
- czy sobie poradzi,
- czy odnajdzie się w grupie,
- czy polubi nauczycielkę,
- czy będzie płakało,
- czy będzie jadło,
- czy mu się będzie podobało?
Na wszystkie te pytania już dzisiaj mogę wam odpowiedzieć z pełnym przekonaniem: TAK!
Będzie płakało albo będzie mu smutno bo to naturalna reakcja na zmianę i rozłąkę z kimś, kto do tej pory był na wyciągnięcie ręki. Ale ilość atrakcji nie pozwoli mu na długie rozczulanie się. Może być niespokojne, gorzej spać w nocy- bo tak organizm odreagowuje, ale jednocześnie będzie mu się w przedszkolu podobało.
Każde, dokładnie KAŻDE dziecko adaptuje się do grupy rówieśniczej (zdrowe dziecko- wyłączam dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, ponieważ te należy traktować indywidualnie i ciężko pisać o nich w takich samych ramach jak o ich rówieśnikach. Chociaż i te na ogół nie mają większego problemu z uczęszczaniem do placówek).
Jedne robią to szybciej, inne dłużej. Jedne burzliwie, inne 'gładko' ale przy mądrym poprowadzeniu dziecka przez ten etap i nie przeszkadzaniu mu (tak, tak- rodzice nieświadomie potrafią utrudniać) każde dziecko szybko wdroży się do nowej rzeczywistości.
Czego robić nie wolno?:
- należy unikać nadmiernych opowieści o przedszkolu-trzeba z dzieckiem o tym rozmawiać, opowiadać ale z dużą dawką rozsądku. Takie trajkotanie non-stop daje dziecku sygnał "coś jest nie tak", zwłaszcza gdy takiemu potokowi słów towarzyszy nerwowość rodzica. Niech to będzie naturalne, jak opowieść o tym, że jedziecie do zoo albo idziecie do kina.
- Kategorycznie trzeba się pilnować przed tekstami typu: 'w przedszkolu to cię nauczą...', 'pójdziesz do przedszkola to zobaczysz...', 'tam nie będziesz grymasić z jedzeniem...' Takie rzucone w gniewie, pozornie nic nie znaczące zdania, mocno wbijają się w głowę dziecka, które robi z nich całe obrazy.
- Nie płakać nad losem swojego biednego, małego dzidziusia, które to wielką krzywdę będzie miało bo do przedszkola idzie. I jak ono sobie tam poradzi takie malutkie, bezbronne. Pitu-pitu. Wdech, wydech. Twoje dziecko jest już całkiem duże, dość samodzielne (a jeśli nie to tym bardziej niech idzie się usamodzielnić!), nie będzie tam samo i na pewno da sobie rade.
- krytykować/poddawać w wątpliwość osobę nauczyciela. My, rodzice nie zawsze lubimy nauczycieli naszych dzieci. Jednak nie jest to jednoznaczne z tym, że dzieci ich nie lubią!
Co robić należy:
- mówić o pójściu do przedszkola jak o sukcesie- 'jesteś już takim dużym facetem, będziesz chodził do przedszkola'
- opowiadać zgodnie z prawdą jak będzie wyglądał wasz nowy dzień- kto będzie odwoził dziecko, dokąd, co tam będzie robić. Dobrze jest pójść z dzieckiem wcześniej nawet kilka razy do danego przedszkola, żeby (jeśli się nie da wejść do środka) zobaczyło sam budynek, plac zabaw. Przedstawić to co je czeka w pozytywny, sympatyczny sposób. Jako nagrodę a nie przymus.
- wspierać dziecko- nie wyśmiewać jego obaw, nie podsycać strachu.
- myśleć pozytywnie!
Mogę was zapewnić, że nauczyciela, którzy czekają na wasze dzieci są przygotowani na te pierwsze dni. Wiedzą, że zarówno rodzicom jak i dzieciom trzeba dać czas na dostosowanie się, być wsparciem, czasami psychologiem dla rodzica i ciocią dla dziecka.
