Zaglądam dalej- w każdej grupie, w której jestem członkiem co chwilę ktoś wrzuca link do tej samej sytuacji, 3/4 blogów które mam na swojej tablicy robi to samo. I wszędzie fala negatywnych komentarzy.
Zgadzam się-to jest straszne, niezrozumiałe, smutne, przerażające.
Nie umiałabym żyć z taką świadomością, nie dziwię się, że ojciec 'zwariował'. Szczerze- ja bym szukała już sposobu jak dołączyć do swojego dziecka- serio! Można więc sobie darować te agresywne komentarze.
Z drugiej strony afera- biją się o paznokcie. Faktycznie, bardzo ważny temat- robić z małej dziewczynki modnisie czy nie?! Osobiście uważam, że dziecku do szczęścia nie jest potrzebne upodabnianie się do matki i stylizowanie się na "małą-dorosłą" a na kosmetyki przyjdzie czas. Ale jak ktoś czerpie przyjemność z malowania dziecku paznokci, a dziecko uznaje to za dobrą zabawę- to mi nic do tego. Tragedią to nie jest. Krzywdy nikomu nie robi. Sama paznokcie maluję bo lubię ale całe szczęście mam Chłopców więc nie będę musiała się z nimi bić i tłumaczyć, że są za mali na takie atrakcje.
Chociaż od strony zawodowej- nie popierałam przychodzenia do przedszkola z wymalowanymi paznokciami, błyszczykami ani różami na policzkach. No soryyy- to nie studia, to są małe dzieci! A skoro już w przedszkolu dzieci chcą być takie wystrojone to nie ma się co dziwić, że do gimnazjum najchętniej chodzą na wpół nago- z większą ilością makijażu na buzi niż ciuchów na tyłku.
Proponuję więc rozwagę- sporadyczna swoboda nikomu nie zaszkodzi, jednak dzieci niech pozostaną jak najdłużej dziećmi a najważniejszą wartością niech będzie mądrość a nie wygląd!
Wobec tych wydarzeń przypomniał mi się tekst, który kiedyś pod wpływem podobnej chwili napisałam do portalu-W Maglu. Myślę, że warto czasami się zatrzymać i zastanowić czy gra jest warta świeczki, czy awantury mają jakiś cel a pochopne ocenianie ma sens.

Więc co bym zrobiła?! Poza abstrakcjami typu- obkupiłabym się we wszystko co się da, skoczyła na bungee (nigdy w życiu!), ogoliła na łyso, zrobiła tatuaż, poleciała do Hiszpanii… Wszystko to, czego nie robię na co dzień.
A z takich przyziemnych spraw?
Gdyby jutra miało nie być?
Gdyby mnie miało nie być już jutro?
Zastanawiacie się czasami?
Może warto przyjąć zasadę, że każdy dzień może być tym ostatnim i dbać o to, by nie musieć go żałować.
Od pewnego czasu tak mam, że jak gdzieś wychodzę to staram się miło pożegnać z dziećmi, pomachać, dać buziaka. Nie lubię niedokończonych spraw i kłótni z Mężulem, zawieszonych w pół słowa. Nie tak chciałabym, żeby mnie wspominano.
Jasne, że nikt nie chce umierać i myśleć kiedy miałoby to nastąpić. To nie o to chodzi. Jedynie o to, żeby mieć świadomość, że nikt nie zna dnia ani godziny. Nie ma co odkładać rzeczy na później, bo można już nie zdążyć!
Można też odwrócić to zdanie i powiedzieć "Żyj tak, jakby każdy dzień był twoim ostatnim". I wcale nie mam tu na myśli szaleństw do upadłego i trwonienia pieniędzy.
Pamiętam jak ogłoszono koniec świata. Nie wierzyłam w jego teorię i wciąż zmieniające się daty, ale w pewnym momencie wszyscy o tym mówili, tak jakby czekali…
A ciekawe czy ktokolwiek chociaż spróbował uporządkować część swoich spraw, żeby móc w spokoju oczekiwać na ten koniec.
Czy pogodził się ze swoimi „wrogami”, wyjaśnił sprawy niewyjaśnione, oddał rzeczy pożyczone, wynagrodził krzywdy wyrządzone, przeprosił, podziękował…
Tak sobie wyobrażam przygotowania do końca świata!
Tak powinniśmy żyć na co dzień.
I jeśli chociaż jedna osoba spróbowała wykonać którąkolwiek z powyższych czynności, to myślę, że warto było robić panikę wizji końca świata!
Bo swoje życie trzeba porządkować na bieżąco, żeby później niczego nie żałować i nie wstydzić się przed bliskimi, że się nie zdążyło powiedzieć im jak bardzo ich kochamy! Albo nie udało się wyjaśnić sporu z przyjacielem lub bratem.
Żeby później nasi bliscy nie musieli wstydzić się za nas, za nasze sprawy zaniedbane, długi niespłacone, rany wyrządzone.
Życie jest za krótkie, żeby spędzić je na kłótniach o malowanie paznokci czy zakładanie rajstop. I chyba nikt by nie chciał, żeby to była ostatnia rzecz jaką właśnie zrobił w życiu.
Pomyślcie- gdyby jutra miało nie być… i przytulcie się do swoich dzieci, facetów, kobiet, matek, babek- doceniając to, że możecie być razem. A całą resztę miejcie po prostu w... dupie!




Co do paznokci, córki czasem pytają czy pomaluję im paznokcie, dla nich to świetna frajda, więc zdarza się, że pomaluję. Wiedzą jednak, że to 'dla dorosłych', że dzieci się nie malują i traktują to raczej jako formę zabawy w przebieranie się itp ale na co dzień paznokcie pozostają 'czyste', ewentualnie z brązowym frenchem po zabawie w piaskownicy :P
OdpowiedzUsuńMoje Chłopaki też mają taki french po piaskownicy więc to chyba unisex jest :D
UsuńI to jaki ponadczasowy :-)
UsuńFrencz z piaskownicy to ja chyba mam lepszy niż moja córka:) mimo, że mam krótkie paznokcie
UsuńNo! Takie teksy to ja mogę czytać codziennie :)
OdpowiedzUsuńDuża przyjemność :)
Napiszę po raz kolejny - Uwielbiam Twoje podejście do życia.
Miło mi baaaardzo :)
UsuńKiedyś postanowiłam, że spróbuję żyć tak, by niczego nie żałować. I choć wiele z perspektywy czasu zrobiłabym inaczej, to nie roztrząsam tego ani nie wybiegam zanadto w przyszłość, bo... właśnie, może jej nie być.
OdpowiedzUsuńbardzo mądry tekst gratulkuje ujeła Pnai wszytsko tak dogłebnie naprawde super
OdpowiedzUsuńDziękuję za te słowa.
Usuńmasz kolejkę za ten tekst :)
OdpowiedzUsuńa nawet dwie :D
Polewaj!
Usuń