
Program 500+ budził sporo kontrowersji na długo przed jego wprowadzeniem. Teraz już mamy pewność kto, i na jakich zasadach, otrzyma pieniądze- a mimo to, negatywne komentarze nie milkną. I nie ma się co dziwić, jeśli czyta się wypowiedz prezesa PIS-u, który zapewnia, że „program 500+ to przejęcie przez państwo znacznej części ciężaru utrzymania dzieci” <źródło- TUTAJ>
Być może nie potrafię liczyć, może się nie znam ale… mam dwoje dzieci i nijak nie wydaje mi się, żeby owe 500 zł, które na nie otrzymam, w znacznym stopniu pokryło ich utrzymanie! Zwłaszcza, że to finalnie będzie 250 zł na głowę. Jasne, jest to jakaś pomoc. Jednak jeśli ktoś potrafi liczyć to szybko sobie zrobi bilans, z którego mu wyjdzie, że zmiany, które wprowadza rząd spowodują, że rodziny z jednym albo dwójką dzieci jeszcze do tego interesu dopłacą!
Wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują na to, że we wrześniu zabraknie miejsc dla 3-latków w przedszkolach. Rodzice przeznaczą więc tą dodatkową kasę na nianię albo prywatne przedszkola.
Banki już ostrzegają, że podniosą nam opłaty. Sklepy podniosą ceny a ubezpieczalnie składki. Także koszty życiowe nam wzrastają. Takie drobne koszta za dobro, które otrzymamy.
Podobno ten program ma pomóc naszej demografii. Ciekawe czy ktoś przy zdrowych zmysłach zdecyduje się na kolejne dziecko, pod wpływem wizji otrzymania 500 zł?! Zwłaszcza, że nigdy nie wiadomo czy np. za 2 lata nie usłyszymy, że budżet nie daje rady i program trzeba zawiesić. Jestem pewna, że żadna normalna rodzina nie zdecyduje się na posiadanie większej ilości dzieci, dlatego, że ktoś im obieca za to pieniądze! Nie, nie, nie! To tak nie działa! Kraje zachodnie już dawno się przekonały, że należy dawać wędkę a nie rybę. Jeśli chcemy mieć większą rozrodczość to zapewnijmy kobietom pracę a dzieciom miejsca w placówkach. Dajmy dzieciakom darmowe obiady w szkołach i podręczniki. Zamiast rozdawać 500 zł (które niestety nie każda rodzina wyda zgodnie z założeniem- i nie ma się co oszukiwać, że ktoś zdoła to upilnować), wykorzystajmy mądrze te pieniądze! I nie mam na myśli patologi, bo o niej każdy ma wyobrażenie. Ale osobiście znam porządne, dobrze funkcjonujące rodziny, które pieniądze extra (z prezentów, stypendiów, premii w pracy itp.) w pierwszej kolejności przeznaczają na zaspokajanie swojego ego- nowy telewizor, droga torebka, telefon, piętnasta antena satelitarna czy wypasiony robot kuchenny, bo Basia pod czwórki taki ma. Potrzeby dziecka natomiast na końcu i tylko te najpilniejsze. Czy właśnie na to mają iść nasze podatki, składki czy z czego tam wezmą te pieniądze?!?!?
Na pewno skorzystają rodziny wielodzietne i będzie to dla nich spora pomoc. Wiele rodzin otrzyma więcej niż wynosi najniższe wynagrodzenie. One więc mogą mówić o znacznej poprawie swojej sytuacji.
Natomiast ja, matka dwójki dzieci, w tym jednego niepełnosprawnego- w żadnym stopniu nie zgadzam się ze słowami prezesa i ciężko mi się nie zagotować, gdy słyszę, że rząd przejmuje mój obowiązek utrzymania dzieci!
Chętnie zamienię owe 500 zł na tańsze leki dla dzieci, darmowe wizyty u specjalistów (bez kilkumiesięcznych kolejek), tańsze ubrania dla dzieci, wystarczającą ofertę zajęć rehabilitacyjnych w ramach NFZ. Albo tak jak jest np. w Niemczech- darmowe leki i sprzęt rehabilitacyjny. Jeśli nie będę musiała płacić za Arka ortezy ponad 3 tysiące złotych a za Mikołaja okulary około tysiąca złotych- to wtedy powiem, że państwo faktycznie pomaga rodzinom! Jak się okaże, że nie muszę co miesiąc wydawać kilku stówek na zajęcia rehabilitacyjne- to wtedy powiem, że faktycznie rząd przejął część moich obowiązków utrzymania dziecka.
Tymczasem to nabijanie ludzi w butelkę i bicie piany, na którą nadal tak wielu się nabiera! Bo każdy chcę dostać te pieniądze i dla każdego będą one ważne. Tylko ciekawe ile nam przyjdzie za to zapłacić?! Budżet państwa to nie jest jakiś wirtualny worek. Państwo nie ma swoich pieniędzy, które z radością rozda, bo tak sobie akurat wymyśliło. Każda wydana złotówka, będzie musiała być tam z powrotem oddana. Także to, co dadzą, to odbiorą w jakiś inny sposób. Tak być musi!
Zresztą… jeśli jesteś pracownikiem- sprawdź swój odcinek z wypłatą. Widzisz ile zarabiasz brutto a ile netto?! Tą różnice zabiera ci państwo! W zamian daje ubezpieczenie zdrowotne i społeczne (te kolejki do lekarzy specjalistów i oczekiwanie na operacje), zasiłki i teraz 500 zł.
