Oda do samodzielnych matek! 27


Nigdy nie byłam samotną/samodzielną matką!
I mam nadzieję nigdy nie będę (panie Mężul… pan się blisko domu trzyma!).
Ale są takie dni kiedy zostaję sama (na kilka długich dni i nocy) z całym domowym pierdziołkiem (sama, czyli bez Mężula- ale niezupełnie samotna bo moja niezastąpiona Mama jest i daje wsparcie!).

Zawsze podziwiałam kobiety, które z macierzyństwem radzą sobie same! Są wielkie, silne, niesamowite.
A jeszcze większym podziwem darzę samotne matki dzieci niepełnosprawnych, chorych i mam-bliźniaczych! Powinno się im stawiać pomniki!

Moja rzeczywistość w zakresie obowiązków domowych niewiele się zmienia, gdy Mężul wyjeżdża.
Jest jak zawsze- piorę, gotuję, sprzątam, jeżdżę z Arkiem na rehabilitację, z obojgiem na zajęcia w szkole, ogarniam chaos domowy, próbuje panować nad całością.
Zmiana następuje popołudniu… nagle cały dzień, od rana do wieczora jesteśmy z Chłopcami skazani tylko na siebie. Nie mam możliwości chwilę odsapnąć, bo czas gdy dzieciaki zwykle bawią się z Tatą jest nieosiągalny. Oni są poirytowani, znudzeni samą mamą, trochę zaniepokojeni sytuacją. Wieczorem Mikołaj nie chce zasypiać, bo zawsze kładzie go tata.
Nie mogę napisać do Mężula smsa- “kup mleko po drodze”- muszę pamiętać, pojechać, zrobić wyprawę życia sama.
Sama muszę pojechać z Mikołajem do okulisty- chyba najpierw na jakąś siłownię skoczę, bo tego małego akrobatę tam utrzymać to istny cud!
Sama pojadę też z Arkiem na ściągnięcie szwów…

To nie chodzi o wielkie sprawy ale o taki komfort psychiczny, że w razie czego- on jest. Przejmie część obowiązków, zajmie się dzieciakami, pojedzie do lekarza, naprawi jak się coś zepsuje, dołoży węgiel do pieca, pójdzie do piwnicy gdy już ciemno na dworze, pogada ze mną wieczorem, pooglądamy razem film.

Tak niewiele a to tak wiele!

Podziwiam szczerze wszystkie kobiety, których mężowie pracują za granicą i bywają w domu gośćmi (dla mnie to też są samotne matki- przynajmniej przez większość dni w roku). Podziwiam te, które są samodzielne zawsze! Gdy dziecko ma gile po pachy a ona jeszcze większe. Gdy rozbije sobie głowę a ona najchętniej by zemdlała. Gdy ono jak zwykle szaleje a ona ma migrenę albo okres! Zawsze same, zawsze samodzielne, zawsze silne, zawsze walczące!
Dla mnie jesteście wielkie!

*Jako urodzona optymistka wynalazłam również plusy nieobecności Mężula:
– na obiad były gofry i makaron ze szpinakiem- normalnie nie do zrealizowania;
– mniej prania w koszu i na suszarce;
– wieczorem telewizor cały mój;
– auto w garażu mogę parkować na środku a nawet i w poprzek;
– nie muszę pamiętać o zamykaniu chlebaka (zupełnie nie wiem co go w tym złości).


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

27 komentarzy do “Oda do samodzielnych matek!

  • Ann S

    U mnie z boku jak się patrzy wszystki wygląda normalnie i każdy zazdrości. Prawda jest taka, że daleko jest nam.do sielskiej rodziny. Póki btlam na macierzyńskim i chwilkę po każdy łaskę robił że został na pięć minut z Blanka, bo ona tylko cyca ssala i koniec. Tzn jak.trzeba było to i zjadła butelkę z braku laku, ale kto by chciał się sam na to skazywal. Także zawsze i wszędzie z dzieckiem i z całą wyjazdowa wyprawa i dzieckiem na ręku z trzeciego piętra się taszczylam. Z tym trzecim pietrem to i jest nadal, tyle ze klocek lekko przybrał. Teraz gdy wróciłam do pracy to jest tak ze ledwo skończę prace i juz telefon- wraxaj szybko bo Blanka chce cyca. Mąż niby jest a go wiecznie nie ma. No cóż taka praca ze prawie 300 godzin miesięcznie pracuje. I nie mam co liczyć na.pomoc jednej czy drugiej babci zbytnio. Jedba daleko, druga pracuje.
    Ale jakoś tak nigdy nie czułam się taka silna. Po.prostu czułam zawsze ze robie to dla córci mojej. Czasem chwila załamania była, ale cóż. Trzeba ptrsec łzy i działać. Jest dla kogo :)

  • Marta W

    Święte słowa, też kiedyś o tym pisałam. Tyle, że coraz częściej przekonuję się, że naprawdę da się samej, i pewnie o tym wiesz :) Bo jak mus to mus i wyjścia nie ma. Dlatego, tym bardziej szlag mnie trafia, kiedy nasza tatuńcio, jest przekonany, że bez Niego, to uuuuu marnie, marnie. Z dziką satysfakcją, udowadniam, Mu, że się myli :)
    Otwarty chlebak? To już chyba skrajny pedantyzm :) Żeby mój mąż miał choć tego namiastkę…

  • Matka Debiutująca

    Bo gdy chlebak jest otwarty to pieczywo szybcije wysycha, proste prawda? ;)
    Ale ad rem – ogólnie samotni rodzice to mega rodzice. Bo i fizycznie i psychicznie sami muszą sobie poradzić. Nie pieprzną drzwiami z drugiej strony, bo już im się nie chce, są zmęczeni, mają dość.

