Nasze dzieci nie będą grubaskami! 48


1 września weszła w życie nowelizacja Ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia w szkołach. Stworzone z tej okazji rozporządzenie z dnia 26 sierpnia 2015 r. w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach, zachwyca swoją dokładnością i nadgorliwością.

Pani Premier pięknie mówiła, że zadbała, żeby nasze dzieci nie były grubaskami. Ale chyba inwencja twórcza trochę poniosła nasz rząd, bo przy obecnym kształcie rozporządzenia wiele placówek ma problem z układaniem logicznego i treściwego jadłospisu.

Jakie było moje zdziwienie, gdy przeczytałam w naszym przedszkolu menu na cały tydzień. Moją uwagę zwróciły głównie drugie śniadania, które zawierały jedynie kawałek owocu albo chipsy z warzyw.

IMG_0026

Ręka w górę czyje dziecko by zjadło pokrojone w plasterki rzodkiewki oraz marchewki i jeszcze się tym najadło?!??! Biorąc pod uwagę moje wspomnienia z przedszkola i moje doświadczenie z pracy w tej placówce… jednym słowem doznałam szoku! Żywienie w przedszkolu zawsze było pyszne i przez dzieci lubiane. Naleśniki, racuchy, budynie, kisiele, kompoty, pasty z twarogu i owoców, makaron z serem, kasza manna z sokiem malinowym… Same wspaniałości.

Otóż wg nowego rozporządzenia takie potrawy pojawiać się nie mogą. Tzn. mogą ale.. bez cukru. No dajcie dzieciom budyń bez cukru. Makaron z serem i truskawkami bez choćby odrobiny cukru. Naleśniki bez cukru. Cholera jasna, rozumiem zdrowe żywienie, więcej warzyw, owoców, żadnych sztucznych sosów albo przypraw ale zakazanie używania cukru???

To też jest kwestia interpretacji placówek i sanepidu, który ma obowiązek je kontrolować. Bo jest ściśle napisane, że nie wolno dosładzać owoców i napojów (herbaty też???? OMG) ale nie napisano, że nie wolno stosować cukru w ogóle. Więc jakby do serka albo naleśników chyba można…

Nasza dyrekcja póki co bardzo ostrożnie podchodzi do tematu i dość restrykcyjnie ograniczyła menu. A ja natomiast jestem JEDYNĄ matką/rodzicem, który w ogóle zainteresował się tematem!!!

Pojawił się chaos, nikt do końca nie wie co wolno a czego nie. Sklepiki, w których do tej pory można było kupić bardzo dużo, nagle poza owocami i warzywami boją się sprzedawać inne produkty. Ilość zakazanych pokarmów jest tak duża, że de facto nie wiadomo które są tymi właściwymi.

Wiadomo, że fast foody, utwardzane tłuszcze, przyprawy z glutaminianem sodu, chipsy, batoniki i produkty wysokoprzetworzone są niezdrowe i powinno się je wyeliminować. Ale czy na pewno drożdżówka, pączek, twaróg ze śmietaną i cukrem, trochę majonezu albo sól dodana do gotowania warzyw będzie tragedią? Czy dziecku zaszkodzą pierogi z jagodami, polane śmietaną z cukrem? Sok owocowy? Herbata z cukrem?

Jestem za zdrowym żywieniem. Wiele razy pisałam na temat tego, że nasze społeczeństwo tuczy dzieci, karmi kilkumiesięczne dzieci batonikami, chipsami i innymi śmieciami. Nakłaniam do zdrowego żywienia, uważnego czytania etykiet, stawiania na domowe posiłki i samodzielne przygotowanie przekąsek typu jogurty, musy owocowe, sosy itp.

Ale nie jestem szurnięta i nie sądzę, żeby drożdżówka, naleśniki z Nutellą albo dżemem zaszkodziły dziecku i jego dzieciństwu! Zdecydowanie bardziej szkodliwe będzie ograniczanie jego jedzenia, poprzez podawanie jako drugiego śniadanie samego owocu lub warzywa (ile trzeba zjeść arbuza, żeby się nim najeść na kolejne 3 godziny?????) niż pozwolenie na zjedzenie czegoś z zwartością cukru.
Nie demonizujmy tak cukru i soli. Nie róbmy tragedii z powodu kawałka pączka. Skupmy się na ograniczeniu wysoko przetworzonych produktów, nie pozwalajmy maluchom na jedzenie „śmieci”, stawiajmy na domowe jedzenie, świeże i chude. A przede wszystkim pozwólmy naszym dzieciom na aktywność, spędzajmy z nimi czas na dworze, zapiszmy na jakiś sport. Nie usadzajmy na cały dzień przed komputerem a otyłość się zmniejszy!

