Kiedy jest, jest dobrze. Normalnie, chociaż wcale nie idealnie.
Spędzamy czas obok siebie, niekoniecznie wspólnie. Jednak mimo to- jesteśmy razem.
Ja przy komputerze, on w swoich filmach.
Ja z książką, on z konsolą.
On je kolację, ja się złoszczę, że mnie kusi i znowu przytyję.
On przynosi chrupki, ja krzyczę, że jeść nie będę a później pierwsza łapy do miski wyciągam.
Ja się złoszczę, że włącza "głupi" film, on że znowu walę w klawiaturę.
On chce oglądać przy zgaszonym świetle, ja wolę gdy jest włączone.
Ja wolę wino, on piwo.
On wybiera horror albo thriller, ja serial albo komedię romantyczną- najczęściej więc każde ogląda swoje.
Leżymy obok siebie, on ze swoim laptopem, ja ze swoim.
Od czasu do czasu, któreś któregoś pomizia. Albo rzuci pełnym nadziei pytaniem "Idziesz do kuchni? To weź mi przynieś..."
Czasami oglądamy coś razem. Jeśli lekką komedię to oboje się śmiejemy. Gdy trudniejszy film, to on mówi kiedy mam nie patrzeć i tłumaczy bardziej zagmatwane wątki (zawsze się pogubię).
Przeszkadzamy sobie nawzajem, wkurzamy na siebie, obijamy się o siebie.
Ale to ma swój urok!
Rzadko się rozstajemy. Właściwie tylko wtedy, gdy któreś z nas ma "time for break" i wychodzi/wyjeżdża z koleżankami/kolegami. Albo kiedy wypada ważna sprawa. Najczęściej nie dłużej niż na 1-2 wieczory.
W pierwszy zawsze jest fajnie. Bo odpoczywam od wspólnego bycia, mogę mieć włączone światło i oglądać film, mogę obejrzeć serial i nikt go nie komentuje, ugotuje coś co lubię a on nie jada, cały salon mam dla siebie.
W drugi robi się nudno i zaczyna go brakować. Seriale nadrobione, książka traci wątek a całego filmu samej się nie chce oglądać.
Dzisiaj spędzam trzeci samotny wieczór...
W tv durna komedia, paczka orzeszków zeżarta, jego piżama nałożona. Leżę i umieram z nudów.
Nie lubię samotności.
Lubię towarzystwo swojego męża.
Nawet jeśli mnie wkurza.

i o to chodzi!
OdpowiedzUsuńJakbym siebie słyszała :) uwielbiam Cię czytać, nie ujęłabym tego lepiej, pozdrawiam -mamuśka bliźniaczek Elizki i Łucyjki
OdpowiedzUsuńTylko się cieszyć z takiej relacji ;)
OdpowiedzUsuńJa bez mojego też za długo nie funkcjonuje... nudno mi jakoś...
A już jak na noc do pracy idzie - depresja, bezsenność, napady głodu, zawsze ktoś się włamuje, psy wyją itp...itd...etc :P
No prosze:) Ostatnio bylo jak latwo wyprowadza Cie z rownowagi a dzis jak bardzo za nim tesknisz:)
OdpowiedzUsuńehhhh:) nic więcej nie powiem:)
OdpowiedzUsuńEch, ja bez swojego znowu 3 tydzień i mi źle :(
OdpowiedzUsuńteż tak mam. :)
OdpowiedzUsuńwitam, mam to samo, dzisiaj drugi wieczór bez meża, jeszcze dwa przede mną
OdpowiedzUsuńtaki wspaniały ciepły wpis
OdpowiedzUsuńOj Martula dobrze, że masz chłopców pewnie dzięki nim nie jesteś samotna w dzień jak GO (męża) nie ma :D
OdpowiedzUsuń