Grupa 3-latków była moim debiutem wychowawczym. Akurat tak się złożyło, że od tego zaczęłam swoją pracę zawodową. Myślę, że byłam niemniej zestresowana niż moi podopieczni. Ale wraz z moją doświadczoną koleżanką opracowałyśmy cały plan na pierwsze tygodnie! Obie na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego szykowałyśmy zabawy na powitanie, robiłyśmy gadżety powitalne dla dzieci, wymyślałyśmy co zrobić, żeby dzieci czuły się u nas ważne i szybko się odnalazły.
Uwierzcie mi- osoby pracujące w przedszkolu to naprawdę ludzie lubiący pracę z dziećmi (za wszystkich ręczyć nie mogę ale jeszcze nie poznałam innej nauczycielki przedszkola). Te, które nie czuły powołania do maluchów- zmieniały pracę na szkołę!
Jak się rozstawać!?:
1. Szybko- jakkolwiek to zabrzmi- ograniczmy ilość całusków, przytulanek, tłumaczeń, przekonywań. Ich efekt jest zawsze odwrotny. Wycałujcie się w domu, po drodze wyprzytulajcie. Przypomnij też dziecku gdzie i po co jedziecie oraz kiedy po nie wrócisz. Na miejscu natomiast pożegnanie musi przebiegać sprawnie. Buzi-buzi, przyjdę po ciebie po obiedzie, baw się dobrze i buch- dziecko do grupy.
Owszem, może się okazać, że będzie płakało. Może być też tak, że płakać będzie jeszcze kilka minut po wejściu na salę. Ale... długie pożegnanie tego nie skróci a histeria jedynie się wydłuża, kończąc się najczęściej płaczem obu stron.
2. Z uśmiechem na ustach- to Ty jesteś odpowiedzialna/odpowiedzialny za dobre nastawienie swojego dziecka. Jeśli już w aucie zaczniesz lamentować 'jak ja cię tam zostawię?' to nie licz na sukces.
3. Jeśli wiesz, że nie dasz rady- wyznacz to zadanie tacie. Z doświadczenia wiem, że największe płaczki dużo lepiej zachowują się podczas rozstań z tatą niż z mamą.
Miałam takiego chłopca w grupie, który przez pół roku (serio!) codziennie płakał żegnając się z mamą. Oczywiście 2 minuty po wejściu na sale już był jednym z najbardziej rozrabiających i ani przez moment nie było widać, żeby było mu smutno albo źle aleee... z mamą żegnał się we łzach, nieraz odstawiając cyrki w szatni. Pewnego razu mama się rozchorowała i chłopca przyprowadził tata. Bez buziaków, przytulanek, płaczu i ociągania- przybił tacie piątkę i wpadł na salę z uśmiechem na ustach! Problem więc wcale nie tkwił w lęku przed grupą a w bardzo bliskiej relacji z mamą i braku umiejętności odcięcia pępowiny (z obu stron).
Czasami więc warto spróbować innych rozwiązań!
Dodatkowe rady:
- Jestem zwolennikiem stopniowania wrażeń więc jeśli twoje dziecko jest szczególnie wrażliwe/ nigdy nie zostawało nigdzie bez ciebie/ bardzo się boisz/ ono się boi- weź urlop w pierwszym tygodniu września i dawkuj mu czas w przedszkolu. Nie zostawiaj od razu na pół dnia a początkowo np. na 2-3 godziny, codziennie ten czas wydłużając.
Dzieci nie mają poczucia czasu. Zwłaszcza na początku każda minuta bez mamy może być dla nich wiecznością. Nie warto więc ich zrażać.
- Mów językiem zrozumiałym dla dziecka. Ono nie wie kiedy będzie godzina 12 ale jak mu powiesz, że przyjdziesz po nie po drugim śniadaniu to już będzie jaśniej.