Sama ustawa to jakiś pic. Młodzież kupi sobie co potrzebuje po drodze do szkoły albo wyskoczy na przerwie do pobliskiego sklepu (owocowo-warzywne szkolne sklepiki im na pewno nie przeszkodzą) ale maluchy/przedszkolaki nie mają już takich możliwości więc jak im dadzą na śniadanie kawałek arbuza to muszą się tym zadowolić i czekać aż w kolejnym posiłku znajdzie się coś bardziej kalorycznego…

Pani Premier zapewne intencje miała dobre, jednak teraz albo interpretacje są zbyt ambitne albo wytyczne brzmią zbyt groźnie! Jeszcze chwila i smakiem dzieciństwa zamiast naleśników i kaszki manny będzie sałata i marchewka.

Fajnie, że zachęca się dzieci do jedzenia warzyw i owoców. Dobrze, że rząd stara się uświadamiać rodziców. Jednak chyba nie tędy droga!!! Przecież taki 16-latek nie naje się jabłkiem serwowanym przez sklepiki szkolne! Nie naje się też kawałkiem brzoskwini czy szaszłykiem z warzyw! Tak jak 4-latek nie naje się plastrami marchewki albo rzodkiewki.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

48 komentarzy do “Nasze dzieci nie będą grubaskami!

  • Dominika Żelazowska

    Dzieci w Polsce jedzą fatalnie i mają okropne nawyki wyniesione z domu i Pani tekst oraz część komentarzy dobitnie to pokazują. Jeżeli rosnącemu i rozijającemu organizmowi potrzebne są cukier, sól, pszenna buła i budyń/racuchy to gratuluje. To my mamy wpływ na jakość zdrowia naszych dzieci, i one takie potrawy powinny jesc raz w tygodniu. Wlasciwie jak Was czytam rodzice to się ciesze ze rząd chce regulowac takie sprawy…

  • Ida Kwietniowa

    Ja robię dzieciom budynie i naleśniki bez cukru. Słodzę je suszonymi owocami, ksylitolem albo miodem. Da się. Trzeba się tego nauczyć. A pyszna przedszkolna dieta, o której wspomniałaś, to dietetyczny koszmar, uczący fatalnych nawyków żywieniowych. Jesli dziecku dajesz w domu tyle słodkiego, nic dziwnego, ze nie zje marchewki. Moje jedzą – zresztą marchew jest slodka :)

  • magda

    U nas taki jadłospis w przedszkolu funkcjonuje już od dłuższego czasu. I żadne dziecko nie padło z głodu:) spokojnie… Często mamy warzywa pokrojone w plasterki, a dzieci je uwielbiają

    • Agnieszka T.

      Moje dzieci też lubią i owoce i warzywa ale pierwsze co sygnalizują po wyjściu z przedszkola to to, że są głodne. Jeszcze nigdy nie było tak, żeby tak wołali jeść. Więc coś w tym jest. To są dzieci, które potrzebują zjeść, żeby rosnąć i się rozwijać. Dzieci, które ciągle są w ruchu, przynajmniej moje tak mają a myślę, że nie są wyjątkiem. I na pewno owoc na 2 śniadanie albo podwieczorek sprawy nie załatwi.

  • Maria Anna Brzegowy

    Moim zdaniem jadłospis jest naprawdę w porządku. Sporo dobrych przedszkolnych placówek ma w ofercie na II śniadanie owoce. Fakt, nawet jako dietetyk uważam, że jeden z zapisów rozp. jest przesadą, ale nie uważam, żeby dla radosnego dzieciństwa potrzebna była kilkulatkom Nutella i pączek. Jeśli rodzic ma ochotę – niech sam zaproponuje taką przekąskę w domu, a szkoły niech zapewniają to co najlepsze pod względem żywienia + odpowiednia edukacja
    Pozdrawiam serdecznie

  • Mama Calineczki

    Moja córka poszła do przedszkola w Czechach, bo tu mieszkamy i przeraża mnie menu przedszkolne… Tzn jest takie dla dorosłych… Np. dzisiaj na pierwsze danie zupa ala czernina ale z krwi wieprzowej, na drugie golonka z zasmażaną kapustą… jutro flaczki na pierwsze danie na drugie jakiś gulasz paprykowy… jakoś nie widzę tego, żeby moje dziecko to zjadło, ale zobaczymy :)

