Dlaczego nie płaczę w poduszkę, gdy mój mąż wyjeżdża?


Od czasu do czasu zdarza się tak, że wyjeżdżamy osobno. Ja na konferencję albo na babski weekend. On na męski wypad, do rodziców, jakiś zlot motocyklowy albo poszaleć na desce. Oczywiście wtedy siły domowe są osłabione i ta osoba, która zostaje ma na głowie dom, dzieciaki i firmę. Korzystamy wtedy z pomocy babci, jakoś staramy się przesortować sprawy ważne i ważniejsze. Ale przede wszystkim jest to nasz czas na odpoczynek od siebie.

Ciężko się odpoczywa, gdy pod jego nieobecność trzeba ogarnąć chłopców, skoordynować zajęcia dodatkowe, dopilnować bieżących spraw zawodowych i trzymać wszystko w ryzach. Wiadomo, że wtedy dzieciaki próbują wykorzystać moją osłabioną pozycję, a ja mam dwa razy więcej roboty, chociażby przy wieczornej kąpieli. Mimo to, jest to czas, który bardzo lubię.
Nie płaczę po cichu w poduszkę, nie wyrywam sobie włosów z głowy, nie usycham z tęsknoty i nie obgryzam paznokci martwiąc się tym, co on tam robi. Odpoczywam. Delektuję się ciszą i samotnością. Tzn. wieczorem, jak już dzieci pójdą spać.

Dopiero jak jego nie ma to sobie uświadamiam jak rzadko u nas w domu słychać ciszę. W dzień wiadomo- dzieciaki się bawią, jakaś bajka jest włączona, jest hałas. Jednak po godzinie 20-tej oni idą spać więc teoretycznie powinno być spokojnie. Nie jest. Bo mężu włącza radio, telewizor albo sam chodzi i ciągle śpiewa. A  jak jego nie ma to nastaje taka cisza, że aż w uszach piszczy. Lubię tak. Gdy zasypiają dzieci, nie włączam niczego co zakłóca mój spokój. Jestem tylko ja, moje myśli i dobra książką. Jeśli myślicie, że jest mi smutno albo nudno to musicie wiedzieć, że nie jest!

Wyjazd męża to również czas na nadrabianie różnych spraw. Wtedy przyjaciółka może przyjechać na babski wieczór a nawet noc. Wtedy jest czas na zrobienie sobie kilku godzin domowego SPA (wieczorem oczywiście), nie narażając się na ironiczny uśmiech albo przerażoną minę na nasz widok z uroczą maseczką. Można sobie poleżeć w wannie pełnej piany, zrobić peeling, pełną depilację a później spokojnie wysmarować się olejkiem. Nie usłyszysz, że się lepisz albo świecisz. Na koniec warto zrobić manicure i pedicure. Zwłaszcza, że nikt nie będzie kręcił nosem na smród lakieru. Doprawdy nie wiem jak to możliwe, że te wszystkie śmierdzące spraye do czyszczenia skóry i motoru, olej albo inne smary mu nie przeszkadzają. A malutki lakier do paznokci jest zapachem nie do wytrzymania.

Brak czujnego oka męża to wprost idealna okazja, by umówić się z koleżanką na zakupy. Ja mam pewnie łatwiej, bo jako szefowa sama dla siebie, mogę oddelegować dzieci do placówki i zniknąć w ciągu dnia na kilka godzin. Ewentualnie można skorzystać z uprzejmości babci. W każdym razie idź na nie, bo z daleka nie widzi ile reklamówek wniosłaś do domu. Zanim wróci to zdążysz nałożyć nową koszulkę albo buty, więc są już stare! Sytuacja idealna. On zadowolony, ty jeszcze bardziej. Wracając z zakupów warto skoczyć z przyjaciółką na kawę i delektować się tym czasem. Zwłaszcza, że jak jego nie ma, to i obiadów za bardzo gotować nie trzeba. Pełen relaks. Dzieci zjedzą w przedszkolu, w domu dojedzą jakimiś naleśnikami albo zupą i gotowe. Dodatkowy plus żywienia rodziny bez tymczasowej obecności męża jest inne menu. Jeszcze dobrze się za nim nie zamknęły drzwi a ja już zrobiłam makaron z sosem serowym z kurkami. Wtedy też robię spaghetti albo zjadam z chłopakami tonę naleśników. To, co uwielbiamy a czego mężu nie jada.

Jego nieobecność to również czas samotnego spania na każdym możliwym łóżku. To też telewizor tylko dla mnie (o ile go w ogóle oglądam), słuchanie mojej muzyki, bez jego “idę szukać żyletek” i brak komentarzy “wszędzie te twoje… i tu np. kubki (jestem miłośniczką, każdy mam do innego napoju, on tego nie ogarnia), gazety (lubię prasę ale nie zawsze mam czas poczytać- no to się piętrzą w oczekiwaniu). Ogólnie pojęty luz i życie typowej singielki, które zaczyna się jak tylko dzieci idą spać i kończy gdy wstają.

Chociaż mój mąż to akurat mało uciążliwy i upierdliwy typ to jednak miło jest czasami pobyć bez niego. A później on wraca, dzieci skaczą z radości, ty udajesz mocno styraną i oznajmiasz, że teraz za ten tydzień samotnego zajmowania się dziećmi, domem i pracą należy ci się: dzień w spa, masażysta, nowa sukienka, kilka godzin wychodnego. Przecież ci nie odmówi… Także powiadam wam- wypuszczajcie swoich mężczyzn na samotne wyprawy i korzystajcie z tego, co wam ten czas daje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *