o Matko! co za dzień! 2


Szlag by jasny trafił tą pogodę!
Jak Mężul w domu i można razem, całą rodzinką spędzić miło czas, to będzie lało i lało!
Miało być tak: przy pięknej pogodzie w ramach spaceru mieliśmy pójść na wiejski festyn (Koło Gospodyń Wiejskich organizuje u nas takie coś co roku), Matka miała się najeść pyszności, pogadać z bardziej lub mniej znanymi znajomymi i takie tam. Nawet się pro-wioskowo nastawiłam i postanowiłam się nie denerwować na głupie pytania, wścibskie komentarze i mentalność niektórych zaściankowych typów.

A było tak: dzieciaki nie do zniesienia, ja na skraju nerwicy, Mężul nadzwyczajnie spokojny- czekam aż wybuchnie, nie wybuchł- cud! Cały dzień deszcz, spacer odpada, kisimy się w domu.
Doświadczona nauczycielka, z którą pracowałam w przedszkolu, powiedziała mi kiedyś, że gdy pada deszcz, dzieci są nieznośne. Dzisiaj zrozumiałam co miała na myśli…
Absurd jakiś. Tak marudno- jęczących dzieciaków, to ja dawno nie miałam. A na co dzień aniołami przecież nie są! Arek to w sumie mało się dzisiaj udzielał ale Mikołajowi cały dzień nie zamykała się buzia. Że sobie gardła nie zdarł, to jestem pełna podziwu.
Cały dzień tylko „yyyyyyyy”, „eeeee”, piski, kwęki, jęki. Dramat :/ 
Gdy uciszył się na chwilę, bo jadł- pomyślałam, że mu jakoś na stałe przymocuję taki korek do buzi.
Na myśleniu się jednak skończyło. Bezsensu się trudzić, on nawet z pełną buzią potrafi wydawać z siebie wysokie dźwięki. A ja… Osiągnęłam chyba wszystkie możliwe poziomy frustracji.
Do południa znosiłam to ze spokojem, co jakiś czas upominając, próbując zabawiać itp.
Później zaczęłam ignorować.
Nie dało się, więc podjęłam próbę przeciwdziałania poprzez zabawę w „ciii”, przytulanie, całowanie, dokarmienie, przewinięcie. Nie pomogło.
Zaczęłam więc podnosić głos prosząc albo nakazując ciszę.
Całe szczęście nastał wieczór a wraz z nim upragniona CISZA!
Nie sądziłam, że  ja, kiedyś fanka słuchania głośnej muzyki, będę uważała ciszę za swój ulubiony dźwięk.
Nie ma dla mnie nadziei. Głuchota gwarantowana jeszcze przed 30-tką.
Jak się pogoda nie poprawi to ja się idę pochlastać!
No i dzień dziecka nam nie wyjdzie bez pogody. Myśleliśmy, żeby jechać do Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa bo tam Tuwimiada będzie a w ramach niej czytanie „Lokomotywy” przez aktorów i jakieś tam atrakcje dla dzieci. A wcześniej albo później do Morawy na Puchar świata w WKKW, żeby z Chłopcami na konie popatrzeć.
Słońce! Słońce! Słońce!!!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “o Matko! co za dzień!

  • Odpowiedz
    Miss Cinname

    Witaj, nominowałam Cię do Liebster Blog:). Szczegóły na moim blogu http://www.bittercinname.blogspot.com

  • Odpowiedz
    SamaWieszKto

    I w tym momencie przypomina mi się Wrocław i Darek prezentujący swój nowy „sprzęcior” Marcinowi :) A Zuzia była przecież super grzeczna… ech co, to niewyspanie robi z człowiekiem…