      • Mama Calineczki

        No nie? W dodatku na podwieczorek dzieci przynoszą coś z domu… To co lubią… Ja dałam Calineczce owoce i gdy ją odbierałam to Pani powiedziała, że nic nie zjadła na podwieczorek i cały czas marudziła, że chce to co inne dzieci… A gdy spytałam potem Calineczki co jadły inne dzieci to mówiła, że wafelki, ciasteczka, kinder czekoladki albo czekoladowe płatki ;)

  • Maria

    Kochani jestem intendentem w dużej szkole….Przyznam się bez bicia, że
    mam teraz niezły galimatias…Nie chodzi o samo gotowanie potraw, gdyż
    to niewiele się zmieni ale chodzi o produkty.Dzieci nie lubią kompletnie
    niesłodkich kompotów czy herbatek a dobrze każdy wie, ile naturalny
    miód kosztuje.Rozważamy podwyższenie stawki za posiłki i tak będzie w
    większości placówek.Ryba raz w tygodniu,makarony,pieczywo
    pełnoziarniste,soki i koktajle o obniżonej zawartości cukru (lub
    bezcukrowe)…mogłabym tak wiele wymieniać.Wszystkie te produkty są
    droższe.Ja nie jestem przeciwna tym zmianom, tylko jak to u nas w kraju
    bywa popadamy ze skrajności w skrajność:albo wszystko,albo nic.Jest to
    ogólnie walka z wiatrakami, ponieważ dzieci swoje przyzwyczajenia
    żywieniowe wynoszą z domów.Na ponad 430 osób korzystających ze stołówki
    szkolnej, niewiele jest takich, które zjadają surówki przygotowane do
    drugiego dania. A proszę mi wierzyć,że są pyszne i bardzo
    urozmaicane.Warzywa i owoce często walają się po koszach na śmieci,
    ponieważ dzieci nie są uczone ich spożywania.Jest to przerażające!Ciężko
    jest wszystkich zadowolić.Obroty sklepików szkolnych spadną do minimum a
    wzrosną te, w pobliskich sklepach. Sama widzę codziennie dzieci
    śmiejące się i maszerujące po zajęciach lekcyjnych z chipsami i
    colą…Ja się dwoję i troję,żeby sprostać przepisom a dzieciaczki i tak
    swego dopinają :-)

    • Marta Skrzypiec

      Dziękuję Ci za ten komentarz! To bardzo ważny głos w rozmowie, bo potwierdza właśnie to, o czym mówi nasza dyrekcja- że oni są póki co zdezorientowani, bo chcieliby gotować tak, żeby dzieci jadły a większość dotychczasowych produktów okazuje się być zła.

      • Maria

        Jak na razie jestem po 5-tym przygotowanym posiłku ;-) Dzieci ładnie jedzą choć wiadomo,że znajdą się takie, które talerz oddają praktycznie nie tknięty…Jest duże zainteresowanie tematem. Zarówno rodzice jak i dzieci przychodzą, czytają jadłospis, dopytują się o zmiany, czy faktycznie stosujemy się do nowej ustawy…Na razie nie słyszę skarg ani innych nieprzychylnych komentarzy. Zobaczymy jak będzie dalej :-) Mam nadzieję, że sprostam temu zadaniu. Pozdrawiam serdecznie

        • Matka Debiutująca

          Wiesz, i chyba to jest też ten dodatkowy cel ustawy – uświadamianie rodziców, może wtedy tez w domu będą gotować trochę inaczej, wyniosą większą świadomość żywieniową.
          Życzę powodzenia, myślę, że z czasem i same dzieciaki się oswoją.

    • Kasia

      Dzień dobry! również pracuję jako intendent w stołówce szkolnej. Naszym zwyczajem jak co roku przygotowałyśmy 300 szt kompotów z owoców ( agrest, czarna porzeczka, wiśnie) – receptura tradycyjna , sanepid zawsze pochwalał ,a teraz zastanawiam się co zrobić z tymi kompotami??? wylać??? przyprawy staramy się używać z godnie z przepisami (mało soli i wszystkich E) , jestem przerażona, tak naprawdę nie wiadomo jak dalej funkcjonować ma szkolna stołówka. Zastanawia mnie też catering w innych szkołach? czy ich też dotyczyć będą obostrzenia???
      Nasze dzieci 5-6 laty przychodzą z drugim śniadankiem z domu, a w śniadaniówce- kinder kanapka, 7deys, mars, lub grzesiek!!! i co z tym????

