Prawa autorskie

Strona jest chroniona prawami autorskimi. Kopiowanie, przytaczanie lub wykorzystywanie jej zawartości bez zgody autorki jest sprzeczne z prawem (podstawa prawna Dz.U. 94 nt 43 poz. 170)

piątek, 6 grudnia 2013

piątkowe perypetie

Nigdy nie sądziłam, że to powiem.
I każdy kto mnie zna, będzie do mnie jutro dzwonił i pytał czy wszystko ok ale...
dajcie mi zimę, śnieg i mróz!

Grudzień, Polska, klimat rzekomo umiarkowany a tu HURAGAN!

Ja wiem, że wszyscy dzisiaj mieli pod górkę, a mnóstwo osób miało gorzej! I że ja wcale nie miałam tak źle ale od nadmiaru przygód głowa mnie rozbolała.



Tytułem wstępu- Mężul nadal na wyjeździe, całość domostwa na mojej głowie. Wiatrzycho straszy, on nie ma jak wrócić- no to ponarzekam sobie trochę, bo jakoś wieczór spędzić muszę!

1. Piecyk nasz kochany- Matka palaczem jest wybitnym. Mig- dwie godzinki i w piecu rozpalone. Zużyte - tona papieru, kilkanaście kawałków drewna, wiadro węgla. A i tak pewności nie ma, że zaraz nie zgaśnie... Dlatego też tym zajmuje się ON. Ja natomiast czasami dorzucam węgiel, gdy jego nie ma dłużej. A jak wyjeżdża na kilka dni?! To ja latam jak z wścieklizną do piwnicy co chwilę, żeby mi nie przygasło ani nie zgasło, bo odmrożenia nam grożą! Wiatr sprawy nie ułatwia, temperatura sobie skacze jak chce!
Nooo pół dnia spędziłam dzisiaj nad zamartwianiem się czy się pali, czy za mocno się nie pali, czy za słabo się nie pali. Problem życia normalnie :/

2. Prąd nam zabrali! Całe szczęście tylko jedną fazę więc częściowo był! Jednak lodówka, zamrażarka, telewizor, łazienka i większość gniazdek pozostała bez! Dałam im 2 godziny a po nich rozpoczęłam akcję- tworzenia pajęczyny z przedłużaczy! Dobrze, że mam ich kilka i tak oto centrum dowodzenia jest w kuchni (jedno gniazdko działa akurat tam) a od niego idą kable do piwnicy (zamrażarka), lodówki, telewizora i reszty.... Komuna to mało powiedziane!
I ten ciągły strach czy nie wyłączą go całkowicie (u nas to zupełnie normalne, że prądu potrafi często i dłuuugggoooo nie być!)

3. Podobno wariaci szaleją na wiatr. No to moje dzieci zdecydowanie można zaliczyć do tej kategorii. Już wczoraj szaleli ale to co działo się dzisiaj można ze spokojem porównać do siły huraganu. W zasadzie jakby on zdecydował się siać zniszczenia akurat u nas to niewiele by mu roboty zostało. Chłopcy już go uprzedzili!
Na dokładkę w telewizji nieopatrznie poruszyli dzisiaj temat "okien życia" i cholera cały dzień się zastanawiam jakie one mają wymiary!? Może moje urwisy by się w nich zmieściły?!?!?
Och, jak ja marzyłam, żeby zajęli się czymś chociaż na 5 minut. Nowe, świecące piłeczki za 6 zł chwilowo uratowały sytuację, ale chwile bywają ulotne...

4. Jak mantra wbiło mi się dzisiaj do głowy- baja, baja, baja, baja!!! Arek nie odpuszczał. Telewizor nie działał (podłączyłam go do sieci przedłużaczy pod wieczór jak mój układ nerwowy nie wytrzymał), tłumaczę mu, że nie włączę mu bajki. Przyswaja na kilka minut i znowu- baja, baja, baja! Z każdym słowem ton bardziej dramatyczny i donośny. Mam wrażenie, że nadal mi w uszach dźwięczy.
Wychowałam maniaków bajkowych. Idę się rozstrzelać!

I tak mnie dzisiejszy dzień zmęczył, że jak tylko Mężul powróci to zamykam się w łazience , zanurzam w wannie i nie wychodzę dopóki skóra mi od kości (tłuszczu/ mięśni) nie zacznie odłazić!!!

5 komentarzy:

  1. Daria Krzemińska7 grudnia 2013 00:12

    U mnie, dekoder odmawiał posłuszeństwa od wczoraj, a dokładnie od przedwczoraj, bo już ja patrzę na zegar po 24.00 :D
    wszystko rozumiem, ale w nocy zerwać się bo burza w zimę?? :D
    to dopiero anomalia :d

    OdpowiedzUsuń
  2. Joanna Wiśniewska8 grudnia 2013 08:38

    Skąd ja to znam...Czasami żałuję, że nie mam wanny. Jakieś pachnidła dla relaksu by się przydały. Zresztą ciesze sie jak mi się uda wziąć krótki prysznic bez dwuosobowej, psotnej i gadającej obstawy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Matka Debiutująca9 grudnia 2013 22:28

    I co dało się odpocząć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. martas9 grudnia 2013 22:33

      No właśnie jeszcze się nie udało :/ Wrócił w sobotę ale Mikołajkowo gości pełno mieliśmy. W niedzielę się okazało, że jedno auto nie odpala więc ganiał za akumulatorem. Dzisiaj coś tam jeszcze i cholera ani chwili spokoju dla siebie nie miałam!

      Usuń
  • Anna Sądaj11 grudnia 2013 23:09

    Trzeba było mnie wezwać do pieca. Mam długoletnie doświadczenie z palenia w domu rodzinnym :P
    Mi zaś piec gazowy nawalił i w domu miałam 14 stopni...:/

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku- pamiętaj, PODPISZ SIĘ pod komentarzem!