
Taką uduchowioną, nastawioną na szerzenie dobra, poświęcanie się dzieciom, kochającą bezgranicznie, nigdy się nie irytującą... Matką Polką w pełnym znaczeniu tego słowa.
Byłabym wtedy nieomylna. Zawsze wiedziałabym czego mojemu dziecku trzeba. Zapłacze- wiadomo, soczek. Zakwęka- pielucha. Zamruga okiem- głodne.
Znałabym wszystkie możliwe nurty wychowawcze, w środku nocy wymieniłabym składy kaszek i mleka modyfikowanego. Aaaaa nie, nie musiałabym bo przecież karmiłabym tylko piersią. I to koniecznie jak najdłużej. W ogóle nie przeszkadzałoby mi, że dziecko wisi na mnie dzień i noc, nie wzruszałyby mnie kolki (przecież wiedziałabym jak im zapobiec albo leczyć). W żadnym wypadku nie dotyczyłby mnie temat pogryzionych sutków, zbyt małej ilości mleka, zapalenia piersi itp. Wiadomo- może się zdarzyć każdemu ale nie mi.
Pieluszki pożegnałabym mniej więcej 2 dni po tym jak dziecko nabyłoby umiejętności siadania. Pewnie mogłabym zrobić to i szybciej ale nie będę pajacować. Wcześniej oczywiście używałabym tylko tych najdroższych i najlepszych. Tak samo uczyniłabym z chusteczkami. No przecież nie będę kupowała w marketach i na promocjach- to zbyt ujmujące mojej godności.
Wózek miałabym z najwyższej półki i tylko z milionem atestów. Oczywiście najmodniejszy w tym sezonie. Jakże by inaczej. Fotelik do auta... koniecznie jakiejś super- drogo brzmiącej firmy. Pewnie można by było kupić jakiś tańszy, atestowany. Ale... inni mogliby mi wytknąć, że oszczędzam na dziecku! Nie ma mowy.
Ciuchy- wiadomo, żadnego kupowania w lumpeksach. W końcu to dziecko, ono musi mieć nowe, czyste, przez nikogo nie noszone. Ewentualnie z sieciówek aleee to w drodze wyjątku. I tylko z tych droższych.
Już w ciąży czytałabym mu poezję, puszczała Mozarta, chodziła do opery i była mdląco szczęśliwa. Żadnego denerwowania się, gorszych dni. Idealne matki takich nie miewają!
Occchhhh, gdybym była taką matką.... nigdy nie krzyknęłabym na dziecko. W końcu on nie robi mi na złość- taki po prostu bywa aktywny i kreatywny. Nigdy też bym się na nie nie zezłościła. Baaa, w ogóle nigdy bym się na nikogo nie złościła. Uwielbiałabym długie zabawy w piaskownicy, układanie klocków, jeżdżenie autkami po dywanie. Nie męczyłoby mnie słuchanie marudzenia i krzyków. To byłaby melodia dla moich uszy.
W zasadzie jakbym była idealną matką to miałabym idealne dziecko, które byłoby zawsze grzeczne. Umiałoby czytać chwilę po urodzeniu, zaraz po tym mówiłoby w 3 językach, spałoby całe noce, ząbkowało bezboleśnie, nie chorowało, nie grymasiło, nie brudziło....
I co najważniejsze- na tydzień po tym jak urodziłabym jedno dziecko, już planowałabym kolejne. Tak, koniecznie jak najszybciej. Przynajmniej 4-kę. A może i nawet 5-tkę. W końcu dzieci to tylko radość i szczęście. A moim jedynym celem byłoby zajmowanie się nimi od świtu do nocy każdego dnia. Przecież idealna matka nie potrzebuje mieć swojego życia.
Jakie to szczęście, że takie matki to tylko na forach, grupach dla mam i fb istnieją. I może jeszcze w bajkach :)



Pieluszki najlepsze,najdrozsze ale i EKOLOGICZNE musza byc bo jak chcesz byc w tych czasach idealna matka to musisz byc green!A takie idealne mamy to i na ulicy spotykam nie tylko w necie:) Swietny tekst! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOoo zapomnialam o ekologii bo ja raczej nie-ekologiczna bywam. No ale... do ideału mi daleko :P
UsuńAha! Idealna matka rodzi oczywiscie BEZ ZNIECZULENIA jak to na prawdziwa Matke Polke przystalo! :)
OdpowiedzUsuńMiałam cc. Buuuu
Usuńhahahaha najlepsza końcówka tekstu... a tak na poważnie: ja uważam sie za matke idealna- dla swoich dzieci. mają pecha bo lepsza nie bede, ale też szczęście bo az tak źle to ze mną nie mają :P no ideał jak diabli! :D
OdpowiedzUsuńTy mój ideale - tyś mój wzór :)
OdpowiedzUsuńHahaha i o ile miała byś mniej nerwów !
OdpowiedzUsuńDobrze to wszystko podsumowałaś, ale ja podziękuję, postoję obok tych nie-idealnych. Są dla mnie bardziej ludzkie, niż nieomylne roboty.
Ja pier..... jestem wyimaginowaną Matką Polką!!! Marzy mi się 4te dziecko!!!
OdpowiedzUsuńAle małż by mnie chyba z domu wyrzucił :-D :-D :-D :-D
Soryyy Goha, tego nigdy nie zrozumiem :)
UsuńJa też nie. Ale znam laskę po 30-tce, która jest już w ciąży z ósmym dzieckiem. Ma też w ramach tej siódemki bliźniaki.
UsuńNajgorsze jest to, że nikt tego nie rozumie, że się nie ma na nic czasu, że wieczorem się pada na pysk, że dzieci się wydzierają, uciekają nam, nie słuchają (ostatnio taki tekst - bo nie macie autorytetu). To ja chętnie wypożyczę moje bliźniaki do nauczenia słuchania i respektu. A najbardziej mądrują się ci co mają jedno dziecko albo dwoje z dużą różnicą wiekową.
Usuńha ha ha to ja nigdy nie osiągnę miano tej naj naj naj :D :D
OdpowiedzUsuńMarta zawsze możesz chłopaków "wyszkolić", że jak będą na Ciebie patrzeć oczami kota ze Shreka to będzie oznaczać, że są głodni :D :D :D
Wystarczyłoby jakbym ich wyszkoliła, że jak ja spojrzę takimi oczami to oni będą cicho :P Nie do zrealizowania niestety!
UsuńE.. Do zrealizowania ;) Moja mama jak na nas tak spojrzała to z bratem siedzieliśmy jak myszki pod miotłą :D To się nazywał respekt :D
Usuń