  • Maria Płatos

    Kochani jestem intendentem w dużej szkole….Przyznam się bez bicia, że mam teraz niezły galimatias…Nie chodzi o samo gotowanie potraw, gdyż to niewiele się zmieni ale chodzi o produkty.Dzieci nie lubią kompletnie niesłodkich kompotów czy herbatek a dobrze każdy wie, ile naturalny miód kosztuje.Rozważamy podwyższenie stawki za posiłki i tak będzie w większości placówek.Ryba raz w tygodniu,makarony,pieczywo pełnoziarniste,soki i koktajle o obniżonej zawartości cukru (lub bezcukrowe)…mogłabym tak wiele wymieniać.Wszystkie te produkty są droższe.Ja nie jestem przeciwna tym zmianom, tylko jak to u nas w kraju bywa popadamy ze skrajności w skrajność:albo wszystko,albo nic.Jest to ogólnie walka z wiatrakami, ponieważ dzieci swoje przyzwyczajenia żywieniowe wynoszą z domów.Na ponad 430 osób korzystających ze stołówki szkolnej, niewiele jest takich, które zjadają surówki przygotowane do drugiego dania. A proszę mi wierzyć,że są pyszne i bardzo urozmaicane.Warzywa i owoce często walają się po koszach na śmieci, ponieważ dzieci nie są uczone ich spożywania.Jest to przerażające!Ciężko jest wszystkich zadowolić.Obroty sklepików szkolnych spadną do minimum a wzrosną te, w pobliskich sklepach. Sama widzę codziennie dzieci śmiejące się i maszerujące po zajęciach lekcyjnych z chipsami i colą…Ja się dwoję i troję,żeby sprostać przepisom a dzieciaczki i tak swego dopinają :-)

  • Aga Klebba

    na szczęście u nas jeszcze jest kaszka w menu;) i mam nadzieję ze zostanie. owoce też były i nadal są i warzywka więc uważam że moje dziecko je zdrowo, co nie znaczy że w domu od czasu do czasu nie dostanie czegoś zwyczajnie słodkiego jak czekolada lub mamba

  • Kamil

    Trochę nie rozumiem oburzenia. Wg mnie jadłospis jest całkiem ciekawy i zdecydowanie podpasowałby moim dzieciom. Na tą chwilę starszy syn ma dopiero 2,5 roku jednak patrząc na jego miłość do warzyw, owoców i zup – zdecydowanie byłby zadowolony. Młodszy na tą chwilę również chętnie by zjadł. Mało – sam bym chetnie przeszedł na takie regularne zdrowe posiłki :) Co do wspomnianej diety 16-latka to raczej mało trafne, bo w tym wieku nie wydaje się kieszonkowego na posiłek w szkole tylko na browar po szkole :)

    • Ciekawa ;)

      “Sam bym chetnie przeszedł na takie regularne zdrowe posiłki” :D A ja chętnie bym zobaczyła z jakim zaangażowaniem je zjadasz, jak się nimi najadasz, jak entuzjastycznie rezygnujesz z popularnych przekąsek i ostatecznie jak długo wytrzymałbyś na diecie.

  • Agnieszka T.

    Już widać, że każde przedszkole interpretuje wytyczne inaczej bo u nas np. w tym tygodniu jest na podwieczorek budyń albo ciasto biszkoptowe z budyniem, kokosem i polewą czekoladową. A na obiad makaron z serem i cukrem więc chyba to nie jest tak, że w ogóle nie ma cukru zwłaszcza, że mają i herbatę miętową i bawarkę i kawę inkę – wątpię, żeby były gorzkie. I minimum raz w tygodniu jest ciasto. A ja uważam, że bez przesady i należy do tego podejść zdroworozsądkowo – owszem ograniczyć niezdrowe, śmieciowe jedzenie i słodycze ale racuchy, naleśniki, drożdżówka, budyń – czemu nie. A herbata posłodzona albo wcale bo gorzka jest paskudna :-).
    U nas powiedziano jedynie, że na urodziny nie można przynieść żadnych słodyczy, tortów itp. – tylko zdrowe jedzenie czy przekąski.

