Jakim cudem równo traktować bliźnięta? 1


Jestem cholernie uparta w kwestii różnicowania bliźniąt. Od pierwszych ich dni starałam się, żeby czuli się indywidualnie. Nie ubierałam ich tak samo, nie kupowałam identycznych rzeczy, nie traktowałam jak jedności. I walczyłam z otoczeniem, które próbowało ich tak traktować. Owszem, zdarzają się identyczne zabawki- ale rzadko. Najczęściej mają takie same, np. dwie hulajnogi- ale każda w innym kolorze. Dla nas było to naturalne. Szybko zauważyliśmy też, że Chłopcy sami również tak wybierali. Będąc w sklepie jeszcze się nam nie zdarzyło, żeby chcieli coś identycznego. Najczęściej jest tak, że jak brat wybrał niebieską koszulkę, to drugi chce czerwoną. A jeśli nie da rady kupić dwóch różnych rzeczy to od razu podpisują. Tak jest z przedmiotami.

Sprawiedliwość- czym to jest właściwie?

Jednak jeśli chodzi o wychowanie, traktowanie, czas spędzany z nami i ogólnie pojęte relacje rodzinne, to bardzo chcą i my również bardzo chcemy, żeby było po równo. Żeby żaden nie czuł się gorszy czy faworyzowany. I tutaj naprawdę napotykamy ogromne kłody. Bo jak traktować tak samo dwoje różnych ludzi? W jaki sposób sprawić, żeby zawsze było sprawiedliwie, gdy nie zawsze da radę dostrzec źródło nieporozumienia? Gdy to jeden jest zazwyczaj prowodyrem i to jego należałoby bardziej dyscyplinować. Co wtedy, gdy jeden rozrabia i wypadałoby wyłączyć bajkę ale wtedy drugi przy okazji również ma karę? Codziennie przechodzę takie dylematy i codziennie nie wiem jak postąpić by było dobrze. Z jednej strony nie należy chyba nadmiernie się nad tym zastanawiać. Nasze babki albo matki nie miały takich dylematów i dzieci się jakoś wychowały. Ale z drugiej strony dlaczego ten spokojniejszy ma np. nie jechać na lody, tylko dlatego, że jego brat dostał na nie bana za skandaliczne zachowanie? Znowu jak pojechać tylko z jednym? Jak znieść w tym czasie histerię i żal drugiego? Ja nie potrafię! Nie wiem czy byłoby mi łatwiej gdyby między Chłopcami była różnica wieku. Czy moje dylematy wynikają z poczucia i pewnego obciążenia tym, że jest ich dwóch i za wszelką cenę chcę, żeby nie czuli się sobą nadmiernie obciążeni. Żeby nie mieli poczucia, że musieli zawsze być cieniem brata, w cieniu brata albo pokutnikiem jego grzechów. Wiem, brzmi okrutnie ale tak trochę jest. Całe szczęście w większości rozrabiają we dwoje po równo. Ale co w momencie gdy przegina tylko jeden?

Trudna sztuka równego traktowania bliźniąt

Jeszcze trudniej jest, gdy jeden z bliźniąt jest słabszy. Z powodów zdrowotnych jeden słabiej jeździ na rowerze, wolniej na hulajnodze, albo w ogóle tego nie jest w stanie opanować. Być może dlatego, że się boi, a może dlatego, że nie może albo nie chce. Co wtedy? Czy ten drugi też ma być ograniczany, bo pierwszy nie daje rady? Jak to pogodzić będąc jednym rodzicem dla obu. W jaki sposób zaplanować spacer, gdy jeden chce iść na rower a drugi nie daje rady na nim jeździć i płacze, bo chciałby. Jaką podjąć decyzję, żeby żaden nie czuł się faworyzowany? Powiem wam, że codziennie spędza mi to sen z powiek. Nie chcę ograniczać silniejszego. Ale trochę tak właśnie robię. Mógłby jeździć na rowerze już dwa lata temu a dopiero w tym roku mu go kupiliśmy, bo “czekał” na brata. Bo jak to zrobić? Iść z jednym a drugiego podrzucić do babci czy zostawić w domu? Jak wspierać tego słabszego, jednocześnie nie ograniczając silniejszego? Jak dawać im poczucie indywidualności, gdy życiowe sytuacje same im każą patrzeć na tego drugiego i się do niego dostosować? Nie wiem. Naprawdę nie wiem! Bardzo możliwe, że za kilka miesięcy problem sam się rozwiąże, bo w pewnym momencie oni sami wyrównują swój rozwój. Jeden doskakuje do drugiego i jakoś dalej razem idą do przodu. Ale wkurza mnie, że bliźnięta są z natury okradane z tego, co mają pojedyncze dzieci. Najpierw nie mają uwagi rodziców tylko dla siebie. Nie mają ramion matki na wyłączność. Nie mają 100% ciepła i miłości, które należy się każdemu dziecku. Dostają co najwyżej 50%, bo resztę zgarnia brat/siostra. A później muszą walczyć, by być partnerem rodzeństwa a nie jego tłem albo kopią. (O moich wyrzutach sumienia jako niesprawiedliwej matki bliźniąt przeczytacie TUTAJ). Więź bliźniąt jest niezwykła, świetnie się to obserwuje i podziwia. To coś, czego nie da się powtórzyć w żadnej innej relacji. Jak nić, która silnie łączy. Jednocześnie to wyjątkowo trudna zależność, która zmusza do ciągłej rywalizacji, walki o pozycje w rodzinie, dominację i uwagę rodziców.

Cholernie trudno mi się patrzy na to jak jeden przeważa fizycznie nad drugim. Mimowolnie wykrzykuję “poczekaj na brata”, ” nie biegnij tak szybko, bo on nie nadąża”. A później sama sobie zadaje pytanie- czy na pewno dobrze robię? Czy on powinien na niego poczekać, zwolnić, ograniczać się? Pewnie nie. Ale jak pozwolić, by ten drugi ciągle odczuwał, że nie daje rady?
Strzałem w 10 było rozdzielenie do różnych grup- tekst o tym TUTAJTo rozwiązało wiele problemów. Pozostały nam tylko te domowe. Na które jeszcze nie znalazłam złotego środka.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Jakim cudem równo traktować bliźnięta?