- Bądź słowna/słowny. Jeśli powiesz 'przyjdę po ciebie po obiedzie' to bądź! W pierwszych dniach najlepiej na sekundę po tym jak dziecko skończy jeść. To jest naprawdę ważne bo tak się rodzi zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Ono czeka na obiad bo wie, że zaraz po nim idzie do domu (później sytuacja się odwraca i dzieci są załamane, że już obiad i zaraz przyjdzie mama- ale mówimy o początkach). Jeśli zjadło, czas mija a ciebie dalej nie ma- zaczyna się niepokój, nerwowe pytania i mnóstwo kłębiących się myśli w małej główce.
- Nie zaglądaj przez okna, dziury w płocie, siatki ogrodzeniowe w tzw. międzyczasie- znając złośliwość losu, dziecko akurat się odwróci i afera gotowa! Pamiętasz jak jeździłaś na kolonie? Było super dopóki nie zadzwoniło się do rodziców i nie przypomniało, że mama jest daleko! Tu działa ta sama zasada!
I najważniejsze- tylko spokój może nas uratować! Macie jeszcze parę dni na uspokojenie nerwów, zakupienie melisy, naukę nowych sposobów medytacji.
Opanujcie tą sztukę a wszystko będzie dobrze i już niedługo będziecie mieli w domu dumne przedszkolaki!
*Jestem do waszej dyspozycji- mailowo (po prawej stronie- pod hasłem kontakt, znajdziecie mojego maila), facebukowo oraz w komentarzach, zarówno teraz jak i w trakcie adaptacji waszych dzieci.




Swietny tekst. Ja juz jestem po adaptacji moja corka idzie juz do zerowki ale dokładnie jak to opisalas tak to przechodzilismy. Za dwa lata idzie do przedszkola synek mam nadzieje ze lepiej to zniesiemy oboje. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMacie już wprawę to powinno pójść bardziej gładko.
UsuńZamierzam ten tekst jeszcze kilka razy przeczytać mężowi :)
OdpowiedzUsuńW zeszłym roku syn bardzo źle zniósł pójście do żłobka, wszyscy mocno to przeżywaliśmy. Teraz miał sporą przerwę a w tym roku od września idzie do nowego żłobka, córcia też rozpocznie swoją przygodę w młodszej grupie. Zamierzamy się dobrze nastawić, bo to chyba klucz do sukcesu! :) mam nadzieję ;)
Trzymam kciuki!
UsuńTekst rewelacyjny:) pracowałam z dziećmi niepełnosprawnymi...większość nie miała szczególnych problemów z klimatyzacją w przedszkolu...trafiały się owszem osobniki oporne ale mniej było płaczu więcej robienia nam na złość :) Pamiętam jak pierwszy raz zostawiłam Młodą z moją Mamą ( miałam szkolenie)...wiedziałam, że jest pod dobrą opieką...ale...wracam do domu ona mówi ooo mama i dalej do zabawy z babcią...wyrodna matka więc wykorzystała to i na zakupy sobie jeszcze poleciała:) Nie wiem jak to będzie jak już do przedszkola pójdzie...ale jestem jak najbardziej za tym żeby ograniczyć rozczulanie się...ciekawe jak mi w praktyce wyjdzie:)
OdpowiedzUsuńTwarda babka jesteś więc dasz radę! Matka nie kura- zniesie wszystko. W razie co- jestem :)
UsuńFajnie jest mieć osobę do której w takiej chwili można się zglosić :*
Usuń"Nie zaglądaj przez okna, dziury w płocie, siatki ogrodzeniowe" - zaglądałam :))) Stres przeżywałam, syn mnie podsumował, że mu wstyd przynoszę jak się za krzakiem chowam, bo on nie ma czasu na mnie zerkać, jak się z dziećmi bawi :))) Potwierdzam, nie czyńcie tego :D
OdpowiedzUsuńDziecko się zaaklimatyzuje szybciej, jeśli nie odczuje stresu, obaw czy paniki rodziców.
Igor <3 Nooo bo to obciach tak dziecko jak dzidziusia traktować! :)
Usuń