  • Sam

    A ja niestety muszę się z tym mierzyć codziennie . Mąż wyjeżdża do pracy do Norwegii na 5 tyg. na 2-3 tygodnie wraca i wtedy ja sobie robię urlop od dziecia mego :-D Znaczy się tatuś wtedy kąpie, czyta bajki kładzie do łóżka i wymyśla zabawy . Dlatego na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie mieć drugiego dziecka . No chyba bym nie dała rady w takiej sytuacji .

  • Kate

    Samotne macierzyństwo jest ciężkie a szczególnie przy większej ilości dzieci. Ale wszystko zależy od nastawienia i możliwości organizacyjnych. Chyba. Nie mogę się wypowiadać ponieważ mam męża i oby jak najdłużej :)

  • Zolicha Rut

    Przez 8 miesięcy byłam samotną mamuśką ponieważ mężuś pracował za granicą. Oj było ciężko, czasami miałam ochotę trzasnąć drzwiami i nie wrócić. Nie miałam chętnych do pomocy, do pogadania, ale jestem twardą babą i dałam radę:}} mimo że moje dwa potwory są bardzo hmm energetyczne i jestem z siebie dumna. Podpisuje się pod Twoimi słowami- ogromny szacunek dla mam które same wychowują dzieci.

  • Katarzyna B.

    Ja mam koleżankę, która samodzielniei samotnie wychowuje dziecko. W tym też pracuje i to z dzieckiem u nogi. A więc da się. Podziwiam ją za to. Szkoda tylko, że moj baran wykorzystuje to przeciw mnie i rzuca tekstami typu “spójrz na Aske ona jest sama i sobie radzi a ty na jej miejscu zginelabys w txm syfie ” :) mam ochote go posłac wtedy na marsa czyli tam skad przyszedl. Ale prawda jest taka ze nie wiem jak ona to robi zawsze ma blysk w domu.

  • Monika dz.

    Mam trójkę dzieci. Mąż pracuje, co z tego, że na miejscu, ale wraca czasem późno. Ja muszę ugotować, posprzątać, wyprać, nakarmić kurczaki itp- no wiecie co się przecież w domu robi… Po nocach aktualizuję bloga, piszę zlecenia, prace maturalne, zaliczeniowe… Mieszka z nami moja teściowa, która nic nie robi, nawet kubka za sobą nie zmyje. Je, to co ja ugotuję, czeka na chleb, który ja rano muszę kupić, nie posprząta, nie wypierze- wszystko ja. Czy mam z tego jakąś wdzięczność? Gdzie tam! “Co ty masz do roboty- pralka sama pierze, obiad sam się gotuje na kuchence, a sprzątać nie musisz.., jakbyś była naprawdę zmęczona to byś spała w nocy a nie komputerem się bawiła…”. Dodam jeszcze, że nie dokłada nam się do rachunków ani do niczego, bo dom przepisała na mojego męża i mamy obowiązek ją utrzymywać i się nią zajmować. Ot co.

  • Marlena Pietkiewicz

    Heh, mojego męża też nie było przez ostatni tydzień w domu i też jakoś i prania mniej i obiad jak zrobiłam, to na 3 dni miałam już z głowy gotowanie, no ale pomimo tych i kilku innych plusów to i tak wole jak w tym łóżku widzę jego mordkę jak zasypia :) I przy dzieciakach też zawsze pomoże to i wieczorem człowiek może złapać odrobinę oddechu i ręcę odpoczną od noszenia brzdąca :)

  • daria kamieńczyk

    Tak się zaczytałam że aż pożarłam wafle…mam koleżanki samodzielne i podziwiam je są wzorem dla mnie ”jak się nie da jak się da”! i to one bardziej motywują mnie do działań w sytuacjach kryzysu życiowego;)

  • Matka Wygodna

    Fajnie się czyta :)
    Zabieram głos,bo samotna,nie lubię tego słowa,samodzielna byłam i ja …
    Powiem tak,jest ciężko,bywa nie do zniesienia,ale się da,jak się chce to się da.
    I nie miałam komfortu ani mamy,ani koleżanki do pomocy…byłam totalnie sama.
    I uważam bezczelnie,że za ten okres należy mi się medal – że podołałam i nie rzuciłam się pod tramwaj,gdy byłam już u kres sił.Ale jak się jest samej dzieckiem i patry się na to dziecko,to można wszystko :) Każdej samodzielnej się należ i korona też !