Przyjaciele są jak ciche anioły… 8


Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać.

                                                                                                        Antoine de Saint-Exupéry

Nigdy nie miałam wielu przyjaciół. W szkole jedną bliższą koleżankę, w liceum podobnie. I kilkanaście koleżanek, które zmieniały się w zależności od upodobań. Raz byłam fajna, innym razem nie. Raz mnie lubiano, czasami nie lubiano. A mi to było generalnie obojętne. Nie potrzebowałam wianuszka fanek. Nie byłam na siłę ‘cool’, nie przylizywałam się, żeby być popularną. W podstawówce miałam za to fajnych kolegów, z którymi chodziłam na ogniska i wypady. Oni siedzieli przede mną i za mną w ławkach, z nimi się super gadało i spędzało czas po szkole.
Na studiach poznałam prawdziwych przyjaciół. Dwa moje cudowne Kolorowe Szkiełka. Obie zupełnie różne. A najbliższe. Od lat. Kilka razy już tu o nich pisałam.
Z nimi jest tak, że jakby nie było- zawsze jest naturalnie, normalnie, wprost i na luzie! I przez wiele, wiele lat były tylko One.
Jednak przeprowadzka, opuszczenie Wrocławia, nowy dom, nowe życie, małżeństwo, wieś… Zostałam sama. Mentalnie samotna. Wisząca na mailach i telefonach z przyjaciółkami. Do tego w żałobie, bez pracy. Wspominam to jako najgorszy czas w moim życiu. Można uznać, że to oczywiste bo przecież nie można myśleć inaczej o czasie żałoby. Jednak nie ona była najgorsza. Najgorsza była ta cholerna samotność. Brak bliskiej osoby, z którą można pogadać o niczym. Która po prostu będzie.
Nie jestem szczególnie otwarta na nowe znajomości. Kontaktowa, bezpośrednia, radosna, uśmiechnięta- owszem. Ale jednocześnie słabo ufam ludziom i nie z każdym nawiązuję serdeczne więzi. Miałam jednak szczęście! Ogromne szczęście- spotkać na swojej drodze kilka wspaniałych ludzi. Kobiet. Które pomogły mi uwierzyć w sens życia, miłość, radość i w samą siebie.
Zawsze mi się wydawało, że to one są dla mnie mega ważne i że to mi będzie ciężko żyć bez nich. Czerpałam z ich obecności siłę dla siebie.
A teraz gdy mnie nie ma, okazuje się, że one tak samo tęsknią za mną jak ja za nimi. Cudowne to uczucie. Smutne, że musimy za sobą tęsknić. Ale wspaniałe, że tak bardzo jesteśmy sobie bliskie.
Przyjeżdżam, jedna mnie informuje, że ma beze mnie depresję. Nie ma z kim pić kawy, szczerze pogadać ani się gazetami wymieniać.
Druga nie ma z kim piątkowych wieczorów spędzać ani do kogo machać, wracając z pracy. Trzeciej nie ma kto w tyłek kopać, gdy ma chwilę zwątpienia…
A ja po kolejnej przeprowadzce nie mam żadnej z nich, każdej z osobno i wszystkich razem.
Moje serce zostało kilka lat temu we Wrocławiu, duszę zostawiłam na wsi a ciało mieszka obecnie w Słubicach.
Być może można żyć bez przyjaciół. Być może można lubić samotność. Nie wiem. Wiem jednak, że przyjaźń nie rośnie na drzewie. Trzeba sobie jej poszukać, wypracować i o nią dbać.
Wszystkie moje przyjaciółki są obecnie daleko ode mnie. Siostra bliźniaczka blogowa, A., M., I., E., D., M., A. Ale zawsze ze mną. Tuż obok, w głowie i w sercu.
Wspaniałe niespodzianki mi tu robią. Spędzam obecnie tydzień w domu. I szczęśliwa jestem bardzo bo mam je prawie wszystkie na wyciągnięcie ręki. Jest cudownie. Szkoda, że za kilka dni znowu pozostanie samotność…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 komentarzy do “Przyjaciele są jak ciche anioły…

  • Goha Micyk

    Moja najlepsza przyjaciólka to mój mąż :-D :-D :-D
    Przyjaciółka z dzieciństwa po stracie mamy wyjechała…(teraz nawet nie wiem gdzie jest :-( ), przyjaciółki z nastoletniego okresu też powyjeżdżały: jedna pod Paryżem, druga w Irlandii… piszemy do siebie, ale to nie to samo.
    Mam moją Sis, ale jesteśmy na różnych etapach życiowych – więc dla mnie jej zachowanie jest gówniarskie, a moje dla niej – stetryczałe…

    Został małż ;-)

  • Matka Wygodna

    Przechlapane.
    Na szczęście moja przyjaciółka, ma u mnie swoją pościel, skarpety rajstopowe, więc jak mi jej brakuje, to se wącham, wtulając się w jej poduszkę. Pomaga :))

    Odległość jest ciężka, na szczęście ( a moje nieszczęście ) można zawsze zadzwonić rano czy w nocy, wygadać się, pośmiać, albo skrupulatnie zaplanować coś, żeby ją do siebie ściągnąć :)))
    Można mieć też przyjaciółkę w tym samym mieście i po roku zorientować się, że nie bardzo ma dla Ciebie czas…więc nie wiem co gorsze.