Nie ma co narzekać, zawsze może być gorzej. Niejedna choroba za nami, wiele przed nami. Ale jak zawsze, przy każdej- siły słabną a zmęczenie daje o sobie znać!
Temat na topie, bo choroba w niejednym domu więc każda Matka ma bardziej lub mniej dość!
Dużo roboty przy ruchliwych dwu-latkach mam na co dzień. Ale jak już któreś choruje i z rąk cały dzień nie schodzi a czas umilają nam płacze, jęki, stęki, kaszel, wymioty i smarki to każdy po prostu wysiada...
A po czym to poznać?!
- Czepiam się do wszystkiego- do Mężula najczęściej, bo pod ręką jest. Bo w pracy był więc miał szczęście nie być w domu, bo coś zrobił/nie zrobił/miał zrobić/nie miał zrobić. Na teściów- a dlaczego by nie. Na Mikołaja miauczącego mi nad uchem mimo że dobrze się czuje. Na kurz piętrzący się na szafkach, bezczelnie się sam nie ścierający. Na wszystko!!!
- Nerwa mam na przemian z chęcią do płaczu- bo ile przeciętny człowiek może znieść bycia w napięciu pt.: "co z tym dzieckiem", "dlaczego on nadal kaszle", "jak mu wcisnąć ten lek, żeby nie zwymiotował", "co mu dać jeść, żeby zjadł cokolwiek", "jak mu pomóc, gdy cały dzień wisi na rękach i jęczy"...
- Kręgosłup wchodzi mi do d... bo dziecko zasmarkane i kaszlące usypiam na rękach, żeby mu się uspokoiło wszystko i dopiero wtedy, go odkładam do łóżeczka. A i w nocy go noszę i trzymam po kilka razy jak się wybudzi z ogromnym kaszlem.
- Zamieniam się w byle- jaką panią domu...
a) Obiad robię w wersji 'byle się nie napracować', najlepiej jednogarnkowy, robiący się sam. A jeszcze lepiej gotowy. Dzięki światu za miejsca z możliwością kupna domowych wyrobów- pierogów, kopytek, klusek... :)
b) Bałagan mi się rozprzestrzenia, bo poza względnym podgarnięciem- nie mam możliwości poświęcić większej ilości czasu na sprzątanie.
Ale jak tak sobie właśnie patrzę na jeden z odcinków "Perfekcyjnej pani domu", to mi się od razu polepszyło... U mnie jest jednak błysk :)
c) Jestem jeszcze większym miSZCZEm prania niż zwykle! Odkąd mam dzieci w wieku chodzącym nie udało mi się jeszcze wyprać wszystkich skarpetek do pary!
Nie potrafię tego wyjaśnić. Nie wiem jak to w ogóle jest możliwe, że nigdy mi się suma nie zgadza skarpetek prawych z lewymi!
Serio!
Czasami też do jasnego prania wpadnie jakaś jedna czarna, albo do ciemnego- jedna biała!
I zawsze jestem tym zaskoczona.
A jak jestem w stanie większego zmęczenia to już w ogóle ciężko znaleźć jakiekolwiek do pary. Zwłaszcza jak Miki mi pomaga je segregować a mi brakuje refleksu, żeby nad tym panować.
I tak oto od kilku dni mam w szufladzie mnóstwo pojedynczych skarpetek czekających na swoją parę do następnego prania!
Home » »Unlabelled » Jak się u Matki objawia zmęczenie?!
czwartek, 16 stycznia 2014
Subskrybuj: Komentarze do posta (Atom)

Wiem co to chore dziecko a nawet więcej niż jedno w tym samym czasie. Zdrowia dla maluchów i siły oraz cierpliwości dla Ciebie. Pamiętaj że po burzy wychodzi słońce :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZawsze mi mówiłaś: Tylko spokój może Cię uratować. Zalecam w dużych dawkach. I jeszcze Boże daj mi tyle cierpliwości ile mam siły w stanach nerwicy :)
OdpowiedzUsuńD.
U mnie do cyrku chorobowego dołącza się jeszcze postrzelony szczeniak o.O
OdpowiedzUsuńUwielbiam tą gadzinę, ale potrafi być tak wkur...ca :-/ niech tylko skończy gryźć... byle jak najszybciej...
Z tymi skarpetkami to jest jakieś fatum. U nas czasem nigdy się nie znajdują i to dopiero zagwozdka!;)
OdpowiedzUsuńTymon dziś wreszcie przestał kaszleć (gdyby nie przestał musielibyśmy wrócić do sterydów), ale nadal nie wyszłam z trybu "chore dziecko, nie mam siły" i zmarnowałam cały dzień...
OdpowiedzUsuńMarudzenie na Chłopa i u mnie standardowo. Ja nie wiem jak on sobie radzi z pracą, opieką nad dzieciem (czasem chodzimy do roboty na zakładkę), ale faktem jest że z porządków to tylko pranie ogarnie. Ale u niego marudy brak.
OdpowiedzUsuńA skarpetki to odwieczna tajemnica ;)