Jeśli jesteś przedsiębiorcą to wiesz ile masz kosztów- zusów, podatków itp. To wszystko państwo nam zabiera, żeby w zamian mogło dać coś innego.
Teraz, żeby znaleźć pieniądze na program 500 plus, będą musieli podnieść któreś z naszych kosztów, żeby wyrównać budżet. Proste? Proste!
Nie jestem nawiedzona- jasne, że się cieszę, że dostanę 250 zł na dziecko, bo lepsze coś niż nic. Jednak nie uważam, że podniesie to w znaczący sposób mój status społeczny, stopę życiową albo warunki bytowe. A już na pewno nie zniesie ze mnie obowiązku utrzymywania moich dzieci! No chyba, że politycy mieli co innego na myśli i mam przygotować kosztorys, którego wyliczenia zostaną pokryte przez państwo?!
Rządzie naszego kraju- dobrze, że zauważyłeś rodziny, dzieci i ich problemy. Szkoda, że trochę tak mało celnie kierujesz swoją pomoc!

A mnie wkurza to robienie z ludzi patologii. Co chwilę słyszę jak to rodzice zmarnotrawią te pieniądze, jak to wydadzą na alkohol i przehulają. Owszem tacy też będą ale błagam – więcej wiary w ludzi. Przeciwnicy programu z każdej rodziny robią degeneratów, który przeżrą i przepiją państwowe pieniądze. Wypraszam sobie, bo ja się cieszę z takiej pomocy, bo każdy rodzic wie jak ciężko się żyje i jak trudno w dzisiejszych czasach utrzymać dzieci i zapewnić im godziwe życie. Zwłaszcza w biednej Polsce, w której tak naprawdę nigdy nic nie dawano dzieciom, nie wspomnę o jakiejś śmiesznej uldze na dzieci, którą ja akurat przeznaczam na wakacje z dziećmi. Nie przepijam i nie wydaję na pierdoły. I 500 złotych też zamierzam mądrze wykorzystać. A jak ktoś uważa, że rząd łaski nie robi to niech tych pieniędzy nie bierze. Wnioski są dobrowolne. Oczywiście głupia nie jestem i dobrze wiem, że część pójdzie na wzrosty cen w sklepach i inne podwyżki ale po raz pierwszy ktoś na górze pomyślał o polskich rodzinach. Nawet jeżeli program nie potrwa długo. A jak ktoś dostanie realne pieniądze to może je wydać na żłobek, podręczniki, lekarstwa czy to, czego akurat potrzebuje. Nie zmienia to faktu, że też mnie wkurzyła wypowiedź o przejęciu w dużej części utrzymania dzieci bo to trzeba nie mieć dzieci, żeby uważać że 500 zł to większa część utrzymania dwójki dzieci. Już teraz moje 4-latki mam wrażenie, że jedzą więcej niż my. Strach pomyśleć co będzie dalej. A inne wydatki – co sezon nowa garderoba (nie tania, bo przecież trzeba było podnieść Vat na ubranka dziecięce), że nie wspomnę o cholernie drogich butach jak na tak małe dzieci, książki, zabawki, organizowanie czasu wolnego, lekarstwa, bo moi też na okrągło chorują itp. itd. Ale mieć a nie mieć tych 500 złotych to i tak czyni różnicę. Jak dla mnie – ważną.
Coś w tym jest co piszesz bo kolejki do lekarzy są ogromne ,nie ma tego że dziecko i usg musi yć zrobione już że do okulisty z dzieckiem czeka sie 4 miesiące a aparat na zęby ? 13 lat darmowy tylko do 12 lat zapisuje se dzieci w 6 lat słucham i nie wierze w tedy moja córka miała piekne równe zęby aparat 500 wizyty co miesiac 100 a casami 2 razy w miesiacu :(
A bo to kuźwa najłatwiej, rozdać kasę, chwalić się, że się robi, a ty dalej kombinuj człowieku z opieką, chorobami, kolejkami, drożejącymi artykułami dziecięcymi (vat!). Przy dzieciach niepełnosprawnych się nie wypowiadam, bo sama to piszesz najlepiej. Wziąć wezmę, będzie na prywatny żłobek dla Anki, bo państwowego nie dostaliśmy. A jak się uda dostać, to będę odkładać dzieciakom na dodatkowe zajęcia czy dalszą naukę. Ale naprawdę wolałabym zniżki bardziej permanetne. I nie dlatego, że hello! jestem matką, mnie się należy, tylko dlatego, że coś trwałego bardziej mnie przekonuje niż kasa do ręki. I w mojej opinii dofinasowania powinny być dla rzeczywiście potrzebujących rodzin, z większą ilością dzieci, tam gdzie pieniądze (lub ekwiwalent rzeczowy) naprawdę zrobiłby różnicę. I niech już skończą ppieprzyć o zwiększeniu dzietności, bo to nie tędy droga.
Uuuu jaka ostrość w Matce :) Zgadzam się z każdym Twoim słowem!
Aaa, bo mnie już irytuje odrobinę ten temat i to przekonywanie, że to słuszna droga, a nie widzi mi się to. I wszyscy dokołą mówią, że to nie ma szansy wypalić, rodzice, eksperci, ale nie, rząd będzie dalej w to brnął. Więc ten, pardon za ostrość ;)