
Wyobraź sobie taką sytuację.
Oto przed wami normalna, szczęśliwa rodzina. Ona, on, dziecko/dzieci. On pracuje, zarabia na rodzinę, ona wychowuje dzieci i zajmuje się domem. Potomstwo małe, więc chwilowo kobieta nie jest aktywna zawodowo. Tak się umówili. Takie rozwiązanie było dobre.
Pewnego dnia jednak, okazuje się, że On się zakochał. Ale nie w Niej, tylko w nowej pani. Bez uprzedzenia pakuje się, wychodzi i… w zasadzie tyle go widzieli. Niemożliwe? Bardzo możliwe. A jeśli do tego wyjeżdża za granicę, zmienia numer telefonu i całkowicie odcina się od rodziny to już w ogóle kaliber ciężki. W dodatku całkiem prawdziwy.
Albo inaczej. Sytuacja jak wyżej. Normalna rodzina, normalny dom. I nagle się okazuje, że On swoją żonę zdradza. Od dawna. Ona mu pakuje walizki. A on jej na złość postanawia, że dopóki ona się nie opamięta, on nie będzie jej płacił. Ona chce rozwodu, on robi wszystko, żeby go utrudnić. Jednocześnie nie mając najmniejszego zamiaru pomagać finansowo żonie w utrzymaniu dzieci.
Jest jeszcze inna opcja. Pewnego dnia On wraca do domu i oznajmia, że od dawna ma romans i zamierza stworzyć z nową panią szczęśliwy związek, wobec czego Ona ma się wyprowadzić razem z dziećmi (bo dom jest jego, ze spadku, darowizny itp.). Do czasu ustalenia alimentów i rozwodu on jej będzie płacił. Po czym wręcza co miesiąc 300 zł i… radź sobie kobieto!
Myślicie, że przesadzam? Że takie sytuację się nie zdarzają? Otóż zdarzają się i to wcale nie tak rzadko. A wszystkie powyżej ukazane są prawdziwe!
Kobiety, z którymi rozmawiałam zostały z dnia na dzień bez środków do życia. Bo ich panowie uznali, że im się znudziła zabawa w dom. Świetnie jeśli mają one chociaż gdzie mieszkać, ale co jeśli nie?! Jeśli nie ma blisko rodziny, która przyjmie ciebie i twoje dzieci pod swój dach?
Pierwsza myśl- idę do pomocy społecznej po wsparcie! Przecież są różne zasiłki, zapomogi, wiele rodzin je dostaje. Mnóstwo niepracujących rodziców, bardzo często również pijących, pobiera takie pieniądze i jakoś dają radę. Kobieta przełyka się głośno ślinę, chowa do kieszeni dumę i idzie na spotkanie z urzędnikiem. A tam niespodzianka.
-Oficjalnie rozwodu nie ma, więc kobieta nie jest samotną matką. Nie jest samotną matką więc zasiłek z tego tytułu jej się nie należy. Nieważne, że nie ma za co żyć. To jest absolutnie bez znaczenia.
– Skoro nadal jest mężatką ale wie, że nie mieli wysokich dochodów, może się starać o rodzinne. Musi tylko złożyć oświadczenie o ich dochodach. On oczywiście nie podpisze, bo go nie ma/nie można się z nim skontaktować albo zrobi jej na złość. Jej oświadczenie nie wystarczy. Rodzinnego nie będzie. Dodatków do niego również.
Panie rozłożą ręce, powiedzą że nic nie mogą zrobić i… tyle z działań Ośrodka Pomocy Społecznej. Nie chciałabym pochopnie oceniać, ale w takim razie po co jest ten Ośrodek? Czy nie po to by pomagać osobom w trudnych sytuacjach stanąć na nogi?! Przecież ta kobieta chciałaby sobie jakoś życie zorganizować, żeby zacząć od nowa, poszukać pracy, utrzymać swoje dzieci. Jednak najpierw musi mieć za co nakarmić te dzieci i opłacić rachunki! Dziecko trzeba zapisać do przedszkola/ żłobka, a wszyscy dobrze wiemy, że to nie jest wcale taka łatwa sprawa. Konieczne jest znalezienie pracy- i to takiej, która pozwoli pogodzić samotne macierzyństwo z opieką nad dziećmi. To jest cholernie trudna sytuacja, w której państwo pozostawia kobietę samą!
