wtorek, 30 grudnia 2014
światopogląd matki

19:47
Zakładając bloga nie miałam pojęcia czym jest blogosfera, kto tu jest kim i po co. Matka nie wariatka powstała przypadkiem i długo była miejscem na wypisanie moich emocji. Czasami nawet tęsknie za tym czasem kiedy nie byłam czytana, znana, nie miałam fp. Czyli byłam a mnie nie było! Pisałam, wrzucałam- było. Nikt mnie nie oceniał, sama siebie nie oceniałam.

Kończymy 2014 rok, wszyscy robią postanowienia, plany rozpisują. Nie lubię tego i nie robię. I tak najdalej w lutym zapomnę co miałam w zamyśle :)
Ale już rano postanowiłam, że jakieś podsumowanie zrobię. W zasadzie jeszcze rano chciałam napisać, że się trochę wypaliłam, że mnie nerwy ostatnio noszą i niestety blog na tym cierpi (a obiecałam sobie kiedyś, że tak nie będzie)! Bo różne sytuacje, lawirowanie między tym co trzeba a co bym chciała, próba sprostania oczekiwaniom innych, walka z obłudą- totalnie mi mózg zajęły i nie mogę ostatnio odnaleźć tego, co było fajne w blogowaniu na początku- czyli samo pisanie. Bez patrzenia na to co się komu spodoba, w czym wziąć udział bo wypada, jaką akcję społeczną poprzeć, komu odmówić, a komu nie wypada, czy poprzeć szczepienia a może lepiej namawiać do mycia małym dzieciom zębów...
Nie oszukujmy się- blogerzy dostają różne propozycje, jedne poważne, inne śmieszne, ważne i błahe. Trzeba wiedzieć, na które warto odpowiadać, które przyjmować albo odrzucać. Fajnie by było umieć zarządzać własną marką- jaką jest blog.
Szczerze mówiąc średnio się odnajduje w takiej rzeczywistości, bo wbrew temu co się mówi, że blogerzy chcą za wszelką cenę zarabiać na blogu- mi to dość mocno zwisa. I właściwie za bardzo nie lubię, nigdy nie wiem jak gadać, co ustalać. Za to z radością oddaję wiele propozycji koleżankom, sobie zostawiając tylko to, co czymś przyciągnie moją uwagę. Dla niektórych blogowanie jest sposobem na zarabianie, dla innych sposobem na życie. Chociaż jak by nie robić i tak później przeczytam, że się "sprzedałam". Przy tej okazji warto wspomnieć iż w 2014 roku pierwszy raz pojawiło się u mnie kilku hejterów (nie lubię tego słowa) albo po prostu osób, które nie bardzo wiedzą w którą stronę skierować swoją frustrację więc wpadli na to, że u mnie będzie im dobrze. Błąd.
Matka nie wariatka w 2014 r jest mocno chaotyczna. Takie też stało się moje życie, taka zrobiłam się ja, tak się porobiło na blogu. Dużo się działo- było SPOTKANIE WE WROCŁAWIU, BLOGINIE, TARGI HAPPY BABY, SPOTKANIA LOKALNE W POZNANIU.  Musiałam więc lawirować między domem, dziećmi, utrzymaniem poziomu bloga, wyjazdami, organizowaniem tych imprez...
Zawsze dzieje się coś kosztem czegoś- zaniedbałam więc trochę przyjaciół, spędzałam mniej czasu z Mężem- ale byłam szczęśliwa.
Jak zauważyliście, coraz mniej pojawia się tekstów typowo o tym co u nas- a coraz więcej o tym, na co warto zwrócić uwagę w macierzyństwie, co ja-matka o czymś sądzę, w czym biorę udział, co polecam. Dużo pisałam też o swoich przeżyciach związanych z wcześniactwem. Coraz częściej się otwieram i piszę o trudnych dla mnie sprawach (śmierci pierwszego dziecka, niepełnosprawności, moich obawach, nadziejach). Odważyłam się nawet zamieścić inną formę tekstu- coś na wzór opowiadania. Mnóstwo mam ich w swojej 'szufladzie' ale najczęściej są mocno osobiste, powstały pod wpływem usłyszenia czyjejś przejmującej historii, skumulowania się własnych spraw. Nie wiem czy chcę, żeby ktoś to oceniał.
Z jednej strony onieśmiela mnie świadomość, że tak wielu was czyta to, co piszę- często przyczynia się to do nie publikowania gotowego tekstu. Bo uznam, że tego świat czytać nie powinien, jest za słaby, zbyt pospolity. Innym razem napisze coś na szybko i się okazuje, że mam rekord wyświetleń.
Zbyt często nie jestem pewna, w którą stronę iść. I nie podoba mi się to, bo Matka nie wariatka może i stała się "marką" ale nadal jest to blog Marty, o prostym życiu matki bliźniąt, która lubi być zwykłą dziewczyną. Taką wiecie- co to w garach lubi stać, nad książką zapłakać, z chłopem się pokłócić, na dzieci krzyknąć. Będącą matką bardzo (nie)idealną- wiecie, że dzieci pedagogów są najgorzej wychowane?! Będącą lekko wycofaną wśród tłumów a jednocześnie odważnie wyrażającą swoje poglądy. Taka jestem, taka być zamierzam!

Czytałam kilka podsumowań blogerek i każda ma gotowy plan na przyszłość. Kominek ma nawet plan na nowy blog. A ja wyjątkowo kończę rok w lekkim zagubieniu między tym co mam w sercu, a tym do czego trochę przypadkiem doszłam. Nie bardzo jest jak zawrócić. Ale można poszukać trzeciej drogi. I zamierzam ją znaleźć. Tak, żeby najważniejsze było samo pisanie. Żeby nie tracić zacięcia i ironii w tekstach a jednocześnie by spełniać oczekiwania wobec stale rosnących statystyk.
Ja to mój blog, mój blog to wy.
I dzisiaj w dniu największego zwątpienia- dostaję przesyłkę. Wspaniałą. Wzruszającą. Książkę z autografem i listem odręcznie napisanym przez autorkę. Wszystko za sprawą Matki Wygodnej.


Gdyby nie blog taka przyjaźń przeszłaby mi koło nosa... Nie poznałabym wspaniałych pisarek (Kaśka Targosz - lofeeee you), blogerek (cudne poznańskie blogerki- m.in. Iza, Karolina, Ania, uwielbiam was), nie przeczytałabym tylu wartościowych tekstów, nie uczestniczyła w wielu fantastycznych wydarzeniach, nie znalazła się w TV... Moje życie byłoby nudne a macierzyństwo sfrustrowane.
Rok 2014 kończę więc w poczuciu spełnienia i zadowolenia z własnych działań. A w 2015 planuję czynić to samo- czyli pisać, pisać, pisać. Kto wie co i dla kogo... Tego do końca jeszcze sama nie wiem ale jakieś tam plany mi w głowie kiełkują :)
Iiii mam trzy blogowe marzenia:
1. Dotrzeć wreszcie na Blogowigilię.
2. Poznać pewną intrygującą mnie osobowość blogosfery.
3. Zainwestować w stronę techniczną- od nowego szablonu począwszy. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz! Cenię sobie zdanie czytelników, dlatego jeśli masz coś do powiedzenia- nie wahaj się :)