzajmy na cały dzień przed komputerem a otyłość się zmniejszy!

Sama ustawa to jakiś pic. Młodzież kupi sobie co potrzebuje po drodze do szkoły albo wyskoczy na przerwie do pobliskiego sklepu (owocowo-warzywne szkolne sklepiki im na pewno nie przeszkodzą) ale maluchy/przedszkolaki nie mają już takich możliwości więc jak im dadzą na śniadanie kawałek arbuza to muszą się tym zadowolić i czekać aż w kolejnym posiłku znajdzie się coś bardziej kalorycznego…

Pani Premier zapewne intencje miała dobre, jednak teraz albo interpretacje są zbyt ambitne albo wytyczne brzmią zbyt groźnie! Jeszcze chwila i smakiem dzieciństwa zamiast naleśników i kaszki manny będzie sałata i marchewka.

Fajnie, że zachęca się dzieci do jedzenia warzyw i owoców. Dobrze, że rząd stara się uświadamiać rodziców. Jednak chyba nie tędy droga!!! Przecież taki 16-latek nie naje się jabłkiem serwowanym przez sklepiki szkolne! Nie naje się też kawałkiem brzoskwini czy szaszłykiem z warzyw! Tak jak 4-latek nie naje się plastrami marchewki albo rzodkiewki.

Posted by Marta Skrzypiec

  • Kucharz

    Ja pi***ole to wygląda jak menu w szpitalu dla ciężko chorych z problemami żołądkowymi , a nie jedzenie dla rosnących i rozwijających się dzieci.

  • Marta

    W naszym przedszkolu na drugie śniadanie zawsze jest owoc. 8.15 śniadanie, ok 10 II śniadanie czyli owoc, 11.30 obiad dwudaniowy, 14.15 podwieczorek.
    Ja bym obiad rozdzieliła na dwa posiłki, ale za to zrobiłabym większe porcje, nawet kosztem podwyższenia opłaty za jedzenie

    • http://www.matkaniewariatka.pl/ Marta Skrzypiec

      A u nas jest śniadanie o 8.30, II śniadanie 10.30, obiad 13,30. Więc jak o 10.30 mieli kawałek arbuza to de facto 5 godzin byli bez treściwego jedzenia…

  • http://frontdomowy.pl/ Kasia

    U mojego syna w szkole zapowiedziano, że jeżeli dzieci nie będą chciały pić gorzkiej herbaty to mają nosić ze sobą cukier :P

    A poza tym zapowiedziano, że od października wzrośnie składka za obiady… Taaa, przy okazji mój portfel też nie będzie grubaskiem…

    • http://www.matkaniewariatka.pl/ Marta Skrzypiec

      Haha już pakuje moim cukier do worków :) Niezłe jaja się teraz robią!
      U nas na razie nie podwyższają ale możliwe, że będą musieli. Bo słodzenie miodem jest drogie!