  • Klaudia Osmanowska

    P.S. Czytając komentarze zastanawiam się dlaczego rodzice chcą żywić dzieci, jak króliki podczas, gdy same w dzieciństwie zapewne wyczekiwały na naleśniki z owocami, śmietaną i cukrem, a nie jakieś półwytrawne, albo kwaśne.. Nie ma nic złego w gorzkiej herbacie i sałacie, ale nie ograniczajmy maluchów do tych drugich. Mogą poznać oba smaki. Różnica polega na tym by nie dawać 3 łyżeczek, tylko pół do szklanki. Odrobina przyjemności nie jest szkodliwa ;)

  • Matka Debiutująca

    Wiesz co, trochę się zgadzam i nie zgadzam z tobą. Po pierwsze – jakim problemem jest to, ze smakiem dzieciństwa będzie sałata i marchewka? Czy dziecko coś straci? Dlaczego uważa się, że tylko naleśniką i pąchy są smakiem dzieciństwa. Pyszne sałatki nie mogą być?
    Ja np. uważam, że dobrze, ze zostało wprowadzone ograniczenia w ilości cukru podawanego w placówkach, może nie aż tak drastycznie, ale szczerze mówiąc patrząc jeszcze wcześniej na jadłospis żłobkowy i widząc co chwila jakieś buły, słodkie płatki, naleśniki, racuchy to trochę szlag mnie trafiał, bo potem panna tego samego żądała w domu, a warzywa poszły się paść.
    Sam owoc na drugie śniadanie w przedszkolu to tak, może i przegięcie, ale powiem szczerze, że ja czasem też daję małej tylko owoc na drugie śniadanie. I wystarcza.

    Co do soli i cukru – tu nawet nie chodzi o demonizowanie. Zwyczajnie jemy tego za dużo ( w Polsce około trzy razy więcej niż dopuszczalna norma), i to jest niezaprzeczalny fakt, nie ma co z tym dyskutować, a wiadomo im wcześniej dziecko przyzwyczaimy do mało słonych czy niesłodkich tym lepiej. Druga sprawa – solenie i dosładzanie to kwestia przyzwyczajenia, które jest do odwrócenia.
    Myślę, ze za jakiś czas to się jakoś unormuje, zawsze na początku jest panika – mówię o dyrekcjach placówek. Ale rzeczywiście, warto rozmawiać z dyrektorami, tak jak ty to robisz. Brawo za inicjatywę.

    • Katarzyna Jacek Curyło

      Tutaj zgadzam się w 100% zawsze lepiej dziecko przyzwyczaić do zdrowego żywienia niż żeby potem juz dorosłe dziecko z nadwagą miało do nas jako rodziców pretensje (osobiście znam takie osoby)

    • Złoty środek

      Ja myślę, że żadne skrajności nie są dobre. Nie warto przesadzać w żadną stronę. Zdrowe jedzenie jest ok, ale dziecko, które w przesadny sposób będzie poddawane diecie może za kilka lat objawić syndrom tzw. “psa spuszczonego z łańcucha” i nadrabiać to, czego nie było wolno jeść. Poza tym uważam, że to nie fair wymagać od dzieci stosowania diety, do której sami pomysłodawcy nie są w stanie się dostosować.

      • Matka Debiutująca

        Oczywiście, że skrajności są złe. Fakt, że może zbyt rygorystyczne są niektóre warunki, ale nikt nie napisał, że nie może być racuchów, naleśników i innych tego typu posiłków, a można je przygotować nawet bez cukru. Wiem, bo robię, a dziecko nie narzeka. Druga sprawa – to co dzieci jedzą w przedszkolu nie są jedynymi posiłkami spożywanymi przez dziecko w ciągu dnia, więc jeżeli ktoś chce zapewnić dzieciństwo dziecku przez odpowiednie jedzenie – nikt nie zabroni ;)

  • Meipu

    U was nie jest źle. U nas w przedszkolu dzieci dostają na obiad jedno danie (zupa albo drugie), na podwieczorek albo trzy herbatniki, albo jeden owoc, albo mały jogurcik, także to co u was, to wypas ;)

  • Kucharz

    Ja pi***ole to wygląda jak menu w szpitalu dla ciężko chorych z problemami żołądkowymi , a nie jedzenie dla rosnących i rozwijających się dzieci.

  • Marta

    W naszym przedszkolu na drugie śniadanie zawsze jest owoc. 8.15 śniadanie, ok 10 II śniadanie czyli owoc, 11.30 obiad dwudaniowy, 14.15 podwieczorek.
    Ja bym obiad rozdzieliła na dwa posiłki, ale za to zrobiłabym większe porcje, nawet kosztem podwyższenia opłaty za jedzenie

  • Kasia

    U mojego syna w szkole zapowiedziano, że jeżeli dzieci nie będą chciały pić gorzkiej herbaty to mają nosić ze sobą cukier :P

    A poza tym zapowiedziano, że od października wzrośnie składka za obiady… Taaa, przy okazji mój portfel też nie będzie grubaskiem…