Dlaczego wspiera ono dziewczynę, która rodzi kolejne dzieci i oddaje je do adopcji, pozostawiając przy sobie tylko jedno dziecko. Jej dają tymczasowe lokum, pomagają się utrzymać. Bo jest faktycznie samotną matką, bo nie ma ślubu. To że żyje w związku, bardziej lub mniej trwałym (no skądś te dzieci kolejne się biorą), to jest nieważne.
Dlaczego wspiera rodziny, w których jest kilkoro dzieci, ojciec dochodzący, niepracujący, raczej nadużywający alkohol. Bo formalnie kobieta jest samotną matką. W dodatku bezrobotną.
Takie mamy realia. Takie mamy procedury i przepisy.
Mimo tego, że panie z OPS bardzo by chciały to nie mogą pomoc kobiecie na zakręcie. Dopóki się nie rozwiedzie.
Może jednak złożyć do sądu wniosek o alimenty. I czekać. Czekać. Czekać. Bo się pan nie zjawił, uciekł za granicę za miłością swojego życia, więc trzeba ustalić jego miejsce pobytu. Bo utrudnia sprawę. I tak mija przynajmniej 3 miesiące, podczas których rodzina jest bez środków do życia.
Jakby mi ktoś to opowiedział kilka lat temu, to bym powiedziała, że NIE, TO NIEMOŻLIWE! Byłabym idealistką, która tupie nogą, bo tak być nie może! Dzisiaj wiem, że może. Historie są prawdziwe. A przepisy odnośnie działań Ośrodka Pomocy Społecznej konsultowałam z pracownikami tego ośrodka.
Ściana, wszędzie ściana!
Wielkie ukłony należą się wszystkim kobietom, które sobie poradziły w takiej sytuacji. Same lub z pomocą rodziny oraz bliskich. Wielki kop w tyłek należy się jednak instytucjom za udawanie, że takich problemów nie ma!
* Jeśli znasz taką historię lub sama w takiej jesteś/byłaś- podziel się komentarzem (można pod pseudonimem).
Komentujcie, udostępniajcie- może ktoś „wyżej” zauważy, że takie osoby to nie są jednostki, a problem faktycznie istnieje!

Wiem.o czym piszesz…Mam koleżankę. 7 dzieci(nie komentuję) ,mąż nie stroni od alkoholu, rękę też podnosi (niebieskie karty itp.)W końcu dziewczyna zmądrzała,wyrzuciła go z domu,złożyła wniosek o alimenty, po rozprawie o rozwód….On od początku robił jej pod górkę. Pieniędzy nie dawał.Ciągle tylko powtarza chciałaś to masz… Alimentów nie ma do teraz …Rodzinnego oczywiście nie ma bo nie ma rozwodu. Zabrali jej jedyny dochód do czasu rozwodu. Dla mnie masakra.Fakt Gops próbuje pomagać,ale to jest jakaś masakra.
Pytasz do czego oni są? Pomagają właśnie takim którzy nie pracują bo im się nie chce…itp.
Zapomniałabym opieka społeczna namawiała ją by się pogodziła z mężem… 5 lat temu ją przekonali teraz już nie ma opcji takiej.Trzymam za nią kciuki i pomagam w miarę możliwości. Ale to co taka kobieta musi przejść to się w głowie nie mieści. Nie wspominając o dzieciach…
No są takie sytuacje, niestety. Mam nawet dwie znajome mamy w takich sytuacjach :-(
Moja sytuacja, z MOPSu nic mi się nie należy, bo nie mam jak udowodnić, że od roku sama wychowuję dzieci i nie mam żadnego kontaktu z „dawcą”, (przecież może być za granicą i przesyłać mi kokosy) Nie mam rodzinnego, bo nie mam jak udokumentować dochodów, za poprzedni rok. Błędne koło.
Możliwe,realne,bolesne,ale ona ma dumę,została z 4latkiem u którego wystąpił regres i 6miesięcznym dzieckiem,nie poszła do opieki,chyba nie pamięta jak przezyła,ale już nie uderzył,ni krzyczał,ni wzywała policji,syn za fotelem się nie chował,bo on chciał z jej winy rozwodu,odebrać dzieci,walczył o to 7 lat,przegrał,ma nową rodzinę i nie pamięta,że ma dwóch synów.Ale ON zawsze będzie silna,da radę.Jest kobietą i znajdzie prawdziwą miłość.